Z Życia
Akademii Medycznej
w Warszawie
Doktorzy Honoris Causa
Prof. F. Kokot i prof. A. Borbely
Spis treści:
Mgr Mariusz Foryś
Tegoroczna promocja lekarzy
i lekarzy stomatologii I Wydziału Akademii Medycznej w Warszawie, która
odbyła się 20 grudnia 1999 r., miała szczególnie podniosły charakter, wynikający
z towarzyszącej jej uroczystości nadania tytułów doktora honoris causa
dwóm znakomitościom świata medycznego - prof. dr Aleksandrowi Borbély
i prof. dr Franciszkowi Kokotowi. Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej
w Warszawie zgromadziła wielu dostojnych gości reprezentujących władze
państwowe, resortowe, samorządowe oraz uczelnie i instytucje naukowe; gros
audytorium stanowili - jak zawsze - absolwenci wraz z towarzyszącymi im
rodzinami.
Uroczystość rozpoczął koncert
w wykonaniu uczniów Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. Fryderyka
Chopina w Warszawie. Program wypełniły pieśni i utwory fortepianowe kompozycje
patrona uczelni. Po koncercie przyszła kolej na część oficjalną, którą
- tradycyjnie - zainicjował Chór AM intonując "Gaude Mater Polonia" oraz
wejście orszaku ubranych w togi nauczycieli akademickich.
Otwarcia uroczystości dokonał
Dziekan I WL prof. dr Wiesław Gliński, serdecznie witając obu uhonorowanych
doktoratem honoris causa naukowców oraz tegorocznych absolwentów naszej
Akademii: 260 lekarzy i lekarzy stomatologii.
W skierowanej do absolwentów
części swojego wystąpienia, Pan Dziekan zawarł szereg akcentów odnoszących
się do niełatwych realiów, w których przyjdzie im rozpocząć życie zawodowe.
Dziekan życzył, przede wszystkim, nieustępliwości i determinacji w pierwszych
krokach kariery zawodowej.
Rektor AM prof. dr
Janusz
Piekarczyk również nawiązał do trudnego okresu przemian ustrojowych
i gospodarczych, na które przypadła młodość, czas studiów i początku drogi
zawodowej promowanych dzisiaj lekarzy. Konkludując, JM Rektor poprosił,
aby słowa wypowiedzianej przez nich przysięgi Hipokratesa były głównym
kierunkowskazem w ich życiu zawodowym.
Następnie, zgodnie z programem
wieczoru, przyszła kolej na uroczyste nadanie tytułów doktora honoris causa
dwóm wielkim naukowcom.
Laudację prof. A. Borbély
wygłosił - zaprzyjaźniony z nim od wielu lat - prof. Waldemar Szelenberger.
Prof. A. Borbély uznawany jest za światowy autorytet w dziedzinie neurofizjologii,
chronobiologii, i psychofarmakologii badań nad snem. Tego wieczoru, w swoim
wykładzie "New avenues in sleep research", Profesor skoncentrował się na
problematyce dominującej w jego bieżących badaniach oraz planach badawczych
na przyszłość.
Sylwetkę prof. F. Kokota
ze Śląskiej Akademii Medycznej, jego osiągnięcia oraz imponujący dorobek
naukowy przybliżył obecnym prof. Włodzimierz Januszewicz. Podkreślił,
iż sukcesy prof. Kokota są pochodną jego wielkich zdolności i talentów,
a także nadzwyczajnej pracowitości.
Główne problemy badawcze Profesora koncentrują się wokół enzymologii
klinicznej, czynności układu wewnątrzwydzielniczego w mocznicy, oraz gospodarki
wodnoelektrolitowej w stanach fizjologii i patologii.
"Kariera naukowa szczęśliwy
zbieg okoliczności, czy też uporczywe dążenie do przeżywania wielkiej przygody
, tak zatytułował swój pełen pogodnej przekory wykład, obficie nawiązując
w nim do swojego osobistego i pełnego nieoczekiwanych zwrotów życiorysu
zawodowego.
Nie wybrzmiały jeszcze do
końca inspirujące słowa badacza, lekarza i człowieka spełnionego, a scena
Filharmonii zaczęła się wypełniać kolejnymi grupami lekarzy stającymi u
progu życia zawodowego. Jako pierwszych, wywołano absolwentów, którzy otrzymali
dyplomy z wyróżnieniem. I WL w 1999 r. ukończyło 178 osób. 19 z nich otrzymało
dyplom z wyróżnieniem. Są to: Alicja Bednarowska, Joanna Bielecka, Marcin
Dębski, Tomasz Fit, Michał Florczyk, Jolanta Kunikowska, Katarzyna Kurnicka,
Grzegorz Michalak, Rafał Mikusek, Rafał Nosek, Andrzej Pawełas, Monika
Pawłowska, Ewa Tarnowska, Jerzy Tyszkiewicz, Izabela Uhrynowska-Tyszkiewicz,
Michał Wiszniewski, Monika Woroniecka, Ewa Zajączkowska i Dorota Zduńczyk.
Oddział Stomatologii ukończyło
81 osób - wyróżnienia uzyskali: Julita Wojtaszek, Piotr Kaczmarek, Małgorzata
Nędzi, Justyna Światek Anna, Świstak i Izabela Osuch.
W imieniu tegorocznych absolwentów
symbolicznie pożegnała Uczelnię wyróżniona lek. Katarzyna Kurnicka.
Gratulacje złożone wszystkim
absolwentom przez Jego Magnificencję Rektora, znalazły swoją kontynuację
na sali i w kuluarach Filharmonii, już w gronie rodziny i przyjaciół. "Gaudeamus
igitur" w wykonaniu chóru A.M. zakończył uroczystość, która zwieńczyła
rok akademicki 1998/99.
Przemówienie Dziekana I WL prof. Wiesława Glińskiego
Magnificencjo Rektorze,
Wysoki Senacie,
Dostojni Goście !
Witamy głównych bohaterów dzisiejszej uroczystości poza nowo promowanymi doktorami honoris causa prof. Borbély i prof. Kokotem, którzy już zostali przywitani przez pana Rektora - 260 lekarzy medycyny i lekarzy stomatologii absolwentów I Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie.
Drodzy Absolwenci!
W wielu krajach wypromowanie
tylu lekarzy byłoby sukcesem i powodem do dumy, w naszym kraju może być
odbierane jako działalność szkodliwa z tego powodu, że być może produkujemy
bezrobotnych lekarzy, co popsuje wskaźniki ekonomiczne i wizerunek wprowadzanej
reformy ochrony zdrowia.
Wielu z was już wie jak
trudno będzie wam zdobyć pracę lekarza po stażu, jak trudno będzie zwiększyć
kwalifikacje i stać się specjalistą w jakiejkolwiek dziedzinie medycyny.
Już wicie, jak niskie są
wasze zarobki w tej chwili na stażu, jak niewiele się one zwiększają w
pierwszej samodzielnej pracy.
Niestety, dobrodziejstwo
10-lecia przemian w naszej ojczyźnie nie dotknęło ochrony zdrowia, dało
awans finansowy politykom, urzędnikom, radnym, zarządom spółek, często
ludziom bez kwalifikacji do właściwego wypełniania swoich obowiązków
zapomniano o ludziach, którzy wybrali zawód z zamiłowania i prawdziwego
przekonania, że będą pomagać ludziom chorym. Na pewno nie dokonali tego
wyboru dla osiągnięcia zysków z szarej strefy, co media wykreowały w swej
negatywnej kampanii o naszym zawodzie jako powszechną patologię.
Nie wiem, czy widzieliście
państwo dane z nadań opinii publicznej z ostatniego miesiąca o tym, że
zawód lekarza jest najbardziej skorumpowany tak ma odbierać nas społeczeństwo.
Dla mnie jest to manipulacja, wynik celowego działania mediów, powód do
największego oburzenia uczciwych lekarzy, za których
się uważamy. Musimy temu przeciwstawić się jako grupa zawodowa. Apeluję
o to do izb lekarskich!
My, jako nauczyciele i wychowawcy
mamy nadzieję, że nie porzucicie swego wybranego zawodu. Staniecie się
naszymi następcami, chlubą społeczności lekarskiej. To wasze osiągnięcia
zawodowe, udane operacje, właściwe diagnozowanie, działania epidemiologiczne
i profilaktyczne będą wyróżniane przez pacjentów, bez względu na cenę tych
procedur, a nie będą aprobowane przez chorych wątpliwe osiągnięcia niektórych
reformatorów dzielących biedę i oszczędzających na chorych.
Jestem pewien, że społeczeństwo
dostrzeże, że nadużyto jego zaufania, że pieniądze nie idą za pacjentem,
co było pierwszym hasłem reformy, że jedynym beneficjentem reformy
są do tej pory urzędnicy kas chorych, następnego tworu administracyjnego
do obsadzania stanowisk.
Na koniec trochę optymizmu.
Jestem pewien, że ciało profesorskie naszej uczelni przygotowało was właściwie
do życia zawodowego i tak dobrze wykształconych lekarzy mogą nam pozazdrościć
w wielu krajach. Stawialiśmy wam wysokie wymagania i jesteśmy dumni, że
im sprostaliście.
Mimo trudnej współczesnej
rzeczywistości jest to zawód samodzielny, z przyszłością, wielkim prestiżem.
Przyjdą lata, że zostanie on w naszym kraju w końcu doceniony.
Na pewno tego doczekacie,
więc szczerze życzę Wam powodzenia, nieustępliwości i determinacji.
Powrót do spisu treści
Przemówienie JM Rektora AM prof. Janusza Piekarczyka
Szanowni Państwo!
Spotykamy się dzisiaj na
uroczystym zgromadzeniu Rady I WL i Senatu Akademii Medycznej, aby cieszyć
się, że około 300 lekarzy i lekarzy stomatologów ukończyło studia w Akademii
i za chwilę otrzyma dyplomy lekarza. Biorąc do rąk ten dyplom, pieczęcią
naszej uczelni ozdobiony, można było dotychczas przeczytać, że upoważnia
on do ubiegania się o prawo wykonywania zawodu lekarza i zdobywania stopnia
naukowego doktora nauk medycznych. Obecnie treść wszystkich dyplomów została
zunifikowana, czego żałujemy, ponieważ byliśmy przyzwyczajeni, przywiązani
do tradycyjnej formy i treści dyplomu Akademii, chociaż nie jest to nasz
największy problem w chwili obecnej.
Uroczystości akademickie
przepojone majestatem, celebrowane są w stałych terminach, po pełnym cyklu
przygotowań. Tak też jest i z dzisiejszą uroczystością stanowiącą podsumowanie
kilkuletniej pracy zespołów dydaktycznych uczelni z Państwa kursem.
W oparciu o tymczasowe zaświadczenia
o ukończeniu studiów otrzymaliście już Państwo czasowe prawo wykonywania
zawodu upoważniające do rozpoczęcia i odbycia stażu. Staż jest to pierwszy
etap w życiu zawodowym, który lekarz odbywa pod opieką samorządu zawodowego,
czyli Okręgowej Izby Lekarskiej. Zaprosiliśmy więc dzisiaj przedstawicieli
Izby Lekarskiej, aby symbolicznie przekazać Was pod jej opiekuńcze skrzydła.
Wyrażamy przekonanie, że tak właśnie będzie, niemniej jednak warto zawsze
mieć świadomość swoich praw w postaci czynnego i biernego prawa wyborczego
podczas wyborów do samorządu lekarskiego. Miejmy tę świadomość, podobnie
jak wszyscy obywatele naszego kraju powinni ją mieć podczas wyborów prezydenckich,
parlamentarnych i samorządowych.
Cała wasza młodość, najpiękniejsze
lata nauki w liceum i na studiach przypadła na trudny okres przemian gospodarczych
i ustrojowych, ale jednocześnie był to okres pełen nadziei związanych z
rodzącą się demokracją.
Był to okres entuzjazmu
i okres rozczarowań, które obserwowaliście w pełni świadomie już jako studenci
starszych lat studiów. Wszyscy pierwszy raz widzieliśmy w Polsce protesty,
a nawet strajki lekarzy. Środowisko lekarskie było zszokowane powstałą
sytuacją, padały ciężkie słowa, padały pytania o Kodeks Etyki Lekarskiej,
o Przysięgę Hipokratesa. Pytania te zadawali zresztą głównie politycy.
Za chwilę nastąpi najbardziej
uroczysty moment w życiu lekarza, kiedy będziecie powtarzali za dziekanem
słowa Przysięgi Hipokratesa. Wsłuchajcie się w te słowa, we własne słowa
i niech one będą głównym kierunkowskazem waszego życia zawodowego. Nie
można przez to powiedzieć, że lekarz musi bezkrytycznie przyjmować warunki
pracy, że nie powinien widzieć równie wielkiej odpowiedzialności polityków
za losy chorych nam powierzonych i dlatego wspomniałem o czynnych i biernych
prawach, które ma nawet służba, w tym służba zdrowia.
Niewątpliwie wybraliśmy
jeden z najbardziej odpowiedzialnych, ale i najpiękniejszych zawodów świata.
Zarówno Państwo stojący u progu swojej drogi, jak i my, po 30-40 latach
pracy zawodowej nie zawsze do końca zdajemy sobie sprawę z tego, jak ogromną
szansę dostaliśmy od losu. Tą szansą jest możliwość niesienia pomocy cierpiącym,
szansą tą jest leczenie chorych. Sprostanie ich oczekiwaniom jest największą
nagrodą dla lekarza. Myślę, że wie o tym każdy lekarz, który jest człowiekiem
dobrej woli, niezależnie od tego czy jego staż pracy wynosi 3 miesiące,
czy 30 lat. Można natomiast odnieść wrażenie, że zupełnie nieświadome tego
są elity polityczne, podobnie jak przedstawiciele mediów naszej czwartej
władzy, którzy rzadko zauważają solidnie pracującego doktora, a nawet setek
i tysięcy lekarzy. Jednocześnie podnoszą niebywały krzyk w przypadku błędu
w postępowaniu lekarskim i mają ku temu prawo, bo to jest z kolei ich misja
i ich powinność, ale nie mają prawa do uogólniania takich zjawisk, do utrwalania
tych incydentalnych wydarzeń w świadomości społecznej, za cenę taniej sensacji.
Nas lekarzy jest w Polsce ponad 100 tysięcy i nie jesteśmy ani lepsi, ani
gorsi od całego społeczeństwa.
Ale pamiętajmy, że zawsze będziemy na cenzurowanym i że lekarzowi mylić
się po prostu nie wolno.
Zobowiążecie się za chwilę
do stałego podnoszenia własnych kwalifikacji zawodowych, podobnie jak uczyniliśmy
to przed laty my wszyscy. Uczyniliśmy to z przekonania, ponieważ wiemy,
że lekarz który się nie uczy, cofa się w rozwoju, ponieważ widza medyczna
rozwija się nieustannie.
Warszawska Akademia Medyczna,
nasza Akademia stara się wysiłkiem wszystkich jej pracowników utrzymać
w czołówce, a nawet bywa dosyć często na pierwszym miejscu wśród bratnich
12 uczelni. O postępie we wdrożonych nowościach zarówno do dydaktyki, jak
i do specjalistycznej opieki zdrowotnej świadczy wiele przykładów, które
znacie osobiście. Postęp ten dotyczy wysoko specjalistycznej diagnostyki
obrazowej, dotyczy wielu stosowanych gałęzi medycyny.
Niezwykle rozwinęła się
w naszej Uczelni transplantologia. Do ugruntowanej od lat pozycji w zakresie
przeszczepiania nerek, doszedł przeszczep szpiku, przeszczep wątroby, w
tym w ostatnich tygodniach przeszczep rodzinny. Stały rozwój obserwujemy
w bardzo wielu dziedzinach medycyny, co jest związane z ciągłym wprowadzaniem
nowych metod i nowych środków technicznych. Jest wśród państwa duża grupa
prawie 90 osób nowych lekarzy stomatologii oni wiedzą najlepiej, ile
nowoczesnych metod wprowadzono w ostatnich latach w zakresie tych wąskich
specjalności medycznych. Postęp w tym zakresie bardzo wiele kosztuje, ale
dzięki poczynionym nakładom, w zasięgu naszych możliwości są wszystkie
techniki i technologie stosowane obecnie w przodujących w tym zakresie
krajach świata.
Zupełnie odrębną sprawą
jest szeroka dostępność społeczna wysoko specjalistycznych (i zwykle drogich)
badań, ale o tym już nie decydują lekarze. Do niedawna dosyć częstym zjawiskiem
było wysyłanie niektórych grup chorych zagranicę, ponieważ nie było możliwości
leczenia ich w kraju. W ostatnich latach liczba tych chorych szalenie zmalała
i ogranicza się do niezwykle wyszukanych technik i procedur medycznych.
Świadczy to o wysokim poziomie
polskiej medycyny, porównywalnym w sensie możliwości z krajami Europy Zachodniej.
Obawiamy się, aby reforma opieki zdrowotnej nastawiona głównie na jej ekonomizację,
nie doprowadziła do upadku najbardziej rozwiniętych placówek opieki zdrowotnej
w Polsce. Realne zagrożenie w tym zakresie widzą rektorzy wszystkich
akademickich szkół medycznych i głośno wołają o program naprawy. Wyrażam
nadzieję, że głos ten zostanie w porę usłyszany.
Muszę, wobec Was, stojących u progu kariery zawodowej, optymistycznie
patrzeć w przyszłość i widzieć tę przyszłość związaną z możliwościami rozwoju
dla naszej Alma Mater i dla całej polskiej służby zdrowia w nadchodzącym
XXI wieku...
Pomocne niech nam będą postawy
wielkich lekarzy autorytetów moralnych i zawodowych, którzy byli i są
między nami. W dniu dzisiejszym mamy wielki honor i zaszczyt wręczyć dyplomy
doktora honoris causa dwu wybitnym uczonym prof. A. Borbélyemu i prof.
F. Kokotowi. Najpierw wygłoszone zostaną laudacje, a następnie okolicznościowe
wykłady tych wielkich lekarzy i wielkich uczonych.
Zachowajmy w pamięci te głębokie treści. Proponuję, abyście Państwo
spróbowali oczyma wyobraźni zobaczyć siebie samych za kilkadziesiąt lat.
Czy możecie się zastanowić, co chcielibyście przez ten czas osiągnąć, co
zostawić po sobie?
Mam nadzieję, że niektórzy
z Państwa oglądają program telewizyjny zatytułowany Mój ślad. Jeden z
odcinków zawierał wypowiedzi wielkiego profesora medycyny, naszego byłego
rektora prof. Jana Nielubowicza. Jego słowa skierowane były do nas.
Życzę Państwu, abyście kiedyś
mogli zostawić podobny ślad w sercach swoich uczniów i swoich pacjentów.
Myśląc i mówiąc o autorytetach moralnych przychodzi zawsze na myśl sylwetka
naszego wielkiego Rodaka Jana Pawła II uznawanego za autorytet, niezależnie
od przekonań religijnych i filozoficznych. W tym roku spotkaliśmy się z
Papieżem na szlaku Jego pielgrzymki nawet kilkakrotnie. Wywarł na nas olbrzymie
wrażenie swą osobowością. Reakcja 200 rektorów i rektorów-elektów zgromadzonych
w auli Uniwersytetu Toruńskiego wszystkich polskich szkół akademickich
była podobnie emocjonalna, jak wielotysięcznych rzesz ludzi. Potrzeba nam
na co dzień autorytetów w życiu zawodowym i polityce.
Szanowni Państwo, mijający
czas obfituje w niezwykłe wydarzenia. Jesteśmy świadkami znaczących kart
historii. Szczególnie w Polsce w końcu XX wieku jesteśmy świadkami i bierzemy
odpowiedzialność za wydarzenia, pomimo że bezpośrednio w nich pozornie
nie uczestniczyliśmy. Wydarzenia te, te dokonania
będą implikowały naszą historię w przyszłym wieku.
Pozwólcie, że na koniec
przytoczę cytat z orędzia Papieża Jana Pawła II z Okazji Trzeciego Światowego
Dnia Chorych adresowany do nas: Zwracam się teraz do Was, lekarze, pracownicy
służby zdrowia, wolontariusze, którzy służycie chorym. Wasze dzieło będzie
autentycznym świadectwem i konkretnym działaniem pokoju, jeśli będziecie
gotowi ofiarować prawdziwą miłość tym, którym wychodzicie na spotkanie....i
dalej... Wyrażając moje żywe uznanie za wszystko to, co czynicie z wyrzeczeniem
i ofiarnym poświęceniem, wyrażam życzenie, aby wszyscy, którzy podejmują
zawód lekarza i zawód związany z medycyną, wypełniali go z entuzjazmem
i wielkodusznym poświęceniem...
Cytat ten najtrafniej ujmuje życzenia dla Państwa stojących u progu
swej medycznej drogi zawodowej.
Ja również w imieniu władz uczelni, którą opuszczacie, życzę Wam odrobiny
entuzjazmu w życiu i w pracy zawodowej.
A teraz z okazji zbliżających
się Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego, Jubileuszowego 2000 roku życzę
Państwu, Państwa Rodzicom i Rodzinom wszelkiej pomyślności. Niech te życzenia
obejmą jednocześnie cały okres Państwa aktywności zawodowej przypadającej
już w całości na XXI wiek.
Powrót do spisu treści
Profesor dr hab. med. Waldemar Szelenberger
Promotor
Prof. dr hab. med. Alexander Borbély
Doktor honoris causa Akademii Medycznej w Warszawie
LAUDACJA
Wniosek o nadanie prof. Alexandrowi Borbély'emu tytułu doktora honoris causa został zgłoszony 2 grudnia 1998 przez prof. dr hab. med. Waldemara Szelenbergera przy poparciu prof. dr hab. med. Andrzeja Członkowskiego (Prorektora d/s Nauki), prof. dr hab. med. Wiesława Glińskiego (Dziekana I Wydziału Lekarskiego), prof. dr hab. med. Stanisława Pużyńskiego (dyrektora Instytutu Psychiatrii i Neurologii) i prof. dr hab. med. Andrzeja Trzebskiego. W dniu 23 czerwca 1999 roku Rada I Wydziału Lekarskiego przyjęła wniosek i wyznaczyła na recenzentów prof. Jima Horne'a z Loughborough University w Wielkiej Brytanii, prof. dr hab. med. Wojciecha Kostowskiego, kierownika Zakładu Farmakologii Klinicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz prof. dr hab. med. Jana Zielińskiego, kierownika Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. Opinie wszystkich recenzentów są wysoce pozytywne. W dniu 6 października 1999 roku Rada I Wydziału Lekarskiego uchwaliła wniosek o nadanie prof. Alexandrowi Borbély'emu tytułu doktora honoris causa, a 29 listopada 1999 roku wniosek ten został zatwierdzony przez Senat Akademii Medycznej w Warszawie.
Życiorys
Prof. Alexander Borbély urodził się w 1939 roku w Budapeszcie. Studia medyczne ukończył na Uniwersytecie w Zurychu w roku 1963. W roku 1964 rozpoczął pracę w Instytucie Farmakologii Uniwersytetu w Zurychu, gdzie pracuje do chwili obecnej, od roku 1983 na stanowisku profesora zwyczajnego. Od roku 1998 jest dziekanem Wydziału Medycznego tegoż Uniwersytetu. W toku pracy zawodowej kształcił się m.in. w Massachusetts Institute of Technology, National Institute of Mental Health w Bethesda i w Harvard Medical School. Jest założycielem i pierwszym prezesem Szwajcarskiego Towarzystwa Badań nad Snem, Medycyny Snu i Chronobiologii, był także prezesem Europejskiego Towarzystwa Badań nad Snem. Jest też członkiem korespondentem American College of Neuropsychopharmacology, członkiem komitetów redakcyjnych licznych prestiżowych czasopism i laureatem zaszczytnych nagród międzynarodowych, m.in. Pisa Sleep Award za przełomowe badania nad snem. Warto podkreślić, że dotychczas przyznano tylko 3 takie nagrody, a poza prof. Borbélym otrzymali je prof. Michel Jouvet z Lyonu i prof. Elio Lugaresi z Bolonii. W ubiegłym roku Uniwersytet w Szegedzie nadał prof. Borbély'emu tytuł doktora honoris causa. Jest on także członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem, ponadto otrzymał medal im. Napoleona Cybulskiego.
Dorobek naukowy
Prof. Alexander Borbély jest światowym autorytetem w dziedzinie psychofarmakologii, chronobiologii i neurofizjologicznych badań nad snem, wyjaśnił między innymi homeostatyczne zasady regulacji snu u człowieka. Jest on autorem 268 publikacji, drukowanych niemal wyłącznie w renomowanych pismach naukowych, a ponadto autorem 4 monografii oraz redaktorem lub współredaktorem 7 monografii. Jego książka Das Geheimnis des Schlafs została przetłumaczona na 9 języków: angielski, bułgarski, francuski, hiszpański, japoński, niderlandzki, polski, rosyjski i włoski. Jest też promotorem 33 prac doktorskich i 2 habilitacji. Uczniowie prof. Borbély'ego kontynuują dziś badania w znanych ośrodkach naukowych, m.in. w National Institute of Mental Health w Bethesda, na uniwersytecie Harvarda, uniwersytetach w Hokkaido, San Diego, Paryżu, Genewie, Bazylei.
Związki z Polską
Związki prof. Borbély'ego z Polską datują się od czasów jego studenckiej praktyki w Akademii Medycznej w Warszawie. Wybór ten podyktowany był fascynacją polską kulturą. Podczas pełnienia funkcji prezesa Europejskiego Towarzystwa Badań nad Snem przeprowadził w latach osiemdziesiątych uchwałę, na mocy której obywatele polscy zostali zwolnieni z opłat członkowskich. Prof. Borbély aktywnie pomaga od lat w podnoszeniu kwalifikacji polskich badaczy, którzy są częstymi gośćmi w jego pracowni. Kontakty z międzynarodową społecznością naukową w nowej, dopiero powstającej dziedzinie medycyny snu umożliwiły rozwój tej dziedziny w Polsce: w Gdańsku, w Bydgoszczy i w Warszawie, w roku 1996 powstała w Akademii Medycznej w Warszawie pierwsza w kraju przychodnia zaburzeń snu dysponująca pełną diagnostyką kliniczna w tej dziedzinie.
Wnioski recenzentów
Recenzenci zgodnie stwierdzają,
że wybitny w skali światowej dorobek i pozycja w środowisku naukowym w
pełni upoważniają do poparcia wniosku o nadanie prof. Alexandrowi Borbély'emu
tytułu doktora honoris causa Akademii Medycznej w Warszawie.
Prof. Jan Zieliński: [Prof.
Borbély] jest światowym autorytetem w dziedzinie snu [...] Wśród ogromnego
dorobku wyróżniają się [m.in.] prace o dużym praktycznym znaczeniu [...]
nad działaniem używek, leków nasennych, i nad skutkami pozbawienia snu
[...] Cechy wybitnego naukowca łączy z wielkim darem popularyzacyjnym.
Prof. Jim Horne: Prof. Borbély
należy do dziesięciu najwybitniejszych badaczy neurofizjologii snu na świecie,
a w Europie jest najwybitniejszy. Jego prace są licznie cytowane. Najbardziej
znany jest dwuczynnikowy model snu. Jest to człowiek wybitny, a jednocześnie
skromny, serdeczny i ujmujący.
Prof. Wojciech Kostowski:
Prof. Alexander Borbély ma wielkie zasługi tak na polu teoretycznym, jak
i metodycznym [...] Przyczynił się walnie do rozwoju psychofarmakologii
klinicznej i doświadczalnej i rozwoju elektroencefalografii [...] Stworzył
unikalne koncepcje regulacji snu i czuwania [...] Badania prof. Borbély'ego
mają bardzo duże znaczenie dla zrozumienia natury działania benzodiazepin
i ich działań ubocznych. Jest on jednym z najwybitniejszych współczesnych
neurofizjologów i neurofarmakologów [...] Stanowi postać wybitną w naukach
medycznych drugiej połowy mijającego stulecia.
Jest dla mnie wielkim zaszczytem,
że mogłem przedstawić Wysokiej Radzie I Wydziału Lekarskiego wniosek o
nadanie profesorowi Alexandrowi Borbély'emu tytułu doktora honoris causa
Akademii Medycznej w Warszawie.
Warszawa, dnia 20 grudnia 1999
Powrót do spisu treści
Alexander A. Borbély
It is an exceptional honor
for me to be awarded a doctor honoris causa degree by the University of
Warsaw. I would like to express my deep gratitude to the Rector of the
University, Professor Janusz Piekarczyk, to the Dean of the 1st Medical
Faculty, Professor Wiesław Gliński, to the Senate of the Medical University
of Warsaw and to my distinguished colleague Professor Waldemar Szelenberger
with whom bonds of friendship and professional exchange have intensified
over the years.
I shall focus my presentation
today on selected topics of sleep, a mysterious state whose benefit we
all experience night after night. How can we explore this process? Let
me start with its definition: Sleep is a reversible state of reduced consciousness,
during which the processing of sensory input is minimal, coordinated behavior
is abolished, and cognitive activities such as thinking, planning and reflection
are suspended. Sleep must be an exceedingly important state or process
if we consider its temporal aspect: For example, a 60-year-old person has
been at least 20 years asleep. While most people accept sleep as a part
of life, modern man and woman sometimes consider it a loss of time, and
think that the hours could be more profitably used than lying in bed in
an inactive, recumbent state.
This brings me to a first
research problem that has recently fascinated me and my collaborators in
Zurich: How is it that some persons need numerous hours of sleep to feel
rested whereas others need only a few hours? What is the reason for the
large individual variation in sleep need?
Short and long sleepers
We know of famous short sleepers
and long sleepers. Edison is reported to have slept only 4-6 hours per
night, whereas Einstein enjoyed spending up to 10 hours in bed. The English
sleep researcher Ray Meddis and his colleagues reported an extreme case
of a short sleeper. A 70-year-old retired nurse claimed to get along on
only one hour of sleep per night. She did not feel tired and spent the
night writing and painting. Laboratory recordings confirmed her claim.
It was interesting to see that deep sleep, the sleep state characterized
by large and slow brain waves in the electroencephalogram (EEG) made up
an exceptionally large part of her sleep time.
We have recently performed
experiments in habitual short sleepers (persons sleeping 6 hours or less)
and habitual long sleepers (persons sleeping 9 hours or more). Our subjects
were healthy, young, male students who had been recruited by questionnaires.
The principal question we were interested in was how sleep deprivation
would affect the two groups. Sleep in both short and long sleepers was
recorded in the laboratory first during a normal baseline night. Then the
subjects were kept awake during an entire night and during the following
day. In the subsequent recovery night, sleep was more intense than compared
to baseline which was evident in the sleep EEG by an increased proportion
of slow waves. Interestingly, and in accordance with our prediction based
on theoretical considerations, the difference of slow waves between the
recovery night and the baseline night was larger in the long sleepers than
in the short sleepers. Persons used to sleep for a short time apparently
have a better tolerance for an increased sleep pressure than long sleepers.
Why this is the case is still an open question. It is obvious that we need
to reach a better understanding of the processes linking sleep need to
the underlying physiological processes. The issue of sleep loss is not
only of theoretical interest. It has been estimated that in the USA each
year, errors due to sleep deprivation and sleepiness cause 25,000 deaths,
2.5 millions of disabling injuries, and cost over 56 billion dollars.
Sleep research in animals
Another indication for the
importance of sleep is its widespread occurrence in animals. Sleep has
been investigated mostly in different mammalian species but important sleep
studies were performed also in other vertebrates. It is interesting to
note that the typical features of human sleep are present also in other
mammals. They include the alternation of the two major sleep states, nonREM
sleep and REM sleep (rapid eye movement sleep). REM sleep typically follows
nonREM sleep, the two states forming a sleep cycle. In humans, the cycle
length is 90-100 minutes, in the rat 10 minutes. The occurrence of deep
sleep (i.e. nonREM sleep with a predominance of slow waves) shortly after
sleep onset is another characteristic that is typical for mammalian sleep.
Body temperature and brain
temperature are decreased during sleep. The regulation of temperature is
an important topic in physiology. It can be used in sleep research to explore
how physiological processes are affected by sleep. Such studies may lead
to a better understanding of sleep physiology. Professor Juliusz Narębski,
late Director of the Department of Animal Physiology of the Institute of
Biology in the Nicolaus Copernicus University of Toruń, has performed pioneering
studies in this field. Professor Narębski had excellent students who not
only participated in his projects, but later developed their own research
groups. One of them is Dr. Daria Pracka who, together with her husband,
Dr. Tadeusz Pracki, set up a new sleep unit at the University of Bydgoszcz.
In our laboratory, Professor
Irene Tobler and her collaborators have exploited a particular facet of
temperature regulation for investigating sleep. They made use of a unique
feature of temperature regulation of certain rodents, which lower their
metabolism and lapse into a prolonged sleep-like state of hibernation or
torpor. Hibernating species such as the ground squirrel reduce their body
temperature to 4°C for days. Their hibernation period is periodically interrupted
by brief euthermic episodes in which temperature returns to a normal level.
The Djungarian hamster exhibits a milder form of hypometabolism. It passes
into daily torpor for several hours, its body temperature declining from
37 °C to the level of room temperature. Since also natural sleep is accompanied
by a slight reduction of metabolism and body temperature, it was interesting
to compare sleep and daily torpor. An unexpected observation was that sleep
occurring immediately after the emergence from torpor showed an increased
level of EEG slow waves (i.e. the typical sign of deep nonREM sleep). Similar
observations were made in animals emerging from hibernation. Moreover,
the enhancement of EEG slow waves was proportional to the duration of the
episode spent in hibernation or torpor. This indicates that while the states
of reduced metabolism have a superficial resemblance to sleep, they are
functionally dissimilar. Sleep is absent during torpor or hibernation.
These states seem to give rise to a sleep debt, which elicits a compensatory
response after the normalization of body temperature.
How did sleep evolve and
when did it make its first appearance? One way to investigate this question
is by studying non-mammalian species. Dr. Jadwiga Szymczak working at the
University of Toruń and collaborating with the group of Prof. Walter Kaiser
in Darmstadt, performed pioneering studies in birds. She examined not only
the behavioral aspects of sleep in various bird species but obtained also
unique electrophysiological recordings including EEG spectra. Her elegant
studies showed that homeotherms may share common mechanisms of sleep regulation.
Moreover, interhemispheric EEG asymmetries were related to specific postures.
The study of sleep in animal
classes with a simple nervous system is difficult because the usual electrophysiological
state criteria cannot be applied. Nevertheless, sleep-like behavioral states
are well known to exist. The question arose whether the history dependent
regulation of sleep in mammals (i.e. the intensification of sleep as a
function to the duration of preceding waking), is present also for sleep-like
states of invertebrates. Irene Tobler and collaborators examined this question
in two invertebrate species, the scorpion and the cockroach. The animals
were rest-deprived by keeping them active for several hours. Both species
exhibited an increase in rest episodes after these manipulations. The results
are consistent with an early appearance of the so-called homeostatic regulatory
mechanisms, which compensate excessive activity by a prolonged sleep-like
resting state. One of the interesting future questions to be investigated
is whether sleep-related changes at the molecular level that have been
described for mammals, can be found also during sleep-like states of invertebrates.
Is sleep a local brain phenomenon?
Neurophysiological markers
based on the sleep EEG serve to define mammalian sleep and its constituent
states. Since the specific mode of brain activity is intimately linked
to the sleep process, the question arises whether sleep involves necessarily
the entire brain. Is it conceivable that sleep is present to a variable
extent in different brain regions?
Sleep propensity builds
up during waking and dissipates during sleep. However, it is not known
if a specific aspect of waking is the crucial factor. Motor activity does
not seem to be indispensable. In the rat, forced locomotion or voluntary
wheel running during waking had similar effects on EEG slow waves as a
sleep deprivation achieved by gentle handling. In humans, staying awake
in a virtually immobile and semi-supine position had similar effects on
slow waves as staying awake under upright and mobile conditions. Studies
in subjects undergoing large physical exertion (e.g. marathon running)
have failed to document an unambiguous relation between waking activity
and sleep intensity.
The view that the sleep
process encompasses necessarily the entire brain is contradicted by results
obtained in aquatic mammals. The dolphin, for example, exhibits deep nonREM
sleep with dominant slow waves only in one hemisphere at a time, whereas
light nonREM sleep can be present in both hemispheres simultaneously. Moreover,
when the occurrence of deep nonREM sleep was prevented in one hemisphere,
a rebound of slow waves was observed only in the deprived hemisphere. These
results demonstrate that not only the occurrence but also the regulation
of slow waves may be restricted to a specific part of the brain.
There is recent evidence
from studies performed by Pigarev and coworkers in monkeys that the process
of falling asleep may not occur synchronously in the entire brain. When
the animals became drowsy and their nerve cells in cortical association
areas exhibited the typical sleep-like firing pattern, they still were
able to continue the performance a visual task. This observation showed
that a portion of the cerebral cortex may fall asleep while another is
still engaged in a behavioral discrimination task that has become largely
automatic.
The possibility that also
humans may show regionally modulated sleep signs was recently examined
in the following experiment: Subjects were administered prolonged vibratory
stimuli to one hand during the waking hours preceding sleep. This procedure
served to activate the cortical area in the contralateral hemisphere, which
is the projection field of the sensory impulses from the hand. The question
was whether daytime activation of a specific brain region has regional
repercussions on the EEG during subsequent sleep. This was found to be
the case after stimulation of the dominant (right) hand. The EEG recorded
from the central lead overlying the hand area exhibited a shift in power
towards the contralateral hemisphere during the first hour of sleep. Such
changes were not present at other derivations. In the derivation overlying
the hand area, the shift in power occurred mainly in the low-frequency
range of the spectrum, which reflects the presence of slow waves. Although
the effect was small and needs to be replicated, it documented for the
first time that a local, use-dependent facet of human sleep.
There are also indications
that a regional differentiation is present during regular sleep episodes.
Of particular interest are the frontal areas. Sleep deprivation impairs
primarily high-level cognitive skills, which depend on frontal lobe function.
Patients with lesions of the prefrontal cortex suffer from deficits such
as excessive distraction by irrelevant stimuli, diminished word fluency,
flat intonation of speech, apathy and childish humor. Subjects who
are sleep deprived exhibit similar symptoms. Therefore, it may be more
than a coincidence that the prevalence of slow waves is maximal at frontal
EEG derivations in the initial part of sleep. We observed that this frontal
predominance was restricted to the initial parts of sleep. This could mean
that a putative recuperative process occurs at a higher rate in frontal
areas. Moreover it could explain why brain functions
mediated by frontal brain areas are the first to be jeopardized by the
absence of sleep. In summary, there is increasing evidence that sleep is
not only a global phenomenon but has also local, use-dependent facets.
Brain mapping and coherence analysis
Brain mapping allows exploring the regional distribution of the EEG during sleep. Coherence analysis serves to study the functional connectivity between different regions. Dr. Peter Achermann in our group showed that coherence between and within hemispheres shows typical features that vary as a function of the sleep state. Professor Waldemar Szelenberger and collaborators computed partial coherence. By using directed transfer functions, they attempted to identify the main centers involved in the propagation of EEG activity. A particular relationship of the fronto-central regions in deep sleep was observed. In a different study, a complexity measure was obtained and a state-dependent interhemispheric shift was found. The group has performed pioneering work in specifying new multichannel descriptors of EEG activity. Professor Szelenberger's team and the Zurich group have recently united their expertise in a joint research project.
Concluding remarks
In the present article I attempted to highlight some promising approaches in sleep research. They include (1) the exploitation of individual sleep characteristics (e.g. short and long sleep) to characterize the physiological processes underlying sleep regulation; (2) the use of animals to study the evolution of sleep; and (3) the regional analysis of the sleep EEG to investigate the relationship between different areas of the brain and to explore, in particular, local facets of sleep. Taken together, all three approaches offer avenues for gaining new insights into sleep as a state and sleep as a process. They are unlikely to solve its basic secrets but hopefully, will shed some light into their mechanisms and thereby advance our understanding.
Powrót do spisu treści
Profesor dr hab. med. Włodzimierz Januszewicz
Promotor
Profesor dr hab. med. Franciszek Kokot
Doktor honoris causa Akademii Medycznej w Warszawie
LAUDACJA
Jestem szczęśliwy, że mogę
dzisiaj przedstawić Wysokiej Radzie dokonania prof. Franciszka Kokota,
wielkiego uczonego, lekarza i nauczyciela.
Wniosek o nadanie prof.
dr hab. med. Franciszkowi Kokotowi tytułu doktora honoris causa został
zgłoszony w dniu 19 lutego 1998 przez prof. dr hab. med. Włodzimierza Januszewicza
i poparty przez prof. dr hab. med. Andrzeja Karwowskiego, prof. dr hab.
med. Wiesława Glińskiego i prof. dr hab. med. Artura Czyżyka. W dniu 14
października 1998 r. Rada I Wydziału Lekarskiego przyjęła wniosek i wyznaczyła
na recenzentów prof. dr hab. med. Mariana Klingera, kierownika Kliniki
Nefrologii Akademii Medycznej we Wrocławiu, prof. dr hab. med. Władysława
Sułowicza , kierownika Katedry i Kliniki Nefrologii CM UJ w Krakowie oraz
prof. dr hab. med. Janusza Naumana, kierownika Kliniki Endokrynologii Akademii
Medycznej w Warszawie. Opinie wszystkich recenzentów są wybitnie pozytywne.
W dniu 24 marca 1999 r. Rada I Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej
w Warszawie uchwaliła wniosek o nadanie prof. dr hab. med. Franciszkowi
Kokotowi tytułu doktora honoris causa, a 27 września 1999 r. wniosek ten
został zatwierdzony przez Senat Akademii Medycznej w Warszawie.
Życiorys
Prof. dr hab. med. Franciszek
Kokot urodził się 24 listopada 1929 r. w Oleśnie Śląskim. W 1953 r. uzyskał
z odznaczeniem dyplom lekarza na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej
w Katowicach. W 1957 roku uzyskał stopień kandydata nauk medycznych na
podstawie pracy p.t. "Czynność nerek w sztucznej hibernacji ", a w 1962
r. stopień docenta na podstawie rozprawy "Stu- dia nad działaniem rtęciowych
środków moczopędnych ". W latach 1950-1957 pracował w Zakładzie Farmakologii
Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu. W tym okresie rozpoczął pracę w III
Klinice Chorób Wewnętrznych w Bytomiu, kierowanej przez prof. Kornela Gibińskiego,
początkowo jako wolontariusz, a następnie na stanowisku adiunkta i docenta
(1957-1969), w latach 1969-1974 pracował jako profesor nadzwyczajny
w III Klinice Chorób Wewnętrznych. Od 1975 r. do chwili obecnej kieruje
Katedrą i Kliniką Nefrologii Instytutu Chorób Wewnętrznych,
przemianowanej w 1997 r. na Katedrę i Klinikę Nefrologii, Endokrynologii
i Chorób Przemiany Materii Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach.
W latach 1959-1970 kilkakrotnie
odbywał staże naukowe w renomowanych ośrodkach klinicznych w Genewie i
Londynie.
W 1983 r. został członkiem
korespondentem Polskiej Akademii Nauk, a w 1993 r. jej członkiem rzeczywistym.
W 1991 r. został członkiem zwyczajnym Polskiej Akademii Umiejętności. W
latach 1980-1984 pełnił funkcję Prorektora i Rektora Śląskiej Akademii
Medycznej. Przez wiele lat był członkiem Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej
ds. Stopni i Tytułów Naukowych. Aktualnie przewodniczy Sekcji Medycznej.
W latach 1990-1992 był członkiem Rady Naukowej w Ministerstwie Zdrowia,
a w latach 1991-1994 członkiem Komitetu Badań Naukowych.
Działalność naukowa i organizacyjna
Dorobek naukowy prof. Franciszka
Kokota jest imponujący. Jest on autorem lub współautorem 550 prac oryginalnych
i 150 prac poglądowych. Ponad 200 publikacji ukazało się w zagranicznych
czasopismach naukowych. Jest autorem lub współautorem 35 wydawnictw książkowych,
w tym 7 o zasięgu międzynarodowym. Podręcznik "Gospodarka wapniowo-elektrolitowa
i kwasowo-zasadowa w stanach fizjologii i patologii" (5 wydań) stanowi
klasyczną pozycję w rodzimym piśmiennictwie.
Główne problemy badawcze
prof. Kokota koncentrują się wokół enzymologii klinicznej, czynności układu
wewnątrzwydzielniczego w mocznicy oraz gospodarki wodno-elektrolitowej
w stanach fizjologii i patologii. Do oryginalnych i twórczych, liczących
się w skali międzynarodowej osiągnięć badawczych należy określenie charakteru
zaburzeń hormonalnych w przebiegu niewydolności nerek, poznanie roli układu
renina-angiotensyna-aldosteron w patogenezie nadciśnienia tętniczego pierwotnego
i wtórnego. Badania prof. Kokota wniosły też istotny wkład w rozwój nowoczesnej
diagnostyki nadciśnienia renino-zależnego i hormonalnie uwarunkowanego.
O autorytecie profesora
i uznaniu dla jego osiągnięć naukowych świadczą liczne odznaczenia. Jest
on członkiem honorowym 9 zagranicznych towarzystw nefrologicznych. Został
wybrany do Royal College of Physicians. Pięć uczelni nadało mu godność
doktora honoris causa (Wrocław, Katowice, Szczecin, Koszyce, Lublin). Jest
on członkiem wielu zagranicznych towarzystw naukowych. Wielokrotnie był
zapraszany przez renomowane ośrodki badawcze na świecie jako visiting professor.
Wygłosił 200 referatów. Posiada liczne odznaczenia, m. in. Krzyż Wielki
Orderu Odrodzenia Polski. Papież Jan Paweł II nadał mu godność Eques Ordinis
Sancti Silvestri Papae. Spośród innych licznych odznaczeń na wyróżnienie
zasługują m.in. Medal Ludwika Pasteura, Złota Odznaka F'.Volharda, International
Distinguished Medal, National Kidney Foundation (Stany Zjednoczone). Prof.
Franciszek Kokot w latach 1989-1998 pełnił funkcję Prezesa Polskiego Towarzystwa
Nefrologicznego. Trzykrotnie był członkiem Zarządu Europejskiego Towarzystwa
Nefrologicznego. Wchodzi w skład komitetów redakcyjnych szeregu pism zagranicznych,
m. in. Kidney International, Nephron, Clinical Nephrology.
Jest promotorem 67 przewodów
doktorskich oraz opiekunem 13 przewodów habilitacyjnych. Pod jego kierunkiem
139 lekarzy uzyskało specjalizację w zakresie interny oraz 18 lekarzy w
zakresie nefrologii. Wielkim osiągnięciem prof. Kokota jest stworzenie
licznych ośrodków dializ i oddziałów nefrologicznych w regionie śląskim.
Ogromną zasługą prof. Kokota jest utworzenie własnej szkoły nefrologicznej,
cieszącej się światową renomą. Skupił wokół siebie grono uczniów, spośród
których wielu objęło kierownicze stanowiska w nowo powstałych ośrodkach
szpitalnych.
Swój imponujący dorobek
naukowy i osiągnięcia zawodowe prof. Franciszek Kokot zawdzięcza nie tylko
wielkim zdolnościom i talentom, ale także niespotykanej pracowitości i
podporządkowaniu swojego życia nauce i choremu człowiekowi. Wyjątkowe cechy
charakteru, prawość, bezkompromisowość, bezstronność w osądach zjednały
mu powszechny szacunek i uznanie.
Warszawa, 20 grudnia 1999
Powrót do spisu treści
Kariera naukowa-szczęśliwy zbieg okoliczności, czy też uporczywe dążenie do przeżywania wielkiej przygody
Prof. dr hab. Franciszek Kokot
Według definicji podanej
w Encyklopedii Powszechnej pod hasłem "kariera" czytamy: 1) jest to szybkie
zdobywanie przez jednostkę coraz wyższych stanowisk i pozycji w działalności
zawodowej, naukowej i społecznej lub przechodzenie z pozycji społecznej
niżej cenionej do pozycji wyżej cenionej w danym społeczeństwie lub 2)
przebieg pracy zawodowej człowieka w ciągu jego życia. Więc przedmiotem
kariery jest jednostka ludzka. Jednostka, o której będzie mowa dalej, urodziła
się w parterowym domu położonym na Opolszczyźnie, zapewne w wyniku miłości
młodej pary, czyli kochanych moich rodziców. Fakt ten zapewne nie został
specjalnie przez nikogo odnotowany, z wyjątkiem ksiąg miejscowego urzędu
cywilnego. I tak wzrastał w latach chłopak, w towarzystwie swych trzech
braci. Miał 10 lat, kiedy nagle w domu moich rodziców, zjawił się nauczyciel
szkoły podstawowej nazwiskiem Eckert, wychowawca klasy, aby swego syna
wysłali do miejscowego gimnazjum. Fakt ten był tym dziwniejszy, a nawet
irracjonalny, że chłopak, o którym mowa, nie wyróżniał się w szkole najlepszym
świadectwem (szczególnie z powodu głośnego wyrażania krytycznych opinii
o nauczycielach, co mu, niestety, pozostało do dzisiaj), a w domu sprawiał
rodzicom nie lada kłopotów, więc "po co wysyłać takiego urwisa i nicponia
do gimnazjum?" - argumentowała matka. "Poza tym kto zapłaci za czesne,
które obowiązuje wszystkich uczniów gimnazjalnych, skoro w domu bieda aż
piszczy" - mówiła matka. Przetargi mojej matki z p. Eckertem trwały przeszło
rok. W końcu matka ustąpiła. Zaczął się okres gimnazjalny. Na czesne trzeba
było zapracować udzielając korepetycji słabszym, ale za to bogatszym kolegom
klasowym, oraz jako roznosiciel gazet. Okresy wakacyjne były szczególnie
pracowite, bo pracą przy żniwach oraz zbieraniem owoców leśnych, można
było istotnie wzmocnić budżet rodzinny. I tak minęły lata i zbliżył się
termin matury. Uwzględniając fakt, że w rodzinnym mieście funkcjonowało
tylko gimnazjum o profilu pedagogicznym, a nauczycielem nie zamierzałem
zostać, zdecydowałem przenieść się do gimnazjum w Lublińcu, gdzie uczestniczyłem
w rocznym przyspieszonym kursie przygotowawczym typu humanistycznego, po
którym obowiązywał egzamin maturalny eksternistyczny ze wszystkich przedmiotów
klas licealnych. Był to egzamin bardzo trudny czego dowodem był fakt pozytywnego
zdania wszystkich przedmiotów w pierwszym terminie zaledwie przez kilkunastu
kandydatów na przeszło 50 zdających. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby
nie nieoczekiwane zdarzenie pomaturalne. Kiedy wychodziłem z auli po zdaniu
ostatniego egzaminu podszedł do mnie dyrektor gimnazjum p. Stanisław Książek.
Obejmując mnie po ojcowsku i gratulując mi sukcesu powiedział zdecydowanym
głosem: "Franek, to pójdziesz na medycynę". - "Jak to, panie dyrektorze",
zaoponowałem, ja mam studiować medycynę, kiedy jestem dobry w fizyce, chemii
i matematyce? Zamierzam starać się na studia w Politechnice Śląskiej".
"A ja ci radzę medycynę" - odpowiedział pan dyrektor. "Przecież widzę -
kontynuował pan dyrektor Książek - że z ciebie nie będzie żaden inżynier".
Nie wiem, czy przyszli inżynierowie różnią się pewnymi cechami od przyszłych
lekarzy, wiem jednak, że potraktowałem propozycję pana dyrektora jako irracjonalną.
Ponieważ uważałem pana dyrektora Książka za nieprzeciętnego pedagoga, w
końcu posłuchałem. Po szczęśliwym zdaniu egzaminu wstępnego znalazłem się
w gronie małej grupki około 110 studentów pierwszego roku medycyny Śląskiej
Akademii Medycznej. Choć nauka nie sprawiała mi istotnych trudności, coraz
trudniejsze stawało się moje położenie materialne w takim stopniu, że byłem
zdecydowany zrezygnować ze studiów i pójść do pracy zarobkowej. I tu nagle
zdarzyło się coś, co zdecydowało o kontynuowaniu moich studiów. Mianowicie,
bezpośrednio po zdaniu egzaminu z chemii ogólnej u pana prof. Prebendowskiego,
ten ostatni, trzy- mając mój indeks jeszcze w swoich rękach, zapytał mnie,
czy nie chciałbym pracować u niego jako laborant w wymiarze 1/2 etatu.
Uwzględniając moją trudną sytuację materialną, uważałem taką propozycję
za cud boski i niechybnie rozpocząłem pracę w Katedrze Chemii Ogólnej.
Wnet się okazało, że za syntezę kwasu krokonowego, potrzebnego dla pana
profesora Prebendowskiego do badań naukowych, otrzymałem dodatkową gratyfikację
w postaci stypendium naukowego. Tak więc dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności,
ze stanu skrajnej biedy wpadłem w luksus dostatku i zupełnej niezależności
od organizacji politycznych, które w tamtych czasach decydowały o tym komu
dać, a komu nie udzielać wsparcia materialnego. Wnet się jednak okazało,
że badanie martwej materii nie było szczytem moich marzeń, co dobrze rozumiał
mój szef, tj. pan prof. Prebendowski, wyrażając zgodę na moje przeniesienie
do tworzącej się Katedry Farmakologii kierowane przez pana prof. Jeskego.
Atmosfera w Zakładzie Farmakologii była wspaniała dzięki kochanemu szefowi,
który nie przeszkadzał w samodzielnym rozwiązywaniu własnych badań naukowych,
choć był bardzo srogi w ocenie uzyskanych wyników i przedstawianych mu
manuskryptów prac naukowych. Przypominam sobie, pracę na temat hipotensyjnego
działania jemioły, musiałem przepisać tylko 7 razy (inni nawet 10 razy,
a więc nie byłem jeszcze najgorszy). Fakt, że z ówczesnego zespołu wszyscy
lub prawie wszyscy są dzisiaj profesorami, najlepiej świadczy o doborze
pracowników i atmosferze wśród nich panującej.
Minęły lata i wydawało się,
że małżeństwo zawarte z farmakologią będzie nierozerwalne. A tymczasem
zaszły nagle nieoczekiwane zmiany personalne w Zakładzie, które sprawiły,
że trzeba było pożegnać się z farmakologią po siedmiu latach pracy. Przyznać
muszę, że długo nie mogłem zgodzić się z krzywdzącym mnie losem.
Los prowadził mnie do
ówczesnej III Kliniki Chorób Wewnętrznych w Bytomiu, kierowanej
przez jednego z najmłodszych, a może najmłodszego internistę w kraju pana
prof. Kornela Gibińskiego. Choć w dziedzinie nauki przymiotników "wielki"
lub "wybitny" należy używać z wielką rozwagą, wnet się zorientowałem, że
mój nowy szef jest nie tylko wielkim w sensie zawodowym, ale gigantem w
sensie naukowym. Dzięki jego dalekowzroczności powstały cztery silne zespoły
badawcze zajmujące się gastrologią, kardiologią, nefrologią i diagnostyką
izotopową, wsparte dobrze zorganizowanym zapleczem laboratoryjnym i statystycznym.
Miałem szczęście znaleźć się w grupie nefrologicznej, złożonej z samych
entuzjastów, dzięki którym zrodziła się na Śląsku nie tylko nefrologia,
ale i nowoczesne endokrynologia i hipertonologia.
Z tego co powiedziałem,
wynika jasno, że kariera naukowa to na pewno nie tylko szczęśliwy zbieg
okoliczności, ale działanie czegoś więcej, czego współczesna nauka nie
potrafi jeszcze wyrazić cyframi i weryfikować rachunkiem statystycznym.
Kariera naukowa kryje jednak w sobie również elementy subiektywne wyrażające
się tęsknotą do przeżywania wielkiej przygody. Ale i w tym zakresie szczęśliwy
zbieg okoliczności, a może działanie czegoś, czego nie udaje się wyrazić
zdefiniowanymi pojęciami, może stać się kołem zamachowym w karierze naukowej
badacza. Podam przykład z własnego życia.
Wszyscy, którzy zajmują
się chorobami nerek, czyli nefrologią, dobrze wiedzą, że przewlekła niewydolność
nerek powoduje ogromne spustoszenie w gospodarce wapniowo-fosforanowej,
wyrażające się między innymi ciężką chorobą kości. Ważnym ogniwem patogenetycznym
tej choroby jest nadmierne wydzielanie parathormonu przez gruczoły dokrewne
zwane przytarczycami. Zwalczanie nadczynności przytarczyc i związanych
z nią zaburzeń gospodarki wapniowo-fosforanowej należy do podstawowych
metod leczenia przewlekłej mocznicy. Celem pogłębienia swojej wiedzy w
tym zakresie w 1970 r. pojechałem do Anglii, gdzie nauczyłem się metody
izolacji parathormonu z przytarczyc bydlęcych (w owym czasie parathormon
ludzki jeszcze nie był dostępny) i oznaczania tego hormonu w surowicy krwi.
Po powrocie do kraju okazało się, że przeszczepienie na grunt polski nabytej
wiedzy napotyka na trudności nie do przezwyciężenia. Pierwsza trudność
to konieczność zebrania w krótkim czasie (przez około 3-6 miesięcy) 12000
przytarczyc bydlęcych. Rozeznanie lokalnych możliwości wykazało, że pracujące
w województwie katowickim duże rzeźnie nie są zainteresowane przytarczycami,
ba, nawet pracujące w tych rzeźniach pracownie endokrynologiczne, nigdy
przytarczycami się nie zajmowały (zajmowali się natomiast izolacją tarczycy
i nadnerczy, z których otrzymywało się preparaty lecznicze). W tym miejscu
wspomnieć należy, że rzeźnie-giganty, np. w Chicago, skłonne były dostarczyć
wymaganej ilości przytarczyc za skromną sumę 20.000$. Była to suma na ówczesne
czasy nieosiągalna dla kliniki. Skoro zebranie tak dużej liczby przytarczyc
było niemożliwe na miejscu, zrezygnowałem, przynajmniej czasowo, z realizacji
badań w tym zakresie. I tu nagle zdarzyło się coś, co w sposób istotny
wpłynęło na dalszy tok badań. Otóż pewnego dnia, w moim gabinecie pojawiła
się chora (dodam, żeby nie było wątpliwości, w obecności męża), u której
w naszej klinice rozpoznano występowanie gruczolaka nadnerczy wytwarzającego
aldosteron, a będącego przyczyna dużego nadciśnienia tętniczego. Chora
została zoperowana w sąsiedniej Klinice Chirurgicznej kierowanej wówczas
przez pana prof. Gasińskiego. Po operacji ciśnienie tętnicze uległo całkowitej
normalizacji, o czym chora chciała mnie zawiadomić. Opuszczając gabinet,
mąż chorej, zatrzymując się w drzwiach, odwrócił się i zapytał: A może
ja panu profesorowi lub klinice mogę w czymś pomóc? Na tak nieoczekiwane
pytanie natychmiast zareplikowałem pytaniem: A kim pan jest? Czym się
pan zajmuje? Jestem weterynarzem i pracuję w dużej rzeźni w Chorzowie.
A co pan w rzeźni robi? Bada pan mięso na obecność włośnic? zapytałem.
Nie odpowiedział mąż chorej jestem kierownikiem pracowni endokrynologicznej
rzeźni, izolujemy głównie tarczyce, nadnercza i gonady bydła rzeźnego.
Panie doktorze krzyknąłem może pan zechce zbierać również przytarczyce.
Nie znam się na przytarczycach bydlęcych odpowiedział ale spróbuje
poznać ich budowę, a następnie rozpocząć izolacje tych gruczołów. Nawiasem
podam, że przytarczyca bydlęca jest bardzo mała, ledwo dostrzegalna i waży
ok. 0,5 g. Przedzwonię za dwa tygodnie do pana profesora, czy zbieranie
przytarczyc będzie możliwe powiedział mój gość. Okazało się, że w ciągu
niecałego miesiąca czterech pracowników pracowni endokrynologicznej opanowało
do perfekcji izolację przytarczyc (przy okazji wypreparowywania tarczyc),
co w rezultacie doprowadziło do zgromadzenia 6 kg tkanki przytarczycowej
w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Dodać należy, że pracownicy ci nie otrzymali
żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Dalsze etapy izolacji parathormonu przebiegały
już bez niespodzianek. Z 6 kg tkanki przytarczycowej uzyskano około 300
mg oczyszczonego parathormonu, nadającego się do immunizacji zwierząt celem
wywołania swoistych przeciwciał anty-PTH. Ponieważ bydlęcy PTH różni się
od PTH ludzkiego kilkunastoma aminokwasami, trzeba było znaleźć zwierzę,
które zechciałoby wytworzyć przeciwciała anty-PTH rozpoznajace sekwencje
aminikwasów wspólne dla PTH ludzkiego i bydlęcego. Uzyskana ilość oczyszczonego
PTH pozwoliła na immunizację 14 świnek morskich przez okres 6 miesięcy.
Po tym czasie okazało się, że tylko jedno zwierzę wytworzyło przeciwciała
anty-PTH dające reakcję krzyżową z ludzkim PTH. Ilość uzyskanych przeciwciał
anty-PTH u tej świnki pozwoliło na wykonanie w ciągu 20 lat przeszło 20
000 oznaczeń tego hormonu w celach diagnostycznych i naukowych, na rozwinięcie
szerokiej współpracy międzynarodowej, w wyniku której ukazało się kilkadziesiąt
rozpraw naukowych oraz na zaoszczędzenie kilku miliardów złotych (starych).
Dodać należy, że w okresie wprowadzenia radioimmunologicznej metody oznaczania
PTH w naszej klinice w całej Europie istniały tylko dwa ośrodki dysponujące
przeciwciałami rozpoznającymi ludzki parathormon.
Nie muszę dodawać jak wielką
przygodą była cała operacja opracowania metody oznaczania PTH dla wszystkich
członków zespołu, tj. pani prof. Kuski, dr Pietrka i mojej osoby. Przeprowadzono
ją w głębokiej tajemnicy bez zgody szefa kliniki, który, uwzględniając
niebezpieczną procedurę ekstrakcyjną, nie mógłby wyrazić zgody na jej przeprowadzenie
w warunkach pracowni klinicznej .
Tak więc dochodzę do końcowych
wniosków mojego wystąpienia. Chciałbym je zawrzeć w krótkiej modlitwie:
Panie,
Powrót do spisu treści
Mgr Mariusz Foryś
Koniec minionego roku zaznaczyły
doniosłe wydarzenia w życiu naszej Uczelni.
20 grudnia 1999 r. w siedzibie Komitetu Badań Naukowych prof. dr hab.
Andrzej Wiszniewski Minister Nauki, Przewodniczący KBN, wręczył Dyplom
Uznania za opracowanie i wprowadzenie do praktyki medycznej przeszczepu
wątroby od dawcy rodzinnego dla Zespołu Akademii Medycznej w Warszawie
pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Marka Krawczyka.
Dwa dni później, profesor
Krawczyk odebrał nagrodę indywidualną przyznaną mu przez Ministra Zdrowia,
za szczególne osiągnięcia w dziedzinie ochrony zdrowia, w tym za doskonalenie
procedur operacyjnych dotyczących przeszczepów wątroby. Wręczenia nagrody
dokonała osobiście pani Franciszka Cegielska - Minister Zdrowia.
Pierwszy przeszczep rodzinny
w naszym kraju, wykonano 12 października, a w dniu 13 grudnia 1999 drugi,
oba udane. Przeszczepy te są owocem programu współpracy z francuskimi
instytutami kierowanymi przez prof. Y. Revillon, i prof. O. Farges; do
końca przyszłego roku planuje się wykonanie 8 10 takich operacji.
Powyższy sukces został
zgodną opinią uczestników uroczystości w KBN uznany za ważne osiągnięcie
polskiej medycyny i nauki, oraz osobisty sukces członków Zespołów Akademii
Medycznej, oraz współpracującego z nim Zespołu Instytutu Pomnik Centrum
Zdrowia Dziecka, zaangażowanych w przygotowanie i pomyślne przeprowadzenie
tego przedsięwzięcia.
Pan Minister Wiszniewski
gratulując Nagrodzonym, podkreślił jak wielkie nadzieje społeczne, przede
wszystkim osób chorych i ich rodzin, wiąże się z badaniami i praktyką w
zakresie tej metody.
Wystąpienie Ministra zwieńczyło wręczenie Dyplomów i towarzyszących
im statuetek, reprezentującym obydwa Zespoły: profesorowi M. Krawczykowi
z AM w Warszawie i doc. dr hab. Piotr Kalicińskiemu z Instytutu CZD.
W imieniu obu uhonorowanych
zespołów, wyżej wymienieni w przystępny sposób przybliżyli wszystkim obecnym
istotę metody przeszczepu rodzinnego, historię pierwszych, eksperymentalnych,
oraz tych - przeprowadzanych już na ludziach operacji.
Podkreślono, iż w odróżnieniu
od metod polegających na przeszczepie od martwych dawców, daje ona
szansę na zwiększenie ilości przeszczepów dla najbardziej potrzebujących,
tj. dzieci. Względnie rozpowszechnione dotychczas przeszczepy narządów
dawców dorosłych, niestety zawodziły w przypadku najmłodszych pacjentów.
Metoda przeszczepu od spokrewnionego
dawcy, a właściwie jej dalszy rozwój ma według jej autorów - dobre
rokowania wynikające ze szczególnej, naturalnej więzi występującej pomiędzy
dawcą a biorcą. Wyraźnie rzutuje to na psychologiczno-społeczne kryterium
zasad doboru dawcy, tak ważne jak wskazują badania ostatnich lat dla
ostatecznego przyjęcia bądź odrzucenia przeszczepu. Nie sposób pominąć
tu aspekt ekonomiczny zagadnienia - koszt tego typu operacji za granicą
jest trzykrotnie wyższy niż w kraju. Najwięcej takich operacji wykonuje
się obecnie w Japonii, USA, i Europie Zachodniej.
Mówcy, którzy zabrali głos
po powyższej prezentacji zwrócili uwagę na fakt, iż dostrzeżenie i wyróżnienie
cytowanego sukcesu medycyny i nauki polskiej przychodzi w szczególnym momencie.
W okresie wielorakich zagrożeń, wynikających z żywiołowej ekonomizacji
szpitali i uczelni, realizującej się w toku trudnych reform obejmujących
Służbę Zdrowia. Zdaniem byłego Rektora AM, prof. T. Tołłoczko chirurgia
kliniczna to specjalizacja medyczna wchodząca w skład nauk klinicznych,
które są gałęzią nauki bezpośrednio związaną z człowiekiem, a jeden wyleczony
chory, ma wartość odkrycia naukowego. Choć nauki kliniczne są bardzo kosztochłonne,
są to inwestycje opłacalne.
JM Rektor AM w Warszawie,
za godną szerokiego propagowania wskazał współpracę zawiązaną między zespołami
Akademii Medycznej oraz Instytutu Centrum Zdrowia Dziecka. Pan Rektor wyraził
nadzieję, iż taka współpraca znajdzie naśladownictwo wśród innych jednostek
naukowych makroregionu.
Minister J.Wiszniewski zwracając
się do rodzimego środowiska naukowo medycznego, życzył mu nade wszystko
- odwagi w podejmowaniu śmiałych przedsięwzięć, podobnych temu, które zaowocowało
sukcesem zespołów - AM w Warszawie i instytutu CZD.
Powrót do spisu treści
Otwarcie Samodzielnego Szpitala Okulistycznego AM
Mgr Mariusz Foryś
Początek nowego, 2000-ego
roku, przyniósł ważne wydarzenie dla rozwoju warszawskiej Akademii Medycznej
i stołecznej opieki zdrowotnej.
5 stycznia otwarto Samodzielny
Publiczny Szpital Okulistyczny Akademii Medycznej przy ul. Sierakowskiego,
który stanowił będzie bazę dla Katedry i Kliniki Okulistyki II Wydziału
Lekarskiego AM.
W gronie honorowych gości
tej uroczystości znaleźli się m.in.: Minister Zdrowia - Franciszka Cegielska,
Wiceminister Nauki Małgorzata Kozłowska, Prezes PAN prof. dr
hab. Mirosław Mossakowski, JM Rektor AM - prof. dr hab. Janusz Piekarczyk,
a także przedstawiciele władz parlamentarnych, samorządowych, oraz Mazowieckiej
Kasy Chorych.
W swoim wystąpieniu, Minister
Zdrowia, Franciszka Cegielska podkreśliła wysoką rangę tego wydarzenia
dla nauki polskiej, opieki zdrowotnej, jak również działań z zakresu profilaktyki.
( - ) Wierzę, że pomoc, którą będzie niosła pacjentom ta wspaniała placówka,
będzie najwyższej jakości.
Na prośbę Pani Minister, w tradycyjnym przecięciu wstęgi, towarzyszyli
Jej: Rektor AM prof. J. Piekarczyk i Dyrektor Szpitala - prof. dr
hab. Jerzy Szaflik.
Następnie, na użytek licznie
zgromadzonych gości oraz dziennikarzy, pan Dyrektor przybliżył historię
przedsięwzięcia i plany dalszego rozwoju. Wszyscy obecni zostali
zaproszeni do zwiedzenia przychodni i części szpitalnej; lekarze specjaliści
reprezentanci personelu Szpitala oprowadzając gości, demonstrowali funkcjonowanie
i możliwości wysoko specjalistycznych urządzeń będących w ich dyspozycji.
Nowo otwarta placówka świadczyć
będzie usługi dla pacjentów z Mazowieckiej Kasy Chorych, a także innych
kas, które podpiszą ze Szpitalem stosowne umowy. W ramach usług
wysoko specjalistycznych będą przyjmowani również pacjenci z zagranicy.
Zamysł budowy Szpitala Okulistycznego
powstał w 1994 r., w rok później doszło do podpisania stosownej umowy z
Praskim Szpitalem.
Prace budowlane trwały 2,5
roku; najtrudniejszą fazą przedsięwzięcia okazało się, co łatwo przewidzieć,
wyposażanie szpitala w nowoczesny sprzęt i aparaturę specjalistyczną.
Inwestycja - jak dotychczas - pochłonęła 13 mln PLN; ażeby ją w pełni zakończyć
w bieżącym roku, potrzeba jeszcze ponad 3 miliony złotych. Gros kapitału
inwestycyjnego pochodzi z Ministerstwa Zdrowia, następnie z PEFRON, i KBNu.
Strukturę Szpitala stanowią: baza polikliniczna, baza kliniczna, odcinek
doraźnej pomocy i chirurgii ambulatoryjnej, oraz ośrodek naukowo badawczy.
Baza polikliniczna obejmuje:
poradnię ogólnookulistyczną, poradnię schorzeń rogówki, poradnię schorzeń
vitreoretinalnych oraz retinopatii cukrzycowej, poradnię diagnostyki i
leczenia jaskry. Ponadto pracownie: laserowe ( l. argonowy, l. YAG
), perymetrii, angiografii fluorosceinowej ( i dokumentacji fotograficznej),
elektrofizjologii, diagnostyki jaskry, diagnostyki schorzeń rogówki.
W skład bazy Szpitala wchodzą:
52 lóżka w salach, w większości - 3 osobowych, 3 sale operacyjne jednostanowiskowe
z pełnym zapleczem, przygotowane do wykonywania pełnego zakresu zabiegów
mikrochirurgicznych, takich jak: operacje zaćmy, zabiegi przeciwjaskrowe,
przeszczepy rogówki, odwarstwienia siatkówki, witrektomie i inne.
Systematycznie wzrasta liczba
wykonywanych zabiegów; rozszerzany jest zakres wykonywanych operacji o
nowe procedury chirurgiczne, jak np.: zabiegi usunięcia zaćmy metodą
fakoemulsyfikacji, fiksacja śródskleralna, implantu wewnątrzgałkowego,
chirurgii vitreoretinalnej; ponadto, nowe procedury przeciwjaskrowe: m.in.
sklerektomia nieperforująca, trabeculoctomie z zastosowaniem antymetabolitów.
W obrębie kliniki działa
( już od 1995 r. ) Bank Tkanek Oka, który zajmuje się pobieraniem, konserwacją
i dystrybucją rogówek; stale współpracuje z podobnymi bankami w Pradze
i Wiedniu. Jest zrzeszony w Międzynarodowej Federacji Banków Tkanek
Oka, z siedzibą w Baltimore, w USA.
Klinika - od kilku lat utrzymuje ścisłe kontakty z szeregiem ośrodków
okulistycznych w Europie, m. in. w Niemczech, Austrii, Francji, i w Anglii.
Powrót do spisu treści
Pod koniec ubiegłego roku
uroczyście otwarto wyremontowany blok porodowy w Szpitalu Klinicznym
nr 2 im. Księżnej Anny Mazowieckiej na ul. Karowej 2.
Nowe oddziały zostały oddane do użytku po trwającym 2,5 roku remoncie.
Dyrektor szpitala mgr inż. Tadeusz Trędota podkreśla, że blok i oddziały
zostały wyremontowane dzięki zaangażowaniu personelu szpitala.
Każda z sal bloku porodowego
utrzymana jest w pastelowej tonacji , w niektórych znajduje się aneks wypoczynkowy
dla osoby towarzyszącej rodzącej. Bardzo dobrze wyposażone sale obok łazienki,
prysznica mają specjalnie urządzony kącik dla noworodka. Pomyślano nawet
o muzykoterapii - odtwarzacz płyt kompaktowych pozwala rodzącej relaksować
się przy dźwiękach ulubionej muzyki. Standardem są porody w salach jednoosobowych.
Płatne są usługi niestandardowe, np. znieczulenie na życzenie czy poród
w obecności osoby towarzyszącej.
Akademia Medyczna wzbogaciła
się o kolejne przyjazne mamom i dzieciom miejsce./M.Z./
Powrót do spisu treści
Tradycją przedświąteczną
stało się spotkanie wigilijne, w czasie którego władze Uczelni spotykają
się z kierownikami działów administracji AM. Tym razem spotkaliśmy się
w Barku Prima, na ulicy Oczki 6.
Uroczystość zaszczycił swą
obecnością rektor J.Piekarczyk wraz z wszystkimi prorektorami. Honory gospodarza
pełnił dyr. J. Żbikowski w asyście pani kwestor i swoich zastępców, który
złożył obecnym, ich współpracownikom i rodzinom serdeczne życzenia.
Najwyższe władze Uczelni
doceniają pracę administracji (co przecież bardzo mobilizuje do pracy)
i dają temu wyraz.
Była to niezwykle miła uroczystość.
Poza tradycyjnym opłatkiem i wymianą ciepłych słów delektowaliśmy się bardzo
smacznymi, wigilijnymi potrawami. Pyszne były ryby i sałatki, a pierogi
z kapustą i grzybami wręcz rewelacyjne!
Polska Agencja Prasowa S.A.
zamierza uruchomić w roku 2000 specjalny serwis Internetowy poświęcony
szeroko pojmowanej tematyce naukowej.
Celem budowy serwisu byłoby
dostarczenie szerokim kręgom odbiorców w Polsce i za granicą największej
liczby miarodajnych informacji o najnowszych pomysłach współczesnej cywilizacji,
umożliwiającym odbiorcom zapoznanie się z najnowszymi osiągnięciami
naukowymi. Niebagatelnym celem serwisu jest też jego aspekt edukacyjny:
popularyzacja wiedzy naukowej wśród bardzo szerokiego audytorium.
Odbiorcy informacji
Przyjmujemy, że serwis internetowy będzie źródłem informacji dla następujących grup odbiorców:
Serwis zawierałby teksty pod hasłem: zdrowie, technologia, natura,
społeczeństwo, astronomia, konferencje, publikacje.
Serwis istniałby co najmniej w trzech wersjach, uzupełniających się wzajemnie:
Zasady finansowania polegałyby na rozbudowie serwisu otwartego
za pomocą środków pozyskiwanych z serwisu płatnego. Dodatkowym źródłem
finansowania byłyby np. reklamy bannerowe na stronach serwisu otwartego.
Informacje zawarte w serwisie pochodziłyby co najmniej z kilku źródeł:
Powyższe propozycje są opcjami do dyskusji. Licząc na Państwa współpracę
pozostajemy otwarci na wszelkie Państwa sugestie i propozycje, a także
formy współpracy.
Uwaga
Wszystkich zainteresowanych promocją w tym serwisie prosimy uprzejmie
o opinie i sugestie na adres Redakcji: fax: 628 22 37 lub e-mail: mkurpeta@bibl.amwaw.edu.pl
Powrót do spisu treści
LEKARZE PATRONAMI ULIC WARSZAWSKICH (4)
Ul. prof. Jana Kossakowskiego
Prof. dr hab. Irena Smólska
Ulica poprzeczna od Alei
Dzieci Polskich w Międzylesiu nosi nazwę prof. Jana Kossakowskiego.
Prof. Jan Kossakowski (1900-1979) był twórcą chirurgii dziecięcej
w Polsce, organizatorem specjalizacji chirurgii dziecięcej, założycielem
Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych. Był pierwszym profesorem chirurgii dziecięcej
w Warszawie, kierownikiem pierwszego ośrodka kardiochirurgii w Polsce.
Obdarzony zdolnościami artystycznymi pisał wiersze, rzeźbił, malował.
Jan Kossakowski urodził
się w rodzinie ziemiańskiej koło Żytomierza. W roku 1918-1920
walczył jako ochotnik w III Pułku Strzelców Konnych. Studia medyczne odbył
w latach 1920-1928 uzyskując tytuł doktora nauk lekarskich. W latach
1931-1934 podjął pracę w najstarszym szpitalu dla dzieci w Warszawie przy
ul. Kopernika, rozpoczynając tam swoje życie w służbie dziecka wymagającego
opieki chirurga. W roku 1931 jako pierwszy w Polsce zainicjował opiekę
chirurga nad noworodkiem, pełniąc odtąd przez całe życie funkcję konsultanta
szpitali położniczych.
Powołany do wojska we wrześniu
1939 r. prowadził szpitale wojskowe w Kowlu, Białokrynicy, Małoszewiczach.
Powraca do Warszawy w 1940 roku i podejmuje pracę w szpitalu dziecięcym
przy ul. Litewskiej. W tymże roku zostaje aresztowany i przebywa 6 tygodni
na Pawiaku. W okresie okupacji bierze udział w tajnym nauczaniu chirurgii
w szkole Zaorskiego i w szkole Pielęgniarek PCK. W okresie powstania warszawskiego
kieruje oddziałem chirurgicznym ewakuowanego oddziału przy ul. Śliskiej,
niosąc pomoc rannym powstańcom.
W maju 1946 roku wraca do
Warszawy i obejmuje poprzednie stanowisko w klinice dziecięcej przy ul.
Litewskiej. W 1947 r. uzyskuje stopień docenta na Wydziale Lekarskim UW
na podstawie pracy Wskazania do zabiegów chirurgicznych u noworodków i
niemowląt w świetle spostrzeżeń własnych i za tę pracę otrzymuje nagrodę
Polskiej Akademii Umiejętności. W roku 1950 zostaje kierownikiem pierwszej
Katedry i Kliniki Chirurgii Dzieci AM w Warszawie, a w 1959 r. otrzymuje
tytuł profesora zwyczajnego. W roku 1952 tworzy przy Klinice zakład doświadczalny,
w którym opracowuje technikę krążenia pozaustrojowego i szkoli w niej swoich
asystentów. W roku 1960 zostaje przeprowadzona pierwsza operacja na otwartym
sercu u dziecka.
Od roku 50-tego jako krajowy
specjalista programuje i wprowadza specjalizację z chirurgii dziecięcej
integrując w niej problemy chirurgii, pediatrii, urazów i wad rozwojowych.
Szkoli kadrę lekarską w nadspecjalizacjach z kardiochirurgii, urologii,
onkologii, plastyki.
Uzyskuje zwiększenie w kraju
liczby łóżek chirurgii dziecięcej ze 140 do 2000. W roku 1953 zakłada sekcję
Chirurgii Dziecięcej w Towarzystwie Chirurgów Polskich, dzięki jego staraniom
w 1966 r. powstaje Towarzystwo Chirurgów Dziecięcych. Opracowuje
statut tego towarzystwa i organizuje jego pierwszy zjazd w Warszawie.
Prof. Kossakowski był członkiem
7 towarzystw międzynarodowych (w dwóch członkiem honorowym) i 11 towarzystw
naukowych w kraju. Jego dorobek naukowy to 6 książek i 138 prac naukowych.
Był promotorem 22 prac doktorskich i opiekunem 7 habilitantów, 20 z jego
wychowanków (w tym także autorka tego tekstu) obsadziło katedry, kliniki
i oddziały chirurgii dziecięcej w całej Polsce. Prof. Kossakowski stworzył
własną szkołę nie tylko umiejętności zawodu, ale i etyki i obowiązku lekarza.
Przez publikacje w zagranicznych
pismach i wygłaszane referaty na zjazdach międzynarodowych nawiązywał kontakty
z ośrodkami chirurgii dzieci w świecie uzyskując stypendia dla lekarzy
w Holandii, Kanadzie, Niemczech, Wielkiej Brytanii i USA. Zapraszając specjalistów
z tych ośrodków do kliniki, jeżdżąc do nich i szkoląc u nich swoich asystentów
wzbudzał przyjaźń i szacunek dla nauki polskiej.
Wyróżniony został wieloma
odznaczeniami państwowymi i instytucji społecznych. W 1992 r. Towarzystwo
Chirurgii Dzieci uchwaliło dla uczczenia pamięci medal kapituły im.
prof. J. Kossakowskiego z mottem co zasiejesz, to zbierzesz oraz nazwano
Jego imieniem ulicę.
Profesor był człowiekiem
niezwykle utalentowanym. Jako malarz i rzeźbiarz amator brał udział w
5 wystawach krajowych i 2 międzynarodowych. Na wystawie w Turynie
otrzymał Złoty Medal za miniaturę madonny. Do dokumentacji lekarskiej wprowadził
rysunki śródoperacyjnego postępowania, utrwalając na nich leczone wady
rozwojowe. Jest autorem atlasu topografii chirurgicznej płuc.
Jego pionierska praca pełniona
przez całe życie na zawsze zostanie z nami nie przestając kształcić lekarzy
i tworzyć postęp w chirurgii dziecka.
Powrót do spisu treści
Rektorska Komisja ds. Informatyki
Rektor Akademii Medycznej
w Warszawie w dniu 17 grudnia 1999 r. powołał Rektorską Komisję ds. Informatyki
w następującym składzie:
Przewodniczący: prof. dr
hab. Robert Rudowski
Z-ca przewodniczącego: mgr
inż. Witold Matysiak
Członkowie: dr Grzegorz
Benke, inż.. Ryszard Bielecki, Rafał Bilko, dr Michał Brzewski, Michał
Dzierżak, dr Marek Kulus, mgr Mirosława Kurpeta, dr Paweł Luźniak, mgr
inż. Jerzy Mamczarek, lek. Piotr Ścisło, dr Dariusz Śladowski, prof. dr
hab. Waldemar Szelenberger, prof. dr hab. Iwona Wawer.
Do zadań Komisji należy
opiniowanie, wnioskowanie i koordynacja w zakresie:
Powrót do spisu treści
11 listopada 1999 r. w Auli
Wojskowej Akademii Technicznej rozpoczęły się rozgrywki halowe w piłce
nożnej o akademickie mistrzostwo Warszawy.
W edycji 1999/2000 startuje
ponad 20 drużyn, reprezentujących wyższe uczelnie warszawskie, nie tylko
szkoły państwowe.
Akademia Medyczna wylosowała
niestety bardzo silną grupę eliminacyjną mimo to wygrała 3:1 z SGGW oraz
zremisowała 0:0 z SGH.
Następna runda rozgrywek
nastąpi już w roku 2000.
rzy tej okazji warto przypomnieć,
iż zespół Akademii Medycznej od 1981 r. uczestniczy w rozgrywkach na terenie
Warszawy i w zawodach ogólnopolskich Mistrzostwach Akademii Medycznych.
W okresie tym nasza drużyna
uzyskała następujące wyniki w Mistrzostwach Polski:
Rok - Miejscowość - Miejsce (Ilość startujących Uczelni)
W Akademickich Mistrzostwach
Warszawy zespół zajmował miejsca III-V (w latach 1981-1996). W roku 1997
w I Halowych Mistrzostwach Warszawy drużyna zajęła III m. W roku 1998 w
Akademickich Mistrzostwach Warszawy I m. (16 uczestników), natomiast
po rundzie jesiennej 1999 drużyna zajmuje I miejsce. Obecnie w drużynie
trenuje 24 zawodników studentów wszystkich wydziałów, od I do VI
roku studiów.
Od początku drużynę prowadzi
mgr Jerzy Rudzik /trener I klasy/, nauczyciel akademicki w Studium
Wychowania Fizycznego I Sportu Akademii Medycznej.
Powrót do spisu treści
Dr Piotr Müldner-Nieckowski
OMÓWIENIE
O tym problemie pisałem już
przed kilkunastu laty* i okazuje się, że sprawa nic nie straciła na aktualności.
Dlatego wracam do niej. W naszym Lekarskim Poradniku Językowym w Internecie
(www.bibl.amwaw.edu.pl/LPJ) publikujemy wymagania dotyczące budowy medycznych
prac naukowych Grupy Vancouver, ale są to raczej zalecenia natury technicznej.
Tu chciałbym poświęcić nieco czasu innym aspektom pisania artykułów do
prasy lekarskiej.
Omówienie, bo o nim tu mowa,
jest w artykule naukowym równie ważne, jak wszystkie pozostałe podrozdziały,
a wyróżnia się tym, że autor przedstawia w nim swój krytyczny stosunek
między innymi do własnego dorobku. Przedstawia... Jak rzadko się dzieje
tak naprawdę, jakże często autorzy ujawniają w omówieniach niemoc wyobraźni,
niedostatki wiedzy, brak panowania nad całością pracy! Jak często mamy
do czynienia z wielomównością i zagłębianiem się w nieistotne szczegóły,
co ma ukryć nieudolność. Owszem, nieraz trzeba dokładnie przeanalizować
metody badawcze, porównać własne wyniki z cudzymi i to zabiera sporo miejsca,
lecz niezmiernie rzadko widujemy w pracach lekarskich szersze spojrzenie
na zagadnienie, o którym traktuje artykuł.
Ale nie chcę generalizować.
Jeśli artykuł wnosi do nauki coś nowego, to i omówienie staje się ciekawe,
wartościowe, a jego język sprawny, nośny, skromnie prosty. Ktoś powiedział,
że "odkrycia durniom się nie zdarzają", i ciekawe - odkrycia także wymagają
jasnego, przystępnego wykładu, przekonujących zdań i spokojnych słów, bez
nadmiernych ozdobników.
Nie mam, broń Boże, na celu
tworzyć tutaj wygodnych podstaw dla krytykowania, najczęściej niesłusznego,
tych prac i tych artykułów, które się nie spodobają niektórym profesorom,
a zwłaszcza tym, co nie chcą dopuścić asystentów do szczebli w karierze.
Łatwo bowiem komuś powiedzieć; nie zrobiłeś pan odkrycia i jeszcze mydlisz
oczy kiepskimi omówieniami. Trudniej udowodnić.
W historii nauki lekarskiej
było tyle przypadków niesprawiedliwości, wadliwych ocen, utrącania najlepszych
ludzi i świetnych osiągnięć, że trzeba aż krzyczeć, aby się to nie powtarzało.
W tej rubryce chodzi o język, a więc o właściwy sposób porozumiewania się,
o prawdę. Dlatego, jeśli mówię o tym, że w omówieniach badań, które wykonali
autorzy, pojawiają się nonsensy, to po to, aby odkryć przyczynę takiego
zjawiska.
Zazwyczaj przyczyną jest
zwykłe niedbalstwo, niedopracowanie umysłowe, a nie nieprzydatność autora.
To dwie różne sprawy - niedopracowanie a brak talentu. Trzeba wierzyć,
że mamy do czynienia z talentem, ale też trzeba węszyć, gdzie właściciel
talentu był leniwy! Tu, panowie profesorowie, nauczyciele, kierownicy,
jest choroba, którą trzeba tępić. Ile to razy się zdarza, że kierownicy
zakładów podpisują artykuły na marginesie, zgadzając się na publikację,
nie przeczytawszy nawet tekstu. Redaktorzy w czasopismach natychmiast to
wyłapują i jest im przykro, że muszą spełniać rolę profesorów, że poprawiają
to, czego żaden przyzwoity zakład naukowy nie powinien wypuścić za drzwi.
Nie bez powodu wśród młodych medyków krąży taki oto stary dowcip. Pewien
profesor dostał do podpisu pracę swojego asystenta, przeczytał tytuł, rzucił
okiem na wnioski i powiedział: piękna praca, doprawdy wspaniały pomysł,
jednej rzeczy tylko brakuje.
- Jakiej, panie profesorze?
- Współautora - i dopisał swoje nazwisko przy nazwisku asystenta.
Podrozdział, w którym autor
przeprowadza krytykę swoich badań, powinniśmy nazywać "omówieniem", a nie
"dyskusją", jak to się powszechnie praktykuje, kopiując angielskie "discussion".
Dyskusja może się odbywać tylko między kilkoma osobami, przynajmniej dwiema,
i można ją przedstawić jedynie w postaci dialogu. Prace, które zawierają
dialog, zdarzają się bardzo rzadko. Wolimy więc "omówienie", ale i to słowo
nie oddaje istoty rzeczy, bo przecież zależy nam raczej na przedstawieniu
toku rozumowania, a nie tylko na uzupełnieniu opisu badań (metod i wyników).
Z reguły autorzy ograniczają się właśnie tylko do takich uzupełnień, co
nie wydaje się właściwe, jest bowiem jedynie namiastką krytycznego spojrzenia
na temat. Prawie nie ma prac, z których moglibyśmy się czegoś dowiedzieć
zarówno o przedmiocie badań i implikacjach, jak i o sposobie myślenia autora.
Czytelnicy szukają uparcie tekstów, w których badacze chcą czegoś dowieść,
coś przewidzieć (Władysław Biegański pisał, że celem lekarza powinno być
przewidywanie zawarte w każdej czynności umysłowej).
Takich artykułów mogłoby
być więcej, gdyby ich twórcy dołożyli starań i włożyli w pisanie omówień
całą podsumowującą badanie energię, wyobraźnię i przełożyli to na język
jasny i własny, a nie ukrywający niedostatki pracy.
Profesor Marcin Kacprzak
mówił do jednego ze swoich asystentów: panie kolego, zrobił pan jedną dużą
rzecz, a teraz, zanim pan to po raz trzeci napisze jak kura pazurem, niech
pan się położy, zamknie oczy i odpowie sobie na trzy pytania.
Być może moja zawodna
pamięć przekręciła niektóre słowa profesora, być może zbyt często je sobie
powtarzam, aby były to ciągle jego wskazówki, ale jakiś sens chyba się
z tego zachował.
Jeden z moich kolegów zwrócił
się do mnie z prośbą, abym mu pomógł sporządzić omówienie do pracy, której
poświęcił kilka lat życia naukowego. Owszem, artykuł okazał się wart dopracowania,
wyniki nie były ani banalne ani trzeciorzędne, ale z przerażeniem skonstatowałem,
że koledze chodzi nie o poprawienie gotowego już tekstu, lecz o napisanie
go! Zapytałem: cóż to, masz tak wspaniałe osiągnięcie naukowe na koncie
i brakuje ci energii na dokończenie? Odpowiedź była bardziej zaskakująca
niż można przypuszczać. Kolega sądził, że omówienie jest najmniej ważną
częścią artykułu. Nic bardziej błędnego. Właśnie po omówieniu można poznać
poziom naukowy autora i jego dzieła.
Nie wiem, czy kolega był
mi wdzięczny za tę uwagę, czy nie, ale skorzystał z rady i już więcej się
nie odezwał, więcej pomocy nie potrzebował. I słusznie - redaktorzy prac
naukowych mają za zadanie szlifować teksty tak, żeby nadawały się do druku,
a nie pisać je za twórcę. Nie wierzę, żeby autora dobrych prac badawczych
nie było stać na opisanie ich w sposób przystępny i atrakcyjny. Ale też
zastanawiam się, czy taka postawa badaczy wobec własnych artykułów nie
jest jedną z wielu przyczyn, dla których polskie prace są mało cenione
na Zachodzie.
* Müldner-Nieckowski P.: Kilka uwag o konstrukcji prac naukowych. Pol. Tyg. Lek. 1982, 37:6, 176.
Powrót do spisu treści
Mgr Mariusz Foryś objął w dniu 15.12.1999 r. stanowisko Kierownika Biura Obsługi Władz Uczelni.
Komunikat przewodniczącego KBN
Zgodnie z ust.44 Kryteria
i tryb przyznawania środków z budżetu państwa na finansowanie projektów
badawczych (załącznik do uchwały nr 11/97 KBN z 15.5.1997 r.) ogłaszam,
że wysokość kosztów projektu badawczego, poniżej którego wnioski
są oceniane wyłącznie przez sekcję, bez kierowania do recenzentów, wynosi
w 2000 roku 20 000 zł.
Minister Nauki
Przewodniczący KBN
Prof. dr hab. Inż. Andrzej Wiszniewski