Z Życia
Akademii Medycznej
w Warszawie


Styczeń 1999 - numer 1 (80)

Spis treści:
(M.Z.)
Powrót do spisu treści

Mgr Magdalena Zielonka
Powrót do spisu treści

J.E. COTES - DOCTOR HONORIS CAUSA

Przypadł mi zaszczyt przedstawienia szanownemu gronu drogi życiowej, osiągnięć w nauce i poza tym – co jest niebagatelne – zakresu współpracy z polską medycyną prof. dr hab. J. E. Cotes'a.

Chciałbym podziękować Jego Magnificencji, Panu Dziekanowi i przewodniczącemu komisji zajmującej się problemami doktoratów honorowych panu prof. A. Karwowskiemu za umożliwienie nadania prof. J.E. Cotes'owi tego tytułu, a członkom Rady Wydziału i Senatowi Akademii Medycznej za życzliwa akceptację i zaufanie dotyczące mojego projektu. Recenzentom: panu prof. K. Markowi i panu prof. J. Kowalskiemu, jak również nieobecnemu dzisiaj prof. W. Ulmerowi z Bochum dziękuję za trudy recenzji.

Okruch zaszczytu doctoratu honoris causa jest udziałem promotora i za to wszystkim serdecznie dziękuję.

Prof. dr hab. Wacław Droszcz


J.E. COTES urodził się w 1924 roku. W latach 1941-45 studiował medycynę w Uniwersytecie Oxfordzkim, gdzie w roku 1966 otrzymał tytuł doktorski za monografię: "Lung function, assessment and application in medicine". Od początku swojej działalności zawodowej zajmował się patofizjologią układu oddechowego. Pierwsze 3 lata po dyplomie przepracował w sławnym londyńskim szpitalu St.Bartholomew, następne 2 w Instytucie Medycyny Lotniczej RAF. W latach 1956-1957 był stypendystą fundacji Rockefellera w John Hopkins Hospital Baltimore. Potem związał swoje losy z Medical Research Council początkowe w Pneumoconiosis Research Unit (1952-79) w Llandough w Walii, a od 1979-1989 w Newcastle upon Tyne, gdzie pracował aż do emerytury.

Szczególne zasługi położył dla rozwoju European Society for Clinical Respiratory Physiology, którego był wiceprzewodniczącym w latach 1972-1975 (otrzymał honorowe członkostwo tego towarzystwa) i European Respiratory Society, które powstało z poprzedniego towarzystwa.

J.E. Cotes jest lub był członkiem rady wydawniczej 6 czołowych czasopism anglo-języcznych zajmujących się fizjopatologią oddychania i medycyną pracy. 8 jego uczniów uzyskało stopnie PHD.

J.E. Cotes jest autorem ponad 300 prac naukowych, drukowanych w najwyżej notowanych czasopismach. Mimo przejścia na emeryturę w roku 1989 nadal jest czynny zawodowo i w okresie 1987-1996 ukazało się 12 jego prac, a 5 oczekuje na publikację.

J.E. Cotes jest współautorem 6 książek związanych z patofizjologią oddychania Książką jego życia jest monografia "Lung function, assessment and application in medicine", która od 1965 miała 5 wydań (ostatnie w 1993 r.), była tłumaczona na polski (wydanie pierwsze) i włoski (wydanie czwarte). Jest to monografia, na której trudnej patofizjologii oddychania uczyła się rzesza lekarzy, zajmująca się tym problemem. Książka ta w sposób doskonały potrafiła połączyć fizjopatologię z kliniką.

Drugą pozycją, która przynosiła mu duże uznanie jest napisana wspólnie z J.Stell'em i G.Leathart'em: "Work-releated lung disorders" (1987).

Na szczególną uwagę zasługują osiągnięcia:

  • nowa, oryginalna koncepcja i propozycja istotnych modyfikacji metodycznych pomiaru tzw. "zdolności dyfuzyjnej". Wykazanie, że posługiwanie się określeniem "zdolność dyfuzyjna" jest niewłaściwa i wprowadzenie pojęcia "współczynnika przenoszenia" (transfer factor), co rekomendują amerykańskie i europejskie towarzystwa pulmonologiczne (ATS i ERS);
  • precyzyjne określenia determinantów duszności wysiłkowej u ludzi zdrowych, u narażonych na zanieczyszczenia pyłowe i gazowe w miejscu pracy oraz u chorych na przewlekłe choroby płuc;
  • oryginalna koncepcja metod oceny zdolności wysiłkowej, bez konieczności obciążania wysiłkiem submaksymalnym i propozycja rankingu stopnia ograniczenia sprawności układu oddechowego;
  • pionierskie badania fizjopatologii oddychania i zmienionych warunków wentylacji płuc w warunkach wysokogórskich i w czasie wysiłku fizycznego. Doprowadziły one do konstrukcji maski tlenowej i umożliwiły pierwsze wejście na Mont Everest, a u chorych z niewydolnością oddechową do wprowadzenia portatywnej aparatury tlenowej;
  • badania zaburzeń czynności płuc w różnych środowiskach pracy, a w szczególności u górników kopalni węgla – ocena zależności między zmianami radiologicznymi, a stopniem zaburzenia czynności płuc, udział w ustaleniu standardów higienicznych dla górników;
  • wykazanie wpływu nurkowania na dużych głębokościach na zaburzenia przepływu powietrza w drobnych drogach oddechowych;
  • wykazanie wpływu czynników genetycznych i różnic etnicznych na czynność płuc.
  • Powrót do spisu treści

    Tekst przemówienia dziekan I Wydziału Lekarskiego – prof. dr hab. W. Glińskiego

    Magnificencjo

    Wysoki Senacie, Wysoka Rado,

    Drodzy Absolwenci !

    Chciałbym otworzyć uroczystość 64 promocji lekarzy i lekarzy stomatologów, absolwentów I Wydziału Lekarskiego rocznika 1998, która w tym roku jest połączona z wręczeniem dyplomu Doctora Honoris Causa Akademii Medycznej w Warszawie, wybitnemu patofizjologowi układu oddechowego prof. Johnowi E. Cotesowi z Uniwersytetu w Newcastle Upon Tyne w Wielkiej Brytanii. Władze Uczelni, jej profesorowie doznają w tym dniu uczucia wielkiej satysfakcji z tego, że 6-letni wysiłek profesorów, praca studentów, dziś absolwentów rocznika 1998, kończą się odbieraną od nich przysięgą Hipokratesa, co pozwoli na symboliczne przekazanie byłym młodym medykom uprawnień do wykonywania wolnego zawodu lekarza.

    Dalsze losy absolwentów nie są obojętne Władzom Uczelni. Czujemy się odpowiedzialni za wasze przyszłe osiągnięcia zawodowe. Dopiero Wasze sukcesy udowodnią w praktyce, że proces dydaktyczny był prawidłowy i zostaliście we właściwy sposób przygotowani podczas studiów do niesienia pomocy chorym.

    Właśnie ta odpowiedzialność powoduje, że odczuwamy głęboki niepokój, bo Wasz start do zawodu następuje w przededniu reformy systemu ochrony zdrowia przygotowanej nieco w pośpiechu, w dużym zamieszaniu, a co najgorsze przy niedoinformowaniu rektorów uczelni medycznych, lekarzy. Odczuwamy głęboki niepokój o losy uczelni, a szczególnie o losy jej szpitali klinicznych, które są podstawową bazą uczelni do prowadzenia dydaktyki. Medycyna w swojej ogromnej części jest dziedziną praktyczną, znaczenie podstawowe przy nauczaniu ma kontakt studentów z chorym człowiekiem, a może być on zapewniony wyłącznie przez sprawne i prawidłowe działanie klinik akademickich.

    Mamy nadzieję, że środki finansowe na leki, operacje, sprzęt medyczny, na pensje lekarzy i pielęgniarek będą wystarczające dla realizacji tego nadrzędnego celu. Mam wiele obaw o losy absolwentów, ale wymienię kilka najważniejszych:

    Po pierwsze
    Nie wszyscy znajdą pracę zgodnie ze swymi aspiracjami i zdolnościami. Czy bezrobocie wśród lekarzy stanie się faktem, pokaże już najbliższy rok reform.
    Po drugie
    Nie wiem, czy jesteście wystarczająco przygotowani, aby pracować jako lekarze rodzinni. Program studiów nie był tak ułożony, aby preferować ten typ umiejętności. Czy rzeczywiście instytucja lekarza rodzinnego jest w warunkach polskich receptą na naprawę systemu ochrony zdrowia, przekonamy się wkrótce.
    Po trzecie
    Utrudniony będzie, niepewny co do programu system zdobywania specjalizacji, do czego każdy lekarz aspiruje.
    Po czwarte
    Czy wystarczy pieniędzy w kasach chorych, budżecie do zapewnienia świadczeń medycznych na właściwym poziomie dla wszystkich chorych. Brak pieniędzy może spowodować, że znakomicie przygotowane zespoły specjalistów nie będą wykonywać wysokospecjalistycznych zabiegów, a kolejki chorych oczekujących na lekarza będą się wydłużać.
    Po piąte
    Czy na reformie nie wzbogacą się tylko "pośrednicy" – urzędnicy kas chorych, administracji, którzy skonsumują lwią część składek ZUS-u, a lekarze, pielęgniarki pozostaną pariasami, dla których jedyną satysfakcją nadal będzie powołanie lekarskie, pozytywistyczne idee.

    Miejmy nadzieję, że to próżne, przedwczesne obawy; wierzymy, że reforma powiedzie się, korzyści odniosą zarówno chorzy, jak i lekarze. Boję się jednak, że w razie niepowodzenia odium spadnie na środowisko lekarskie, któremu przypisze się blokowanie reformy, a nie na polityków, którzy wymyślili ten kształt transformacji systemu ochrony zdrowia.

    Starajmy się podzielać optymizm ministra Maksymowicza, który ma głębokie przekonanie co do przyszłości reformy. Chciałbym, abyście zarazili się od niego wiarą w powodzenie reformy. Tej transformacji nie da się dokonać bez lekarzy, bez Was młodych ludzi rozpoczynających pracę, a od waszych sukcesów będzie zależał rozwój medycyny w Polsce.

    Inne niepokojące sygnały to podziały społeczności lekarskiej.

  • Zaznaczył się rozdźwięk pomiędzy izbami lekarskimi a lekarzami, którzy zostali zmuszeni do ponownej rejestracji praktyki i dodatkowych opłat.
  • Środowisko zostało podzielone przez możliwość kontraktów za 7-10 tys. zł. miesięcznej pensji dla niektórych grup lub specjalności lekarzy, przy kilkunastokrotnie niższych zarobkach, a więc podział znany nam, z lat ubiegłych, na równych i równiejszych.
  • Zwracam się do was młodych lekarzy z apelem bądźcie ponad podziałem, dbajcie o jedność społeczności lekarzy, nie zapominajcie że;
  • nasze zadanie to służenie chorym,
  • koniecznością w naszym zawodzie jest stałe podnoszenie kwalifikacji, aby nadążyć za rozwojem medycyny,
  • nasz zawód jest głęboko humanistyczny, a więc musimy dbać o jego wysoki status, o kulturę we wzajemnych stosunkach, aby zasłużyć na wysoką ocenę pacjentów,
  • pamiętajmy, że usługi medyczne nie podlegają, wbrew temu co mówią finansiści, tylko prawom wolnego rynku – biedny ma takie same prawo do kosztownych leków, zabiegów, jeśli tego potrzebuje, co bogaty.
  • Nasze demokratyczne państwo musi to zapewnić.

    Życzę Wam powodzenia i wiary w swoje siły i umiejętności.

    Dziekan I WL – prof. dr hab. W. Gliński

    Powrót do spisu treści

    Tekst przemówienia prof. J.Cotes'a 
    wygłoszonego po otrzymaniu tytułu doctora honoris causa

    Magnificencjo, Panie Dziekanie, Panie i Panowie!

    Panie Dziekanie, dziękuję za udzielenie mi tego zaszczytu, a Panu Promotorowi dziękuję za jego przemówienie. Wyznam, iż wydało mi się ono przychylniejsze, niż na to zasłużyłem. Na Uniwersytecie Newcastle istnieje nietypowy obyczaj opowiadania przez promotora jednej lub dwóch nieprzyzwoitych anegdot o odbiorcach honorowych wyróżnień, tak by nie popadli oni w nadmierną zarozumiałość. Anegdoty te wywołują czasem kłótnie, pod wpływem których zainteresowani opuszczają salę!

    Rozpocznę od przekazania pozdrowień od prof. Bayliss, dziekana Akademii Medycznej w Newcastle, która jest jednym z dwu uniwersytetów medycznych w północnej Anglii (drugi znajduje się w Durham). Newcastle jest nowoczesnym miastem przemysłowym. Wielu z was kojarzy je z siedzibą klubu piłki nożnej, Newcastle United. Natomiast Durham to zabytkowe miasto słynące w świecie z niezwykłej katedry. Obydwa uniwersytety utrzymują formalne kontakty akademickie z Polską. Uniwersytet w Durham pielęgnuje kontakty z aż szesnastoma placówkami, wśród których znajdują się wydziały lingwistyki i filologii angielskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Właśnie dzięki tego typu kontaktom zetknąłem się z Profesorem Droszczem, a niedawno poznałem pochodzącego z południa Polski dr Kuropatnickiego, który uczy angielskiego studentów medycyny. Mam nadzieję, że dzięki pracy takich ludzi jak on, wspomaganych przez British Council i Serwis Światowy BBC, będziecie w stanie zrozumieć moje słowa.

    Uniwersytet Newcastle powstał w 1965 roku. Początek dała mu szkoła medyczna będąca wcześniej częścią uniwersytetu w Durham. Od tamtej pory uniwersytet w Newcastle niesłychanie się rozwinął. Przewiduję, że taka ekspansja przydarzy się również tutaj, będąc rezultatem przekształcenia się Akademii Medycznej w Warszawski Uniwersytet Medyczny. Z przyjemnością myślę, że podobnie do Newcastle świetnie kształcicie studentów medycyny.

    W Wielkiej Brytanii poziom nauczania na wszystkich wydziałach uniwersyteckich jest dzisiaj oceniany przez instytucję o nazwie Agencja Gwarancji Jakości (Quality Assurance Agency). Myślę, że może Was zainteresować informacja na ten temat.

    Agencja bardzo szczegółowo ocenia szkoły wyższe. Oceny podzielone są na sześć grup tematycznych: program, metody nauczania i uczenia się, metody oceniania studentów, osiągane rezultaty, materiały naukowe, z włączeniem komputerów i biblioteki oraz metody zabezpieczające utrzymanie poziomu nauczania. Szkoła Medyczna w Newcastle zostałaniedawno poddana ocenie i uzyskała maksymalną ilość punktów we wszystkich wymienionych kategoriach.

    Przykład ten ukazuje, jak wiele uwagi poświęca się w Wielkiej Brytanii jakości nauczania na wszystkich poziomach, od zerówek do uniwersytetów. Nie wszyscy akceptują metody kontroli, przede wszystkim dlatego, że wymagają one dużo dodatkowej pracy i nie wiadomo, czy będą miały długotrwałe skutki. Jak na razie wydaje się, że standard nauczania podwyższył się.

    Ocenianie edukacji jest konsekwencją zmiany, jak dokonała się w stosunku rządu do sfery usług dla obywateli. Obecnie, ocenie podlegają także szpitale i lekarze. A całkiem niedawno ustalono procedury dla oceny pracowników społecznych i tych, którzy pomagają ludziom starym i kalekim w ich domach.

    Wielka Brytania przyjęła pakiet usług socjalnych Unii Europejskiej. Zmniejsza on liczbę obowiązkowych godzin pracy. Tyczy się to także godzin przepracowanych przez lekarzy pracujących w państwowej służbie zdrowia. Niektórzy z nas sądzą, iż stary system pozwalał młodym lekarzom na szybsze zdobycie doświadczenia, ale nowy system jest bezpieczniejszy. Wiąże się on z koniecznością zatrudnienia większej liczby lekarzy. Zaraz powrócę do tego tematu.

    W przemyśle ograniczenia mające na celu ochronę bezpieczeństwa i zdrowia funkcjonowały już wcześniej, teraz wprowadzamy je do sfery usług, takich jak transport i przemysł elektryczny.

    Nacisk na wprowadzanie takich regulacji jest widoczny w całej Europie, ma on swoje dobre i złe strony. Specyfiką Wielkiej Brytanii wydaje się skala wprowadzanych ograniczeń. Na przykład standardy higieny antypyłowej w angielskich i polskich kopalniach węgla są takie same, ale liczby zachorowań na pylicę (pneumoconiosis) są bardzo różne.

    Jedynymi sferami, w których maleje liczba regulacji są telewizja i sport. Nie wątpię, że możecie zgadnąć, dlaczego tak się dzieje!

    Moje kontakty z Polską rozpoczęły się od spotkania kilku spośród waszych żołnierzy i lotników bazujących w Wielkiej Brytanii podczas drugiej wojny światowej. Następnie podczas prowadzenia badań spotkałem kilku Polaków, którzy byli górnikami. Dzisiaj ich synowie i córki są lekarzami, technikami laboratoryjnymi, nauczycielami szkolnymi lub wykonują inne zawody przyczyniające do poprawy sytuacji społeczeństwa. Społeczność polska w Wielkiej Brytanii liczy sobie około 200,000 ludzi i ich obecność przyczynia się do korzystnego obrazu Polski, jaki mają Anglicy. Wpływa także na zdecydowane poparcie Wielkiej Brytanii dla przyjęcia Polski do Unii Europejskiej i do NATO. Nasz minister spraw zagranicznych, pan Robin Cook, podkreślił to w swoim przemówieniu wygłoszonym w Polsce w zeszłym roku.

    Najbardziej pamiętna wizyta w Polsce mojej żony Sary i moja miała miejsce w 1978 roku, w czasie pierwszej pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II. Wasz kraj, cały przystrojony żółtymi i białymi wstążkami, był pełen entuzjazmu. Nie mieliśmy wtedy pojęcia o tym, że jesteśmy świadkami największego wydarzenia wiodącego do upadku komunizmu w Rosji.

    Moja pierwsza wizyta w Polsce miała bardziej konwencjonalny charakter. Przyjechałem na sympozjum poświęcone kontroli oddychania, zorganizowane przez polski oddział Europejskiego Stowarzyszenia Klinicznej Fizjologii Oddychania. Jego organizatorem był wasz wybitny neurofizjolog prof. W. Karczewski. Po upadku komunizmu został on waszym pierwszym prezesem Komitetu Badań Naukowych.

    Kontrola oddychania będąca tematem sympozjum związana jest ze zjawiskiem bezdechu. Problem ten interesował mnie, ponieważ w szkole brałem udział w zajęciach atletycznych. Miałem szczęście, ponieważ moi nauczyciele medycyny również byli zainteresowani tym tematem, więc miałem dobry początek. Myślę, że możliwość przekazania entuzjazmu uczniowi przez nauczyciela jest bardzo ważna. Zdarza się to najczęściej, gdy nauczyciel prowadzi badania w dziedzinie, której uczy. Niestety, nie zawsze tak się zdarza. Martwi mnie, że problemy oddychania często wykładają biochemicy, cytofizjolodzy oraz biolodzy molekularni. W Anglii przyczyną tego zjawiska jest system rekrutacji nauczycieli akademickich, ważnym elementem oceny kandydata jest jego umiejętność uzyskania funduszy na prowadzenie badań. Ciekaw jestem, jak dajecie sobie radę z tymi kwestiami w Polsce.

    Inspiracją dla mnie byli nie tylko nauczyciele, ale także mój ojciec, który zajmował się pracą naukową. Dojrzewał on w latach '70 XIX wieku, w bardzo religijnym domu, w którym teoria ewolucji uważana była za dzieło szatana. W związku z tym mój dziadek spalił książki ojca poruszające tę tematykę. Tego typu incydenty zdarzały się wcześniej w Anglii w XVI wieku, kiedy nasza królowa Maria, zwana Krwawą Marią, nieskutecznie próbowała powstrzymać reformację! Nie jest więc chyba dziwne, że zainteresowałem się ewolucją człowieka i biologią!

    Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakie są implikacje faktu, że ludzie różnią się wzrostem i budową?

    Jednym z moich pierwszych odkryć było stwierdzenie, że ludzie odmiennych ras różnią się rozmiarem płuc relatywnie do rozmiarów ich ciała. To powoduje, że są predysponowani do różnych czynności. Mieszkańcy zachodniej Afryki mają relatywnie małe płuca i długie kończyny. To sprawia, że nie są szczególnie dobrymi pływakami, ale często są doskonałymi biegaczami i bokserami.

    Badania nad tymi biologicznymi różnicami prowadzone były jako część Międzynarodowego Programu Badawczego w latach 1968-1978. Program był koordynowany przez UNESCO. Moim udziałem były badania dotyczące zależności pomiędzy rozmiarem i pracą płuc ludzi pochodzcych z różnych krajów, a ich ogólnym stanem fizycznym. Oto kilka przykładów.

    Po pierwsze, skutki mieszkania w blokach, takich w jakich żyje wielu z was w Warszawie. Badaliśmy dzieci imigrantów, którzy przybyli do Hong Kongu z Chin. Jedną grupę stanowiły dzieci, które mieszkały w blokach. Bloki stały bardzo blisko siebie, więc nie było wielu podwórek. Znajdowały się w nich ciasne mieszkania i windy. W efekcie dzieci mało się ruszały. Inną grupę stanowiły dzieci, które żyły w prowizorycznych chatkach na wzgórzach. Te dzieci prowadziły bardzo ruchliwy tryb życia. Odkryliśmy, że dzieci mieszkające w blokach były większe, ale miały mniejsze płuca od dzieci, które zażywały wiele ruchu. Później takie same zjawisko zaobserwowano w Birmingham. Ciekawi mnie, czy braliście pod uwagę możliwość zaistnienia takiego zjawiska w Polsce?

    Innym badaniem były studia prowadzone nad bronchitem dotykającym mieszkańców terenów górzystych Nowej Gwinei.

    Aby zapewnić sobie ciepło w nocy, wieśniacy palili w swoich chatkach ogniska. Nie mieli kominów, tylko dosyć przepuszczalne strzechy. Efektem tego było zbieranie się dymu, który powodował zatykanie się przewodu oddechowego w nocy do takiego stopnia, że ja i moi koledzy nie mogliśmy przebywać w chatach przez więcej niż kilka minut. Wielu spośród autochtonów miało bronchit i sądziliśmy, że te dwa zjawiska są ze sobą powiązane. Myliliśmy się! Bronchit okazał się rezultatem palenia zachodnich papierosów, które niedawno tam wprowadzono. Ludzie lubili je, ponieważ zawierały tytoń delikatniejszy od lokalnego. Lokalne papierosy palono tylko do połowy, pozostawiając długi niedopałek, który zawierał substancje smoliste. Papierosy pochodzące z Wirginii palono w całości, tak że wdychano wszystkie substancje smoliste. Tak więc eksport towarów, które są widocznie szkodliwe powinien być powstrzymywany.

    Jeśli już jesteśmy przy temacie papierosów, jedne z badań wykazały, że jeśli nastolatek pali, to jego płuca są w wieku dojrzałym mniejsze od płuc ludzi niepalących. Powtarzam to studentom medycyny w Newcastle i oni biorą to pod uwagę. Być może wy już zdajecie sobie z tego sprawę, ponieważ z tego co wiemy, pomyślnie rozwija się u was kampania antynikotynowa. Ale kiedy mówię o tym studentom w Durham, oni nie przywiązują do tego wielkiej wagi.

    W licznych badaniach zajmowaliśmy się kwestią wpływu masy ciała i mięśni na pracę płuc. Doszliśmy do wniosku, że ogromne znaczenie ma tu czynnik dziedziczny. Oznacza to podobieństwo w pracy płuc u par identycznych bliźniaków i różnice pomiędzy niektórymi grupami etnicznymi.

    Czynnik genetyczny nie tłumaczy jednak różnic, które da się zaobserwować w pracy płuc kobiet i mężczyzn. Są one głównie wynikiem tego, że mężczyźni mają tradycyjnie więcej mięśni i mniej tłuszczu niż kobiety i więcej się ruszają.

    Ostatnio tendencją jest to, że wszyscy są wyżsi niż niegdyś, szczególnie młode kobiety. Nie wiem jak fakt ten ma się do płciowych różnic w pracy płuc, ale sądzę, że je zmniejsza.

    Inna płciowa i etniczna różnica, która dotyczy Anglii to różnica w rekrutacji studentów medycyny. Niegdyś studentami medycyny byli przede wszystkim mężczyźni, będący rodowitymi Anglikami. W tym roku, w Newcastle, w przybliżeniu 80% studentów I roku medycyny stanowią kobiety, 21% spośród nich jest członkami mniejszości etnicznych. Te proporcje mają poważne długoterminowe implikacje, jako że wiele kobiet wybiera pracę na pół etatu i unika cięższych specjalizacji. Sarah w szczególności ma nadzieję, że opowiecie nam, jak te sprawy mają się w Polsce.

    Wszystko co powiedziałem wskazuje na to, że dzielimy zainteresowania i cele we wszystkich sferach, politycznych, akademickich, osobistych i, oczywiście, biologicznych. Istnienie tego partnerstwa potwierdza honor, którego mi dzisiaj udzieliliście. Ukazuje on jak bardzo ciepłe są relacje łączące nasze dwa kraje, Mam nadzieję i spodziewam się, że staną się one jeszcze bliższe w przyszłości.

    Ja, moja żona, która jest lekarzem i nasz syn Roger - uczeń, mamy nadzieję nauczyć się czegoś podczas naszego pobytu tutaj. Skorzystamy z tych doświadczeń po powrocie.

    Drodzy przyjaciele i koledzy składam Wam najserdeczniejsze podziękowania.

    Tłum. mgr Katarzyna Zielonka

    Powrót do spisu treści

    64 PROMOCJA LEKARZY I LEKARZY STOMATOLOGÓW I WL

    Jak co roku w grudniu, dzięki uprzejmości dyr. K. Korda, Filharmonia Narodowa udzieliła swoich gościnnych progów, by uroczysta promocja lekarzy i lekarzy stomatologów miała jak najwspanialszą oprawę. Niezmiennie wzruszenie ściska gardło, gdy orszak władz uczelni i rady wydziału w togach, w asyście pocztu sztandarowego wkracza na scenę przy dźwiękach "Gaude Mater Poloniae".

    W tym roku uroczystość rozpoczęła się nietypowo – koncertem w wykonaniu uczniów Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych im. F. Chopina, w którym wysłuchaliśmy 2 utworów fortepianowych Chopina i Rachmaninowa, a następnie Big-Bandu w repertuarze rozrywkowym.

    Splendoru uroczystości dodało wręczenie tytułu Doctora Honoris Causa naszej Uczelni prof. J. Cotes'owi. Wystąpienia dziekana I WL prof. W. Glińskiego, promotora honorowego gościa prof. W. Droszcza oraz samego prof. J. Cotesa drukujemy w całości.

    JM Rektor prof. A. Górski przyznał, iż skazany jest na optymizm, bo inaczej zabrakłoby mu sił, w sprostaniu problemom. Jego optymizm wynika z faktu, że uczelnia rozwija się prawidłowo i odnosi sukcesy. "Prezentem gwiazdkowym" nazwał ustawę o zmianach funkcjonowania służby zdrowia w Polsce. Ustawa ta w zasadniczych punktach (kwestia szpitali klinicznych – władze Uczelni będą miały wpływ na obsadę stanowisk ordynatorów) jest sukcesem strategicznym Uczelni. Cieszy Go piękne, nowe godło Akademii oraz to, że o Uczelni pisze się dobrze w kraju i zagranicą.

    Zwracając się do absolwentów JM Rektor podkreślił, iż w życiu nic nie jest dane na zawsze. O wszystko trzeba walczyć i zdobywać. Absolwenci odnieśli sukces zdobywając dyplom, nauczyli się walczyć i dadzą sobie radę.

    Zakończył wystąpienie życzeniami świąteczno-noworocznymi dla wszystkich zebranych.

    W roku akademickim 1997/1998 dyplom ukończenia I Wydziału Lekarskiego otrzymało 220 osób. 19 z nich otrzymało dyplomy z wyróżnieniem.

    Jacek Sieńko legitymuje się średnią z całych studiów 4,96. Krzysztof Juszko, Tomasz Jurkiewicz, Andrzej Mróz, Joanna Błażewicz, Agata Majewska-Stefaniak, Jolanta Grzeszczyk, Jarosław Maruszewski, Monika Niewczas, Adam Wichniak, Anna Bareła, Anna Gabryszewska, Maciej Kierzkiewicz, Paweł Wojciuk, Grzegorz Nowakowski, Sylwia Olszewska, Grzegorz Róg, Justyna Sicińska i Marek Kieliszek uzyskali średnią powyżej 4,52 i otrzymali dyplomy z wyróżnieniem.

    W Oddziale Stomatologicznym dyplomy uzyskały 84 osoby. 4 z nich: Katarzyna Drążek, Joanna Nawrocka-Furmanek, Anna Stępień i Katarzyna Widulińska są wyróżnionymi absolwentami.

    Książki dla absolwentów ufundowały firmy Volumed z Wrocławia i Medic Media, ofiarodawca pozycji "Pharm-Index".

    Mgr Magdalena Zielonka

    Powrót do spisu treści

    NAGRODY JUBILEUSZOWE DLA NAUCZYCIELI AKADEMICKICH

    ( IV KWARTAŁ 1998 )

    Za 20 lat pracy:

    1. dr hab. Magdalena Durlik
    2. dr Grażyna Glinkowska
    3. dr Waldemar Głowacki
    4. dr Teresa Jackowska
    5. dr Piotr Kostrzewski
    6. dr Wojciech Kubica
    7. dr hab. Michał Matysiak
    8. dr Elżbieta Mierzwińska-Nastalska
    9. mgr Barbara Niebisz-Nowak
    10. dr hab. Jacek Pawlak
    11. mgr Grażyna Pokorska-Lis
    12. dr Marek Wasek
    13. dr Anna Zawadzka-Krajewska
    Za 25 lat pracy:
    1. dr Piotr Albrecht
    2. dr hab. Ewa Bażko
    3. dr Dorota Biernacka-Wawrzonek
    4. lek. Barbara Borakowska
    5. mgr Joanna Brycz-Witkowska
    6. dr Andrzej Chodkowski
    7. dr Maria Ciszewska- Jędrasik
    8. dr Stanisław Frącki
    9. dr Krzysztof Grabowski
    10. dr Paweł Jagielski
    11. dr Maria Kmera-Muszyńska
    12. dr Zofia Kruczek
    13. dr Małgorzata Kubicka-Pertkiewicz
    14. prof. dr hab. Hubert Kwieciński
    15. dr Barbara Lisowska-Myjak
    16. dr hab. Andrzej Marchel
    17. dr Maria Mularczyk-Bal
    18. dr Maria Niemyjska
    19. dr Henryk Rebandel
    20. dr Danuta Samolczyk-Wanyura
    21. dr Anna Sawicka-Grzelak
    22. dr Ewa Siedlecka
    Za 30 lat pracy:
    1. dr Jerzy Biedrzycki
    2. dr Anna Dorociak
    3. prof. dr hab. Waldemar Karnafel
    4. dr Krystyna Łysakowska-Sernicka
    5. dr Krzysztof Miszka
    6. dr hab. Marek Pastuszko
    7. prof. dr hab. Jerzy Polański
    8. dr Maria Skonieczna-Maruchin
    9. dr Zofia Świstun
    Za 35 lat pracy:
    1. dr hab. Ewa Bar- Andziak
    2. dr Janina Iliaszenko
    3. dr Włodzimierz Jaroń
    4. prof. dr hab. Mirosław Łuczak
    5. dr Elżbieta Pachecka
    6. prof. dr hab. Jan Pachecka
    7. dr Halina Semeniuk
    8. prof. dr hab. Janusz Wałaszewski
    Za 40 lat pracy:
    1. prof.dr hab.Mieczysław Lao
    2. prof.dr hab.Kazimierz Ostrowski
    3. dr Danuta Stryjecka-Rowińska
    Za 45 lat pracy:
    1. dr Arkadiusz Klamczyński
    2. prof.dr hab. Jerzy Szczerbań
    3. prof. dr hab. Teresa Szymczyk-Wasiluk

    NAGRODY JUBILEUSZOWE DLA PRACOWNIKÓW NIE BĘDĄCYCH NAUCZYCIELAMI AKADEMICKIMI

    ( IV KWARTAŁ 1998)

    Za 20 lat pracy:

    1. Mariola Dybowska
    2. Marianna Klejnowska
    3. Jadwiga Ocipka
    4. Andrzej Ślażyński
    5. Mirosław Urban
    Za 25 lat pracy:
    1. Cichowska Grażyna
    2. Maria Hawliczek
    3. Jan Kłusek
    4. Jadwiga Kołtońska
    5. Sławomir Pierzchalski
    6. Bogdan Sobolczyk
    7. Eugenia Szewczak
    8. Mgr Barbara Wójcik
    Za 30 lat pracy:
    1. Jerzy Halama
    2. Mgr Irena Jóźwik
    3. mgr Maria Jędrzejewska
    4. Jolanta Królikowska
    5. Elżbieta Kurowska
    6. Mirosław Misztalski
    7. mgr Alicja Tomaszewska
    Za 35 lat pracy:
    1. Jan Barabas
    2. Urszula Gierałtowska
    3. Stanisław Małetka
    4. Mirosława Ornowicz
    5. Małgorzata Sawicka (w AM)
    6. Kazimiera Woźniak
    Za 40 lat pracy:
    1. Stefan Fabisiak
    2. mgr Wacław Paczuski
    3. Jadwiga Stawska
    Za 45 lat pracy:
    1. Olgierd Lubiński
    2. Krystyna Twardowska
    Powrót do spisu treści

    Wypowiedź na zebraniu w Głównej Bibliotece Lekarskiej w Warszawie, 
    w dniu 4 września 1998 r. z okazji promocji wydawnictwa "Historia jednej przyjaźni"

    Szanowni Państwo, Drodzy Koledzy,

    Mam wielki zaszczyt i przyjemność brać udział w spotkaniu zorganizowanym przez pana prof. Edwarda Towpika i Wydawnictwo Polskiej Fundacji Europejskiej Szkoły Onkologii, przedstawiającym rzadko spotykane opracowanie pt. "Historia jednej przyjaźni". Jest to opracowanie tak proste, tak szczere, tak naturalne, że wzrusza każdego i powoduje zastanowienie się nad życiem poszczególnych ludzi i całej ludzkiej zbiorowości. Tak się składa, że znam obu bohaterów tego opracowania, zarówno Leona Manteuffla jak i Stefana Wesołowskiego. Nie dzisiaj, ale już dawniej wiadomo było, że są to ludzie nieprzeciętni.

    Profesor Manteuffel jest twórcą kardiologii polskiej. Swoją pracę zaczynał w szpitalu Wolskim, tworząc tam nową jednostkę dydaktyczną i leczniczą. Kol. Manteuffel stworzył w swojej klinice nastrój, który powodował, że wszyscy się lubili i szanowali i wszyscy doskonalili się zawodowo. W tych warunkach ujawnił się on jako wielki lekarz, jako człowiek przywódca, jako człowiek twórca, jako człowiek, który stał się wzorem dla wielu ludzi. Razem z żoną Barbarą i córką tworzyli również piękną rodzinę. W życiu towarzyskim, w życiu przyjacielskim wyróżniał się taktem, kulturą i był zwolennikiem zasad. Prof. Manteuffel wzbudzał wśród wszystkich szacunek i uznanie.

    O pięknej osobowości prof. Manteuffla świadczy również fakt, że napisał tak szczerze, tak krótko, tak naturalnie "Historię jednej przyjaźni". Była to jedna wielka przyjaźń. Rozwinęła się ona w warunkach tragicznych dla Polski, dla mieszkańców Warszawy.

    Prof. Wesołowski spotkał się z prof. Manteufflem w 1942 r, kiedy dołączył do jego zespołu w szpitalu wolskim. Tak jak mówi prof. Manteuffel, od początku zbliżyli się do siebie, uzupełniali się nawzajem, byli sobie potrzebni, stali się przyjaciółmi. W swojej "Historii jednej przyjaźni" prof. Manteuffel opisuje doktora Wesołowskiego, jego walory lekarskie, a w szczególności jego chęć i umiejętność udzielania pełnowartościowej, życzliwej i skutecznej opieki leczniczej, jak też jego zdolność bliskiego współżycia z innymi lekarzami w opiece nad chorym człowiekiem.

    Prof. Manteuffel w "Historii jednej przyjaźni" opisuje tragiczne lata okupacji niemieckiej, kiedy to Warszawa miała dwa odrębne życia. Jedno jawne, nędzne, przebiegające w atmosferze przygnębienia. Drugie tajne, wspaniale patriotyczne, pełne aktywności, którego tajemnicze określenia, takie jak "ciocia Aniela" czy jak słowo "chory", czy wiele innych umownych określeń miało dla wszystkich zainteresowanych i wtajemniczonych właściwe znaczenie. Postanie warszawskie miało swój olbrzymi wpływ na charakter współżycia ludzi ze sobą. Okrutnej przewadze Niemców, Polacy przeciwstawiali spryt, odwagę i gotowość poświęcenia się.

    W swojej "Historii jednej przyjaźni" prof. Manteuffel opisuje niezwykłe wydarzenia, aresztowania i rozstrzeliwania lekarzy szpitala wolskiego, a jednocześnie uratowanie życia dwóm lekarzom: Wesołowskiemu za humanistyczne i poświęcające się zachowanie w stosunku do chorego oraz Manteuffelowi, dlatego że prof. Wesołowski kategorycznie i z uporem żądał od Niemców, aby prof. Manteuffel poszedł razem z nim udzielić pomocy innym rannym żołnierzom. Była to wspaniała przyjaźń dwóch wielkich Polaków, dwóch wielkich lekarzy.

    Wielkość postawy lekarskiej prof. Wesołowskiego rozpoznaje się obserwując jego codzienną działalność leczniczą i jego wspaniałe życie rodzinne z żoną Zofią, córką i synem. Mądrość zawodowa ściśle złączona z niezmierną życzliwością dla każdego chorego tworzyła atmosferę, w której chorzy odczuwali pewność ratunku i pewność powrotu do zdrowia. Prof. Wesołowski okazał swoją wielkość jako kierownik zespołów leczniczych i jako twórca nowoczesnej kliniki urologicznej w Polsce. Dzięki jego staraniu powstał w Akademii Medycznej w Warszawie nowoczesny budynek kliniki urologicznej, z której wyszło wielu wybitnych urologów. Wiedza prof. Wesołowskiego, jego doświadczenie kliniczne oraz żywe zainteresowania postępami w urologii wsparte cechami osobowościowymi powodującymi sympatię i szacunek wybitnych urologów w Europie i w Ameryce spowodowały, że prof. Wesołowski stał się znanym i cenionym profesorem urologii w skali światowej. Z wieloma z tych wybitnych światowych urologów prof. Wesołowski był w zażyłej przyjaźni. "Historia jednej przyjaźni" napisana przez Leona Manteuffla została w dalszym życiu przez prof. Wesołowskiego wielokrotnie powtórzona, choć nie napisana tak pięknie, przez wielu innych polskich i zagranicznych lekarzy. "Historia jednej przyjaźni" jest historycznym polskim dokumentem o miejscu lekarza w naszych przeżyciach narodowych. Opisana przyjaźń wzbudza szacunek do każdego z tych wspaniałych ludzi, do szlachetnych lekarzy, stymulując do ich naśladowania.

    Prof. Manteuffel pisząc "Historię jednej przyjaźni" wspomina rok 1929, kiedy to spotkał się z prof. Wesołowskim "na śledziu" Koła Medyków. Zbiegiem okoliczności, ja również w tym roku poznałem prof. Wesołowskiego. Była to uroczystość inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie Warszawskim. Studenci medycyny byli zebrani w jednym miejscu, w dużej sali na Uniwersytecie. Setki młodych ludzi w uroczystym nastroju oczekiwało na tradycyjne, uroczyste wejście rektora w gronie profesorów. Wówczas zwrócił moją uwagę młody, drobny student medycyny, zawsze uśmiechnięty, który ciągle wstawał, do kogoś podchodził lub do niego podchodzili inni koledzy. Oczywiście był to Stefan Wesołowski. Już wówczas wyróżniał się wśród innych swoją aktywnością, która wyrażała się w gestach, postawie i uśmiechu. Był zauważany w tłumie, tak jak było to w moim przypadku. Miałem możność przez kilka następnych lat widzieć, cieszyć się i oklaskiwać Stefana Wesołowskiego. Był on wspaniałym kolegą, poświęcającym się, bawiącym wszystkich i zawsze bardzo poważnym w sprawach zasadniczych. Stefan Wesołowski był źródłem naszej radości, napawał nas optymizmem, zbliżał wszystkich do siebie, tworzył związki między ludźmi, zachęcał do przyjacielskiego współżycia i wzajemnego szacunku. Był twórcą zbliżeń międzyludzkich, twórcą nastrojów przyjaźni między lekarzami. Był to wzór lekarza dla wszystkich lekarzy. A był to trudny okres w naszym kraju. Nie wszyscy zdają dziś sobie sprawę, że w tych latach 29–tych, 30-tych, kiedy byliśmy studentami medycyny, życie dla nas nie było łatwe. Około połowa, może nawet więcej niż połowa studentów nie miała dostatków materialnych. Jeżeli padał deszcz to było wiadomo, że część kolegów nie przyjdzie, bo nie mają palt, albo nie mają zelówek, nie mogą iść po mokrym chodniku. Jeżeli trzeba było jakąś zabawę urządzić i ubrać się, nie mogli przyjść na tę zabawę. Ale z czasem dzięki wysiłkom, dzięki umiejętnościom, dzięki współżyciu i wzajemnej pomocy, pożyczaniu sobie ubrań i części garderoby itd., mogliśmy wspólnie spędzać czas nawzajem wymieniając te dni zabawy lub też inaczej wspólnie się urządzając. Był to okres, w którym ludzie nie żądali od wszystkich pieniędzy, tylko byli szczęśliwi , że mogą uczyć się i że mogą na to sami zarobić. Był to okres, w którym żeby pójść na bal, trzeba było posiadać odpowiednie możliwości finansowe. Trzeba było wypożyczyć garnitur, uszyć suknię. Nie wszyscy mogli się na to zdobyć. Nie było tak łatwo jak dzisiaj ubrać się, tanim kosztem. Dziś paniom wystarczy pół metra materiału na suknię balową, przed wojną trzeba było 3,5 m materiału, ażeby się dostojnie i elegancko ubrać na bal. Piękne czasy, piękna młodość, wspaniali ludzie. Dzięki tym warunkom, dzięki tym potrzebom dnia codziennego powodującym, że ludzie myśleli o sobie nie egoistycznie, albo myśleli o tym, żeby powiększać swoje wiadomości i służyć innym, być pomocnym w przyszłości dla innych, gdzie środki materialne nie były celem, ale były tylko metodą wspomagającą osiągnięcia celów emocjonalnych, jakie każdy student medycyny sobie zakłada. Może moja wypowiedź jest zbyt sentymentalna, może troszkę koloryzuję, ale mówię tak, gdyż tak to wspominam i często ciągle przeżywam.

    Wydaje mi się, że "Historia jednej przyjaźni" nie mogłaby dziś się zdarzyć i nie mogłaby być tak przedstawiona. Tego rodzaju przyjaźń może bowiem powstać tylko między ludźmi wrażliwymi, szlachetnymi, myślącymi i działającymi w oparciu o jednoznaczne kryteria wartości, którzy wkładają w swoją przyjaźń wysiłek dnia codziennego, a nie jednorazowe oświadczenie czy jednorazowy gest. Historia przyjaźni tworzy się powoli, z dnia na dzień, z godziny na godzinę, kiedy to ludzie nabierają do siebie zaufania, szanują się i siebie wspierają. Takimi byli nasi wielcy koledzy, Leon Manteuffel i Stefan Wesołowski.

    Edward Rużyłło

    Powrót do spisu treści

    ZARZĄD STOWARZYSZENIA WYCHOWANKÓW
    WARSZAWSKIEJ MEDYCYNY I FARMACJI

    zawiadamia i zaprasza na

    WALNE ZEBRANIE STOWARZYSZENIA

    które odbędzie się dnia 25.02.1999 r., w sali Domu Medyków, ul. Oczki 5/7

    I termin o godz. 1530 i II termin o godz. 16.00

    Porządek dzienny

  • Otwarcie zebrania
  • Przedstawienie regulaminu obrad
  • Wybór Przewodniczącego i Sekretarza zebrania
  • Odczytanie protokółu z poprzedniego Walnego Zebrania
  • Wybór Komisji: a)Wyborczej, b) Skrutacyjnej, c) Wnioskowej
  • Sprawozdanie ustępującego Zarządu: a) Przewodniczącego, b)Skarbnika
  • Sprawozdanie Komisji Rewizyjnej
  • Dyskusja nad sprawozdaniami
  • Podjęcie uchwały o udzieleniu absolutorium dla ustępującego Zarządu
  • Wybór Przewodniczącego Stowarzyszenia
  • Wybory: a) członków Zarządu, b) członków Komisji Rewizyjnej, c) członków Sądu Koleżeńskiego
  • Dyskusja nad planem pracy i wolne wnioski
  • Ogłoszenie wyników wyborów
  • Podsumowanie zebrania
  • Zakończenie obrad
  • Sekretarz (dr med. Wacława Tarłowska)
    Przewodniczący (dr med. Tadeusz Kocon)

    Powrót do spisu treści