Z Życia
Akademii Medycznej
w Warszawie
Spis treści:
Inauguracja roku akademickiego
jest wielkim świętem uczelni.
Obchodzimy ją niezwykle
uroczyście, jest okazją do spotkania się całej społeczności akademickiej.
Od dziesięciu już lat organizujemy tę uroczystość razem z Uniwersytetem
Warszawskim, podkreślając w ten sposób wspólne korzenie i wspólną tradycję
akademicką. Jesteśmy przekonani, że uda nam się odnaleźć czy stworzyć na
nowo coraz więcej łączących nas przedsięwzięć naukowo-badawczych, dydaktycznych
i organizacyjnych. Nasze propozycje - nasza oferta zwrócona jest również
do Politechniki i innych wyższych uczelni Warszawy. Zacieśniająca się coraz
bardziej współpraca w ramach Konferencji Rektorów w tej kadencji pod przywództwem
JM Rektora Jerzego Woźnickiego w moim przekonaniu dobrze rokuje na wspólne
rozwiązywanie problemów naszych uczelni i dalszy postęp w konsolidacji
środowiska akademickiego stolicy.
Szanowni Państwo, podczas
dzisiejszej uroczystości nowo wybrane władze Uczelni przedstawiają się
społeczeństwu Warszawy i Mazowsza, jak również całej społeczności akademickiej.
Dziękując za okazane nam zaufanie, jesteśmy świadomi trudności, z jakimi
przyjdzie nam się zmierzyć w dążeniu do zachowania dotychczasowego tempa
rozwoju uczelni. Znane nam są oczekiwania naszego środowiska związane z
realiami, wobec niedoinwestowania zarówno nauki, jak i opieki zdrowotnej.
Wbrew wszystkim tym trudnościom mamy głęboką świadomość konieczności
sprostania postawionym nam wyzwaniom.
Rozpoczynamy nowy rok akademicki
i nową kadencję, jako dziesiąte władze rektorskie Akademii Medycznej.
Warto przypomnieć, że pierwszym wybranym w demokratycznych wyborach rektorem
był prof. Jan Nielubowicz, następnie wybraliśmy prof. Bogdana Pruszyńskiego,
Tadeusza Tołłoczko i Andrzeja Górskiego. Dane mi było pracować z Panami
Rektorami i choć nie ośmieliłbym się recenzować ich pracy powtórzę opinię,
że są to ludzie wielkiej osobowości i wielkim zaangażowaniu w sprawy uczelni.
Bezsprzecznie społeczność akademicka powierzająca kolejnym władzom pieczę
nad losami uczelni, ma prawo oczekiwać konsekwencji i skuteczności ich
działania, jak również zachowania ciągłości długofalowych planów uczelni.
Podczas kadencji Jego Magnificencji
Rektora Nielubowicza uczyliśmy się po latach podstaw demokracji, następnie
przyszło nam zdobywać doświadczenie we współpracy z reaktywowanym Samorządem
Lekarskim. W międzyczasie zaznaczył się kolejny kryzys w ochronie zdrowia
i nauce. Za czasów Rektora Tadeusza Tołłoczko za naczelne zadanie uważaliśmy
konieczność zatrzymania w Uczelni za wszelką cenę kadry naukowej, zakładając
optymistycznie, że w końcu nastąpi koniunktura zarówno dla nauki, jak i
ochrony zdrowia. W przemówieniu inauguracyjnym w 1995 r. Rektor powiedział:
Należy powstrzymać kadrę od emigracji zewnętrznej jak i wewnętrznej,
bowiem na przezwyciężenie kryzysu w nauce i na odtworzenie kadry naukowej
pracować musiałyby co najmniej dwa pokolenia. Jak wiemy założenia te udało
się wypełnić. Rektor Górski widział potrzebę rozwoju naukowego, wielu
z nas miało w tych osiągnięciach określony udział. Uczelnia uzyskała niezwykle
wysokie miejsce w rankingu. Pochłonęły nas przygotowania do akredytacji,
a docelowo do wyrównania standardów Unii Europejskiej. Jeszcze przed rokiem
padły z tej katedry przy analogicznej okazji słowa Rektora o wyzwaniu wynikającym
z perspektywy zbliżającego się trzeciego milenium i zjednoczenia z Europą.
Trzy miesiące później wdrożone zostały reformy.
Obecnie wszyscy znów
jesteśmy pełni obaw o losy naszych uczelni.
Wdrożone wielkie reformy naszego Państwa dotyczą również, a może przede
wszystkim uczelni. Większość z nas jest zwolennikami tych reform. Uważamy,
że są one niezbędne, ale mamy zastrzeżenia do ich realizacji. Nasze krytyczne
uwagi wynikają z głębokiej troski o skuteczność reform, ale i o ich koszty
społeczne.
W naszych uczelniach posiadamy
znakomitych specjalistów, zdolnych do stworzenia nie tylko korekt i recenzji,
ale również alternatywnych, szczegółowych rozwiązań w prowadzonych przemianach.
Przykładem niech będą prace spontanicznie podjęte przez środowisko akademickie
nad propozycją ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym.
Na posiedzeniu KRASP-u zgodziliśmy
się przyjąć ministerialny projekt ustawy jako materiał do dyskusji i rzeczowej
krytyki. Senaty większości szkół, w tym naszej akademii, przedłożyły propozycje
zmian. Znając opracowania poszczególnych uczelni można zauważyć ich olbrzymią
zbieżność. Oczekujemy, że zostaną one wzięte pod uwagę w ostatecznym projekcie
ustawy, oczekujemy, że zauważona zostanie problematyka i odrębność niektórych
typów szkół, jak szkoły artystyczne czy medyczne. Szkoła wyższa, aby mogła
w pełni rozwijać swoją działalność dydaktyczną i naukowo-badawczą musi
posiadać odpowiednią bazę. W szkołach medycznych tę bazę stanowią szpitale
kliniczne. Jest to miejsce, w którym nie tylko leczymy chorych, ale też
uczymy studentów i prowadzimy badania naukowe, dlatego bez szpitali wyższe
szkoły medyczne nie mają racji bytu. Korzystne opinie wobec zachodzących
przeobrażeń wygłasza wielu rozgoryczonych kolegów lekarzy, którzy
zawsze byli zwolennikami reform, ale rozczarowała ich realizacja. Niewątpliwie
wiele osób zaangażowanych w restrukturyzację naszej opieki zdrowotnej w
dobrej wierze niezwykle intensywnie pracuje. Środowisko akademickie uczelni
medycznych docenia te wysiłki i wyraża wolę aktywnego współuczestniczenia.
Jestem przekonany, że ten udział środowiska akademickiego jest wręcz wskazany,
można powiedzieć nawet nieodzowny. Powtarzam opinie wygłoszone na posiedzeniach
rad wydziałów i posiedzeniu senatu: reforma opieki zdrowotnej nie ma alternatywy,
ale przeprowadzając ją nie można już zrobić więcej błędów, ponieważ dotyczy
ona najbardziej czułej materii jaką jest opieka nad chorym człowiekiem,
opieka nad starym, niedołężnym człowiekiem, któremu wszystko zawdzięczamy.
Jest nią również zdrowie naszego młodego pokolenia, które przejmie od nas
odpowiedzialność za losy naszego kraju.
Niewątpliwie niepowodzenia
wynikające z wprowadzania reform związane są z brakiem odpowiednio przeszkolonych
kadr. Mamy znakomitych lekarzy, którzy nie zawsze są równie dobrymi ekonomistami,
menadżerami. Reorganizacja zasad działania i finansowania opieki zdrowotnej
stanowi niewątpliwie wyzwania dla wielu z nas, a przede wszystkim dla kadry
kierowniczej zespołów opieki zdrowotnej i wielkich szpitali. Stąd wynikają
specjalne zadania dla uczelni medycznych, na które spada obowiązek szkolenia
tej kadry. Aby podjąć te zadania, pragniemy zwrócić się do specjalistów
Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Głównej Handlowej.
Obok organizacji państwowej
przybył nam ważny partner w postaci władz samorządowych. Pierwsze kontakty
z władzami Województwa Mazowieckiego bardzo optymistycznie nastrajają i
mamy nadzieję na nawiązanie szerokiej współpracy w zakresie potencjalnych
możliwości wszystkich funkcji Wyższej Szkoły Medycznej. Zapewne jednym
z pierwszych wspólnych nowych zadań będzie organizacja Wyższej Medycznej
Szkoły Zawodowej. Oczekujemy także podejmowania wspólnych zadań w ramach
opieki zdrowotnej nad społeczeństwem stolicy i całego Mazowsza. Rola Akademii
Medycznej w tej opiece jest znacząca.
Od kilku miesięcy mamy kolejnego
partnera w postaci Okręgowej Mazowieckiej Kasy Chorych, narzekamy, że trudny
to partner, bo środków posiada zbyt mało i patrzy na ręce, gdy się je wydaje,
ale to chyba trzeba przyjąć za symptom tych czasów i tych reform,
choć mimo woli ciśnie się na usta westchnienie o tempora! o mores.
Pozwolą Państwo, że przytoczę
wypowiedzi niektórych dyrektorów szpitali czy ZOZ-ów. Wpajając nam lekarzom
nowe zasady ekonomiczne wyartykułowali na przykład następujące stwierdzenie:
My bierzemy pod uwagę wyłącznie rachunek ekonomiczny, natomiast dylematy
moralne mogą być udziałem lekarzy. Ja dodałbym, że są one udziałem wyłącznie
lekarzy i innych pracowników medycznych ochrony zdrowia. Ale należy dodać
również, że moralną odpowiedzialność ponoszą przede wszystkim politycy
i to w większym stopniu niż lekarze, przy czym lekarze nie uchylają się
od tej odpowiedzialności, ale jednocześnie głośno wołają, że dysponując
przydzielonymi im środkami nie są w stanie zapełnić pełnej opieki.
Nauczyciele akademiccy,
wykładowcy i profesorowie medycyny wpajają moralne zasady swoim studentom
przez 6 lat niezwykle trudnych studiów, gdyż studia medyczne to nie tylko
rozwijające się nauki o ludzkim ciele i jego funkcjach, lecz także umiejętność
zauważenia chorego, cierpiącego człowieka i umiejętność pochylania się
nad jego nieszczęściem.
Szanowni Państwo, dzisiaj
w tej sali obecni są przedstawiciele I roku wydziałów naszej Akademii,
którym udało się wygrać zmagania o indeks. Kochani, gratuluję
Wam serdecznie tej wygranej i życzę, aby medycyna była w przyszłości nie
tylko waszym zawodem, ale pasją waszego życia. Startujecie w ciekawych
czasach, ale zgrzeszyłby ten, kto powiedziałby, że są to czasy bardzo ciężkie!
Zapytacie dlaczego? Otóż wszystko jest względne i zależy od punktu odniesienia.
Szanowni Państwo, gościmy
dzisiaj na tej uroczystości niezwykłych gości naszych starszych kolegów,
którzy obchodzą w tym roku 60-tą rocznicę swego absolutorium. Ukończyli
studia w 1939 r., w roku wybuchu II wojny światowej. Wyobrażamy sobie,
jakie były ich pierwsze lata po studiach, pierwsze lata w zawodzie lekarza.
Witamy Państwa bardzo serdecznie
i dziękujemy, że jesteście z nami tutaj w 60 lat po zakończeniu studiów.
Gratulujemy Państwu przeogromnych osiągnięć życiowych jako humanistom,
lekarzom i naszym nauczycielom. Dzieło Państwa życia jest dla nas
wszystkich przykładem jak można pozostać w zgodzie z zasadami etyki lekarskiej
i z własnym sumieniem nawet w ekstremalnych warunkach. To był rocznik wybitnych
osobowości, które wpisały się wielkimi osiągnięciami do historii polskiej
i światowej medycyny. W tym gronie znalazło się 20 profesorów medycyny
naszych nauczycieli. Należy do nich Pani Profesor Regina Stańczykowa
pracownik naszej uczelni, były kierownik Zakładu Medycyny Sądowej. Pani
Profesor jest w tej chwili z nami w tej sali. Pani profesor była starościną
kursu oraz animatorką i współautorką spotkań koleżeńskich w ciągu 60 -
lat po ukończeniu studiów. Powinno się też wymienić Pana Profesora Hilarego
Koprowskiego światowej sławy immunologa, twórcę szczepionki przeciwko
chorobie Heinego Medina, wieloletniego dyrektora Instytutu Wistar w Filadelfii,
doktora honoris causa kilku uczelni. Należy do tego grona Profesor Witold
Niepołomski dziekan i wieloletni rektor Śląskiej Akademii Medycznej,
również doktor honoris causa tej uczelni. Do grupy profesorów należą też
między innymi: Nofer, Barcikowski, Suchanek, Semerau-Siemianowski, Mazurek,
Nowkuński, Marzinek i Gromadzki. Wiele osób z tego rocznika oddało swe
życie walcząc w czasie II wojny światowej. Wielu ciężką i ofiarną pracą
spełniło swoje obowiązki lekarskie i obywatelskie. Ci, których los pozostawił
w czasie okupacji w Warszawie brali udział w tajnym nauczaniu medycyny.
Dzisiaj grupa tych, którzy mogli przybyć jest z nami. Są młodzi duchem
i to dla nas wielki zaszczyt, że wspólnie zaśpiewamy Gaudeamus igitur,
wchodząc wspólnie z całą naszą społecznością akademicką w XXI wiek.
Z okazji inauguracji nowego
roku akademickiego życzę wszystkim Państwu wszelkiej pomyślności. Życzenia
te kieruję do studentów Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii i do wszystkich
pracowników obydwu uczelni, a także tych osób, które już ukończyły swoją
pracę zawodową, ale wspierają nas przy każdej okazji. Cieszymy się, że
są z nami podczas uroczystości akademickich Vivat Akademia, Vivant Professores.
Powrót do spisu treści
Ukryte oblicza chirurgii
Wykład inauguracyjny wygłoszony 1.10.1999 na uroczystym otwarciu
roku akademickiego.
Prof. dr hab. Tadeusz Tołłoczko
Nie tak znów bardzo dawno
temu, bo w 1947 roku w przedostatniej gablocie po lewej stronie na
murach przy wejściu na teren Warszawskiego Uniwersytetu dostrzegłem swoje
nazwisko na liście przyjętych na Wydział Lekarski UW. Otrzymany Indeks
z nagłówkiem: Nos Rector et Decanus Universitatis Varsoviensis, Facultatis
Medicinae miał numer Nr 10469.
Akademicka edukacja - oparta
była na wykładach, na które uczęszczali niemal wszyscy. Nie tylko dlatego,
że nie było wówczas podręczników, ale przede wszystkim dlatego, że przedstawiano
tam myśli a nie fakty, których można byłoby nauczyć się z książek.
Wykłady jednak nie stanowiły
dla mnie radykalnego zwrotu w systemie nauczania, bowiem w Kolegium XX
Marianów na Bielanach, do którego uczęszczałem, Nauczyciele, z których
kilku zostało Profesorami Wyższych Uczelni w Polsce, w tym Uniwersytetu
Warszawskiego, prowadzili nauczanie właśnie systemem wykładowym.
W mrocznych czasach
okupacji Księża Marianie w ramach Miejskiej Szkoły Budowy Dróg i Mostów
organizowali tajne nauczanie tajne komplety, które było niezwykłe,
bo opierały się również na wykładach, koncertach, recytacjach zapraszanych
wybitnych osób. Jest to współcześnie nie do pojęcia, ale tego rodzaju nauczanie
było w owych czasach i nielegalne i karalne. Karą był Oświęcim.
Wtedy to, jako młody chłopak
ganiający za piłką - zostałem nawet wbrew swoim chęciom zagoniony na
wykład P. Prof. Stefana Kieniewicza O wartości i rozwoju myśli? (o ile
dobrze pamiętam tytuł).
Okazało się, że był to wykład,
który ukształtował na całe życie tok mego rozumowania, i na tej podstawie
w miarę zdobywanej wiedzy i doświadczenia stawało się dla mnie oczywistością,
że wartość naszego życia, zależy od tego jak je nasza myśl ukształtuje.
Na podstawie tego własnego
doświadczenia wiem jak wielką rolę i znaczenie może mieć wykład i dlatego
pragnę serdecznie podziękować Magnificencjom za zaproszenie mnie do wygłoszenia
inauguracyjnego wykładu na Uniwersytecie Uniwersytecie Warszawskim. Zaszczyt
to niezwykły, a wyróżnienie (użyję historycznego tu wyrażenia) niepospolite.
W życiu to ja miałem niewątpliwe
szczęście do wspaniałych Nauczycieli. W liceum cała nasza klasa matematyczno-fizyczna
uczęszczała na dodatkowe i nieobowiązkowe lekcje polskiego, ze względu
na osobowość P. Prof. Jankowskiego, oraz lekcje łaciny, na których P. Prof.
Sabiłlo mówił do nas po łacinie, i na tekstach łacińskiej klasyki uczył
nas nie tylko języka, ale również odczytywania myśli i podstaw
logiki.
Wyjątkowe wprost szczęście
miałem do nauczycieli akademickich i w kraju i zagranicą. Nad wejściem
do Kliniki P. Prof. J. Nielubowicz umieścił tablicę z napisem: Nil est
in homine bona mente melius. Napis ten nie był tylko ornamentem, ale odzwierciedlał
myśl przewodnią naszej akademickiej i lekarskiej aktywności. Podczas
jednej ze zwykłych, codziennych, przypadkowych rozmów nauczyciela
z uczniem, w okresie gdy wystrzelono pierwszego sputnika (a było to wówczas
wielkie wydarzenie) P. Prof. Nielubowicz powiedział mi: Czy wiesz dlaczego
sputniki latają? - Bo ogrom myśli ludzkiej zawarty został w małej przestrzeni.
Takie codzienne rozmowy i rzucane myśli nie mogły pozostać bez
wpływu na konstrukcję myślową ucznia.
W miarę upływu czasu zrozumiałem
też, że w każdej myśli zawarta jest olbrzymia potencjalna energia, budująca,
lub burząca - twórcza, lub destrukcyjna. Żałować tylko należy, że współcześnie
jakże często myśl i refleksja zastępowane są przez demagogię, podczas gdy
świat należy zapełniać myślami a nie słowami. Vivere est cogitare
(żyć to myśleć).
Człowieku! Gdybyś wiedział,
jaka twoja władza / Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze ....(Mickiewicz).
Liza Minelli śpiewała wprawdzie że: ...the money makes the world go round...
- to jednak już starożytni rzymianie odkryli, że mens agitat molem -
(to myśl porusza ogrom świata.)
Po latach pracy odkryłem
rzecz zupełnie oczywistą, że również ręka chirurga prowadzona jest
jego myślą i że wielkość chirurgii wynika z potęgi myśli - odwagi myślenia,
skojarzonych ze sprawnością działania. Ręka chirurga tak jak ręka artysty,
rzeźbiarza musi być równa wartości jego myśli, bo jedno bez drugiego nie
ma w chirurgii wartości (Paul Valery).
Odkryłem też, sprawdzającą
się w życiu i chirurgii oczywistą prawdę, że nie ma nic bardziej praktycznego
niż dobra teoria.
Przed rokiem mieliśmy okazję
wysłuchać pięknego inauguracyjnego wykładu P. Prof. Marka Demiańskiego
o przestworzach o makrokosmosie. Tym razem to ja poczułem się prochem
i niczem, ale uprzytomniłem sobie, że przecież ja sam też jestem
mikrokosmosem.
Co będzie przedmiotem mego
wykładu? Jeżeli od chirurgii klinicznej odejmiemy to, co jest treścią
chirurgii weterynaryjnej, to właśnie w pozostałej przestrzeni
znajdzie się treść mego wykładu. Życiorys chirurga to historia triumfów
i radości, - ale też i klęsk, osiągnięć, sukcesów - ale też niemożności
i bezradności. A my sprostać musimy jednak i klęskom i zwycięstwom.
My chirurdzy posiadamy jednak
wyjątkową możliwość zaglądnięcia w zakamarki ludzkiego jestestwa
w sytuacjach, gdy życie staje się pozbawione masek i póz, za jakimi zwykle
ukrywa się człowiek. Można choremu powiedzieć proszę się rozebrać ale
niezwykle trudno jest spowodować, by zdjął maskę zakrywającą jego
osobowość, jego przeżycia, emocje i myśli .
I te właśnie oblicza chirurgii
pragnąłbym Państwu odsłonić. A są to oblicza ukryte, bowiem żadna kamera
telewizyjna nie jest w stanie ich ukazać. Oblicza ukryte - bo każdy
chory ma własny zamek do swej osobowości, a my lekarze znajdujemy
tylko nie zawsze dobrze dopasowane wytrychy.
Proszę jednak nie oczekiwać,
że powiem o Ukrytych obliczach chirurgów. Chirurgia bowiem to nie
tylko zawód, ale również cecha charakteru. Tak czy inaczej jednak Nemo
chirurgus sine psychologus.
Tak więc współautorami mojego
wykładu są chorzy. Prosiłbym ich cytowane wypowiedzi potraktować
nie tylko jako opowiadanie, któremu scenariusz napisało życie, ale jako
odpowiadanie na dręczące ludzi pytania w sytuacjach krańcowych - zagrożenia
życia. W tych wypowiedziach chorych prosiłbym też ujrzeć doniosłość rzeczy
pozornie nieważnych, mało znaczących, może niekiedy nawet śmiesznych.
Chodzi tu bowiem o myśl
odnoszącą się do problemów życia, zdrowia i śmierci - a więc problemów,
które z pewnością staną się również udziałem każdego z nas
wszystkich nieuchronnie, bezdyskusyjnie i nieodwołalnie.
Miałem do czynienia jako
chorymi z Profesorami Uniwersytetu, ludźmi prostymi, analfabetami, duchownymi,
przestępcami, i córami rodzimego Koryntu, starymi i młodymi, a podczas
Powstania Warszawskiego jako sanitariusz również z rannym żołnierzem niemieckim
wtedy to zresztą postanowiłem zostać chirurgiem.
Jeśli zgodnie z myślą Konfucjusza
wybierzesz pracę jaką lubisz, to nie będziesz musiał pracować - to biorąc
ten tylko aspekt pod uwagę mogę powiedzieć, że ja w życiu tak wiele
to się nie napracowałem ale z pewnością wiele się nauczyłem.
Prosiłbym zwrócić też uwagę,
że cytowane wypowiedzi chorych są z jednej strony całkowicie pozbawione
abstrakcji, ale też równocześnie nie znajdziemy w nich ani kiczu, ani też
banału. Poza tym rozmowy z chorymi pozwalają dostrzec i własne
rozterki i zmuszają również do dialogu z sobą samym. Tak więc rozmowy te
w sposób zupełnie szczególny wzbogacały i mnie, bo zgodnie z wykładem
P. Prof. Kieniewicza w każdej wypowiedzi trzeba i chcieć i umieć, odnaleźć
i odczytać głęboki sens i treść.
SAMOTNOŚĆ
Zdrowie dla wszystkich
do 2000 roku - było to motto WHO określające w 1977 r. roku zarówno cel,
kierunek działania, jak i termin jego realizacji. Od tego momentu
minęło dokładnie 22 lata, a pozostało tylko 3 miesiące. Wyeliminowanych
zostało szereg śmiertelnych chorób zakaźnych. Równocześnie wchodzimy w
Nowe Milenium z bardzo bolesną i najstarszą chorobą świata
jaką jest ..... samotność. Rzadko jesteśmy sami jest nas przecież prawie
8 miliardów, ale jakże często bywamy samotni. Blisko siebie, ale obok i
często nie mamy sobie nic do przekazania, poza wzajemnymi animozjami.
Pan Bóg stworzył Ewę, ażeby
Adam nie był samotny. Samotność to były pierwsze słowa Boga, które nie
wiązały się z dobrem i stwarzaniem świata. W Wielkiej Improwizacji Konrad
mówi; Samotność! cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi? gdzie człowiek,
co z mej pieśni cały sens wysłucha.... Tu ujawnia się oblicze samotności.
Są różne rodzaje samotności:
metafizyczna, etyczna, egzystencjalna, emocjonalna, socjalna, kulturowa,
towarzyska itp. Nawet będąc w tłumie można czuć się samotnym, wyizolowanym.
Dla jednych jest to samotność długodystansowca - dla innych krótkodystansowca.
Nie jest to na ogół choroba śmiertelna, ale niezwykle bolesna.
Tragedia jednak rozpoczyna
się zwłaszcza wówczas, gdy samotność łączy się z cierpieniem fizycznym
- somatyczną chorobą. Samotność absolutna istnieje w wielkim cierpieniu.
Nawet Bóg, który stał się człowiekiem w obliczu śmierci czuł się
opuszczony - osamotniony wołając na krzyżu Eli, Eli
lama sabachtani.
Niestety jednak ludzie,
my wszyscy często również samotni nie posiadamy rozwiniętych receptorów
na cudze poczucie samotności. Często boimy się samotności, bo stajemy
jak przed lustrem twarzą w twarz ze sobą samym, bo samotność zmusza
nas do rachunku sumienia.
A różne są oblicza samotności.
Można jednak w sposób pośredni przekonać się o cudzej samotności. Pamiętam
jak na obchodzie powiedziałem jednej starszej chorej: - mam dla Pani radosną
wiadomość - podejrzenie nowotworu nie potwierdziło się. A więc jest Pani
zdrowa. Oczekiwałem - radosnej reakcji. Nie było. A czy ja
mogę zostać w szpitalu ? spytała chora. No tak, ale jak długo chciałaby
Pani pozostać jeszcze w szpitalu - spytałem. Po chwili wahania przyciszonym
głosem odpowiedziała: To niech mnie Pan zoperuje. - Nie ma żadnych wskazań
do operacji nie ma na co być operowanym. To wszystko jedno na co.
Od czasu Powstania Warszawskiego, kiedy mąż i dzieci zginęli, w domu jestem
zupełnie sama, a w miarę jak staje się bardziej niedołężna, to staje się
też bardziej samotna.
Okazuje się, że w szpitalu
chora nie czuła się samotna, pomimo opieki przypadkowo przecież zmieniających
się ludzi.
Można jednak być samotnym,
ale nie osamotnionym. Przywieziono niegdyś chorą ze śmiertelną niemal wówczas
chorobą pękniętym tętniakiem aorty. Po operacji, przez kilka dni otrzymywałem
telefony: z różnych ministerstw, urzędów, z kraju i zagranicy. Dowiedziałem
się, że dwóch synów idących na ochotnika podczas Powstania Warszawskiego
na bardzo ryzykowną akcję powiedziało do przyjaciół: jeśli zginiemy, to
musicie zaopiekować się naszymi rodzicami.
Samotność może być też
ceną wielkości. Z tego powodu jakże samotnym i osamotnionym był Norwid.
Ale - Samotność mędrców czyni - czytamy w Prologu z Dziadów
Mickiewicza.
Najbardziej precyzyjne pojęcie
samotności podał Prof. Władysław Tatarkiewicz Samotność jest przyjemnością
dla tych, którzy jej pragną i męką dla tych, co są do niej zmuszeni.
Mówi się, że samotność
zupełna, absolutna nigdy się nie zdarza. Ale czy można być bardziej
samotnym niż chory, który mi powiedział: Panie doktorze! Ja już nawet
sam sobie nie jestem potrzebny. Odebrałem to jako głębię,
otchłań, czeluść samotności samotności od i do samego wnętrza
osobowości chorego. Chory ten nie mógł znaleźć pocieszenia pokrzepienia,
pociechy, nadziei nie tylko w drugim człowieku, ale i w sobie samym.
CIERPIENIE
Chciałbym Państwu przedstawić
jak ja sam dojrzewałem w moim osobistym spojrzeniu na cierpienie.
Kiedy uczęszczałem do szkoły podstawowej po raz pierwszy usłyszałem
o cierpieniu Hioba. Byłem przerażony. Hiob jednak nie stracił wiary w sprawiedliwość
boską, za co został później wynagrodzony. Hiob pozostał symbolem
cierpliwości w cierpieniu.
W wieku młodzieńczym zrozumiałem
na czym polegały Cierpienia młodego Wertera
Jeszcze później pojąłem
co znaczą męki Tantala syna Zeusa przykutego do skały i cierpiącego
z powodu głodu i pragnienia w pobliżu wody i owoców - a więc tak jak w
życiu, gdy cel zdawałoby się jest w zasięgu ręki, ale staje się z
rożnych przyczyn mimo to nieosiągalny.
Zdałem też sobie sprawę
z cierpień Prometeusza skazanego na wyszarpywanie przez orły wciąż odrastającej
wątroby za kradzież tajemnic natury. Taki właśnie jest los prawdziwego
naukowca, borykającego się z odkrywaniem tajemnic natury. Prometeusz
w końcu został jednak uwolniony przez Heraklesa.
Czy cierpienie musi być
tylko duchowe, a ból tylko cielesny? W szpitalu mówi się, że chory jest
cierpiący, bo ma bóle. Można jednak cierpieć głód, ale też mieć bóle
głodowe.
Do odczuwania bólu potrzebna
jest świadomość. Cierpienie może być jednak bezbolesne. nawet nie uświadamiane.
Można bowiem cierpieć na zanik pamięci.
Cierpienie może być też
bardzo bolesne i można cierpieć na bardzo bolesny brak pieniędzy- zwłaszcza
chroniczny.
Kiedyś, podczas rannego
obchodu rutynowo spytałem chorego. Jak się Pan czuje? - Cierpię.....
Cierpię więc..... jeszcze jestem. Chory ten potraktował więc cierpienie
jako z natury rzeczy nieodłączny element ludzkiego losu.
Cierpienie może być warunkiem
konstruktywnego działania. Znana dewiza stoicka mówi Sustine et abstine
cierp i panuj nad sobą.
Cierpienie ma też i swoją
wartość - problem akceptacji bólu i wartości cierpienia zawarta jest w
Encyklice JPII Salvifici Doloris. Ból wcale nie dowodzi absurdu egzystencji,
ale może być wyrazem sensu, bo to, czy i
co człowiek zyskuje się z cierpienia, zależy od tego,
jak na nie zareaguje. A to, jak zareaguje na cierpienie, zależy od
perspektywy, z jakiej to cierpienie ocenia.
Głęboko, bardzo głęboko
wyraził to Norwid: "Hieroglif cierpienia, na ziemi niepojęty, zrozumialszy
w niebie. Oznacza to, że należy starać się dotrzeć do tego,
co jest za horyzontem. A przynajmniej wybiegać myślą poza horyzont.
Cierpienie nie jest pojęciem
intelektualnym, ale może prowokować, sprowadzać myśl i refleksję.
Może bowiem prowokować do postawienia sobie pytania - dlaczego?
Ból może też być objawem
korzystnym. Jakże często ból informuje, a nawet ostrzega przed rozwijająca
się chorobą. Problem nowotworów byłby łatwiejszy do opanowania, gdyby pierwsza
powstała komórka rakowa wywoływała ból.
W Klinice używane jest pojecie
czasu dodanego. Czas dodany to czas miedzy zgonem chorego przy naturalnym
przebiegu choroby, a odroczonym czasem zgonu po zastosowaniu leczenia paliatywnego.
Chorzy mówią, że żyją na kredyt, lub określają to jako dni darowane.
Operowałem chorego znanego
wówczas i rokującego wielka naukową karierę docenta matematyki. Wykonałem
właśnie operacje paliatywną. On i ja byliśmy świadomi jego śmiertelnej
choroby. Ale ja zdążyłem jeszcze się z nim zaprzyjaźnić. Zaprzyjaźnić z
człowiekiem świadomym swej śmiertelnej choroby zaprzyjaźnić w okresie
i na okres właśnie tych dni darowanych. Tu nasuwa się cytat z wiersza Ks.
Jana Twardowskiego: Spieszmy się kochać Ludzi, Bo tak szybko odchodzą.
W ramach przyjacielskich
już rozmów powiedział mi kiedyś: Słuchaj - czuję się jak skazaniec. Dzięki
operacji, którą wykonałeś uzyskałem tylko czasowe odroczenie
wyroku. Wyroku czy kary? Wynik operacji (paliatywnej) i ten czas dodany
nie jest przecież wyrazem aktu łaski.
Podczas jednej z wielu rozmów,
które stanowiły tematyczną ciągłość stwierdził: ...przecież nikt się mnie
nie pytał czy chcę żyć, - dlaczego miałby się pytać, czy chcę umierać.
Kiedyś przytoczył mi też wypowiedź Einsteina. Chcę wiedzieć, co myślał
Pan Bóg stwarzając świat reszta to szczegóły. Innym razem sformułował
pytanie: Dlaczego sens życia jest tajemnicą. Ale też - Jaki jest
sens tej tajemnicy. Przedmiotem jego udręki był i Lęk i Sens a właściwie
to lęk o sens - strach przed własnym nieistnieniem. Wkrótce jednak
powiedział mi: Czy ja, który zaistniałem mogę przestać być i stać
się absolutnym niebytem? - Dochodzę jednak do wniosku, że gdyby moje istnienie
tak nagle zapadło się w niebyt, to dopiero to - zupełnie
nie miałoby sensu. To byłby czysty Nonsens.
Pod koniec tego dodanego
mu czasu rozterki filozoficzne zastąpione zostały przez wartości
religijne. Były one rezultatem jego bitwy z myślami. Lęk pokonał przy pomocy
wiary.
Po latach, z okazji zjazdu
Bielańczyków, opowiedziałem tę wymianę myśli memu gimnazjalnemu
koledze księdzu, który w dyskusji przytoczył słowa Ojca Świętego
na Placu Zwycięstwa, że: "bez Chrystusa człowiek nie jest w stanie do końca
zrozumieć samego siebie".
Ale te dwa pytania najpierw
nas wspólnie, a potem mnie samego nurtowały. Dlaczego sens jest tajemnicą?
Jaki jest sens tej tajemnicy? Ale, czy zawsze to czego nie możemy zrozumieć
jest tajemnicą. A poza tym przecież my wszyscy dużo więcej wiemy niż rozumiemy.
I nas to nie dziwi. Z kolei - Niewiedza jest siłą! Niekiedy bardzo
agresywną i bezwzględną. (Orwell ). A tajemnica to przecież nie zagadka.
Tak naprawdę, to my najwyraźniej widzimy tylko swoje złudzenia i wyobrażenia,
a dramat rozumu polega na tym, że ulega on złudzeniom. A ponadto
jak rozpoznać: Mądrość kłamstwa / kłamstwo - wiedzy i błyskotność
/ formalizm prawdy - wewnętrzną bezistotność. ( Norwid)
Najpiękniejsze spotkania,
w jakich uczestniczyłem to były spotkania Rektorów Uczelni warszawskich.
Podczas dyskusji o kulturze życia akademickiego padło zdanie: Jedna jest
tylko rzecz ważna w sztuce, to jest ta, której nie można wytłumaczyć.
No dobrze, ale czy tylko w sztuce? A w życiu?
Jakże głęboko problem nieistnienia
wyraził w jednym z wierszy Czesław Miłosz: ...Czyż nie ulegałeś/
Słodkim pokusom ulgi w nieistnieniu/ Ucieczki w nicość? Gdyby nawet
prawdą / Było, że z marzeń naszego gatunku / zostanie ogromny śmiech pustki/
A my jesteśmy oddzielne nicoście.
Inny aspekt sensu.
Jednym z przedmiotów mych chirurgicznych szczególnych zainteresowań było
operacyjne leczenie chorych z rakiem przełyku. Pamiętam chorego rodem z
Wilna, z rakiem przełyku. Wytłumaczyłem mu na czym polega operacja - na
otwarciu jamy brzusznej, klatki piersiowej i przemieszczeniu żołądka
na szyję. Wyjaśniłem, że operacja wiąże się jednak z pewnym ryzykiem
i że po operacji musi prowadzić bardzo oszczędzający tryb życia. To znaczy
się, że w życiu nie będą miał nic innego do roboty tylko żyć. A to nie
miałoby sensu. Trzeba żyć, a nie tylko istnieć. A ja tylko kiedy pracuję
i tworzę to czuję że żyję. Po chwili refleksji dodał: Ale, ale... Panie
Docencie, ja tego zupełnie nie przewiduję, ale gdybym tak przypadkiem umarł,
to proszę pamiętać, że nie zgadzałem się na żadną sekcję.
W procesie leczenia należy,
zrozumieć nie tylko istotę choroby, - nie tylko chorego, ale i jego stosunek
do choroby i do życia.
Jeden z chorych pochodzący
tak jak moi rodzice Z Nad Niemna i urodzony tak jak mój Ojciec w
Eysymontach Wielkich (dlatego mówił mi po imieniu) widząc już nie
tylko walkę o jego życie, ale walkę ze śmiercią powiedział mi : Tadzik,
tak ty to już i zostaw - Ja już życia się najadłem.... aż nadto.
Bardzo ciekawe było skojarzenie z jedzeniem, bowiem chory ten wg słów Broniewskiego
..tam gdzie zima, Kolyma..., przez wiele, wiele lat w charakterze
zwierzęcia do pracy w kopalni, był odzwyczajany od jedzenia.
Przed kilku laty odwiedziłem
żyjącego właśnie Nad Niemnem mego 96-letniego stryja. Stryjku, a co ze
Stasiem (synem)? - Zmarło mu się, zmarło.- A na co Staś umarł. - Widzisz,
Tak prawdę powiedziawszy to ja nawet i nie wiem, ale widzisz Przyroda
jego była słaba. Dziś powiedzielibyśmy, że był źle genetycznie zaprogramowany.
Obcując tak na co dzień
ze śmiercią łatwo spostrzec, że jakże często współcześnie śmierć traktuje
się tylko jako błąd techniczny ku zawodowej uciesze ludzi z tego żyjących.
Jednak za nieszczęście, za śmierć ktoś musi być winien. Pan Bóg? Los? Przypadkowy
układ genów - są nieosiągalni. Trudno więc w stosunku do nich skierować
akt oskarżenia. Pod ręką jest lekarz.
Ale w związku ze śmiercią
nasuwa się refleksja i obserwacja, że w tym zimnym współczesnym świecie
jakże często wiadomość o śmierci ma tylko wartość informacji: że zwolniło
się miejsce, że jest etat, stanowisko do obsadzenia. Ważne jest przecież
w życiu nie to kto odchodzi, ale kto przychodzi może ja?
RZECZYWISTOŚĆ
Myśl nie może zamykać się
na rzeczywistość. Przez wieki lekarzami byli kapłani. Stąd jeszcze dziś
oczekujemy cudów. Potem lekarze byli powiernikami nie tylko spraw
ciała, ale powiernikami finansowymi i powiernikami serca. Powiernictwo
finansowe odpadło z tytułu pauperyzacji stanu lekarskiego. Rolę powierników
serca przejęły zaś poradnie seksuologiczne.
Lekarze pozostali jednak
powiernikami codziennych kłopotów. Dlatego chorzy bardzo często i to zupełnie
spontanicznie wyrażają swoje niezwykle krytyczne opinie o,
rzeczywistości kreowanej przez politykę i polityków. Chorzy to wysoce wyselekcjonowana
grupa z populacji całej społeczności, ale sami tworzą bardzo istotną populację.
Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że rzeczywistość chorych jest zawsze
bardzo subiektywna.
Niestety w odniesieniu do polityki i polityków część wypowiedzi chorych
muszę ocenzurować, ponieważ są zbyt soczyste, zbyt obrazowe, zbyt dosadne
i niekiedy zbyt przejrzyście prawdziwe. Te ich oryginalne myśli i
opinie sformułuję sam.
Chorzy są w zasadzie apolityczni,
a nawet antypolityczni. Chorych bowiem nie obchodzi, czy politycy
chcą sobie skręcić w lewo czy prawo, czy też chcą coś skręcić w lewo czy
prawo i jaki w danej chwili ma obowiązywać dogmat ekonomiczny, ale
też zupełnie nie wierzą w szantaż braku alternatywy.
Chory, którego nie było
stać na wykupienie lekarstwa powiedział mi: Miało być sprawiedliwie
przedtem. Miało być sprawiedliwie potem. No i co? Zamieniono tylko
dyskryminację, polityczną na finansową. Jedna i druga wiąże się z pogardą
do człowieka. Ta druga nawet dużo bardziej. W tym świecie wolnego
rynku i bezwzględnej konkurencji to ja tak żyję w granicach między
lekceważeniem a pogardą.
Chorzy wcale nie chcą, aby
kapitaliści byli biedni. Chorzy sprawiedliwość społeczną rozumieją jako
stworzenie jednakowych szans na możliwość leczenia i wyleczenia. Chorym
wcale nie chodzi o równość żołądków - to slogan sprowadzający rzeczywisty
problem biedy do absurdu, który przez to łatwo jest wyśmiać i wykazać jego
niedorzeczność. Kamuflując przez to tylko interes własny. Chorym
chodzi o to, aby nierówności były sprawiedliwe.
Inni chorzy mówili
mi: Widzi Pan, w państwie prawa, zgodnie z prawem nie stać mnie
na wykonanie badań we właściwym terminie, choć jest podejrzenie raka, a
nie stać mnie na badania tylko dlatego, że kiedyś, kiedy pracowałem
uwierzyłem w wartość dobra wspólnego a teraz okazuje się, że nie wiadomo
co to jest? Przecież ludzie organizują się w państwo, ze względu na dobro
wspólne, a nie bogactwo poszczególnych ekip mieniących się elitami. A poza
tym, gdybym niegdyś głosił i zmuszał do wierzenia, że w miarę rozwoju
ludzkości w przyszłości w ogóle pieniędzy nie będzie, to dziś miałbym ich
dużo więcej,
Przypomniał mi się egzamin
z filozofii do doktoratu z chirurgii i otrzymane pytanie dot. marksistowskiej
teorii rozwoju społecznego i o roli pieniądza w rozwiniętych społeczeństwach.
Jak odpowiedziałem to wiadomo bo egzamin zdałem.
W szpitalach leczymy
wielu ludzi bezdomnych. Wyrasta przed nami rzeczywisty i moralny dylemat,
bowiem nie ma dokąd takiego chorego wypisać, a wielu z nich wymaga jeszcze
dalszej pozaszpitalnej opieki. Dokonując wypisu takich chorych zawsze nasuwało
mi się pytanie, czy w wolnym kraju człowiek bezdomny, bezrobotny i w ogóle
biedny (jakże często nie z własnej winy) jest rzeczywiście człowiekiem
wolnym?
Po tych i wielu innych nie
cytowanych tu wypowiedziach ludzi biednych i chorych ja sam zrozumiałem,
że: Ubóstwo - nie zawsze jest wyrazem życiowego nieszczęścia, ale pod warunkiem,
że nie wiąże się z degradacją, upokorzeniem człowieka przez
los i ludzi i jeśli się nie wiąże z brakiem życiowej perspektywy.
Jeśli ludzie nie mają możliwości
żyć wygodnie to niech chociaż żyją przynajmniej godnie.
Jednemu bardzo narzekającemu
choremu powiedziałem: No wie Pan jest nadzieja, że jak poprawi się sytuacja
ekonomiczna, to..... - Wiem, wiem, przerwał mi chory, że statystyki
są coraz lepsze, bo choć stajemy się kolejno orłami, lwami i tygrysami
ekonomicznymi to ......tak naprawdę jedyna nadzieja, jaka mi pozostaje
to nadzieja.... na odpuszczenie grzechów. Statystyki nie są głodne i
dodał: urzędowi statystycy też zapewne nie.
W całym swoim życiu piastowałem
szereg odpowiedzialnych i bardzo nawet prestiżowych stanowisk. Przez dwa
lata byłem Prezydentem i przez 10 lat członkiem Executive Committee Światowej
Federacji Szpitalnictwa, wybranym przez delegatów z przeszło 90 krajów,
a kandydować mogłem tylko dlatego, że Federacja była organizacja pozarządową,
toteż władze nie były w stanie odrzucić mojej kandydatury i wydelegować
kandydata oczywiście lepszego.
Wszystkie stanowiska
jakie piastowałem pochodziły z wyboru, a nie z powołania przez władze państwowe.
Przez władze państwowe powołany zostałem tylko raz jeden - do wojska -
ale za to na lat 6 w wyniku wyjątkowo superselektywnego doboru. Dziś
jednak kiedy przejeżdżam koło miejsca mego dawnego postoju, myślę sobie,
że i tutaj cząstkem mej duszy zostawił.
Ciekawi ludzie, jakich w
wojsku spotkałem to niewątpliwie oficerowie frontowi, którzy przeszli
bojowy szlak od Lenino do Berlina. Mieli zupełnie odmienne spojrzenie na
życie. Byli świadomi, że śmierć ich nie tyle ominęła, co po prostu przeoczyła.
Może właśnie dlatego, na moim poziomie presja polityczna, w
wojsku była śladowa w stosunku do innych instytucji życia państwowego,
w których pracownicy - nawet naukowi - wielokrotnie nie zgadzali się z
własnymi poglądami.
Po manewrach, podczas których
jako chirurg pełniłem funkcję D-cy Szpitala Polowego Brygady Ochrony Rządu
zdawałem raport generałowi, który właśnie przeszedł wojenny
szlak od Lenino do Berlina. Przedstawiłem braki wymagające uzupełnienia.
Adiutantowi kazał zanotować, a mnie powiedział: Majorze! A wam to powiem,
że w tej jednostce straty są, albo totalne, albo żadne. No więc nie macie
się czego tak bardzo denerwować. Jeden ze znanych niegdyś byłych pracowników
używając orwelowskiego języka - Ministerstwa Wzajemnej Miłości leżąc
w szpitalu już bez władzy, jako chory ku memu wielkiemu zdziwieniu
rozpoznał mnie z jakiegoś odpryskowego procesu. Może dlatego, że zostałem
zwolniony. Byliśmy więc znajomymi. Chętnie więc i często choć przelotnie
rozmawialiśmy. Początkowo obawiałem się, że rozmowa przyjmie charakter
przesłuchania. Podczas jednej z ciekawych rozmów powiedział mi ...byłem
na wozie, byłem pod wozem i byłem nawozem. W kontekście całej rozmowy
stwierdzenie to miało charakter raczej intelektualnego wyznania
życiowego prawa, wynikającego z własnego doświadczenia. To nie była próba
tłumaczenia się, czy wyjaśniania przeszłości.
Przywieziono kiedyś w pełnym
odurzeniu alkoholowym pobudzoną ruchowo i słownie córę warszawskiego
Koryntu. Opluwała nas słownie i dosłownie i to bardzo obficie. W pewnym
momencie trzymający ją za ręce sanitariusz nie wytrzymał i powiedział:
Uspokój się Ty K...oryntianko jedna. Tylko nie Ty odpowiedziała.
Pomyślałem wówczas, że nawet u ludzi upokorzonych przez życie, żyjących
poniżej godności istoty ludzkiej, żyjących na samym dnie ludzkiego padołu,
kołacze się gdzieś poczucie godności własnej.
NADZIEJA
Szpital to nie tylko miejsce
cierpienia i bólu, ale i nadziei - tych spełnionych i nie spełnionych.
Dum spiramus speramus co przetłumaczyłbym jako: niech żywi nie trącą
nadziei. W nadziei zawarta jest ukryta energia działania. Ale ceną,
jaką się płaci za zawiedzione nadzieje jest rzeczywistość. Oto jak
nas biednych ludzi rzeczywistość ze snu budzi.
Kiedyś poinformowałem chorego,
że są przeciwwskazania do wykonania radykalnej resekcji i że zastosowane
zostanie leczenie zachowawcze. Chory zrozumiał, że nowotwór już jest nie
operacyjny. Powiedział: Rozumiem, że jedynym lekarstwem, jakie mi tak
naprawdę pozostaje to jest tylko nadzieja. To znaczy, że muszę łudzić się
nadzieją. Ciekawe, że nadzieję chory określił tu jako lekarstwo, pomimo
że łudził się on tylko nadzieją. Dlatego w tej jego nadziei zawarta jest
jednak gorycz rezygnacji, zwątpienia, życiowej kapitulacji.
Mąż jednej z operowanych
chorych na tarczycę pomimo wyniku badania histologicznego wskazującego,
że usunięty guz ma charakter łagodny wielokrotnie zadawał mi pytanie ....Czy
to nie może być pomyłka? Czy wynik nie może być fałszywie negatywny? Zmęczony
jego krańcowo defetystycznym, fatalistycznym usposobieniem
i uporczywym poczuciem klęski, żeby zakończyć taki tok rozumowanie
powiedziałem: Niech żywi nie tracą nadziei ....... że kiedyś umrą - dopowiedział.
W języku greckim słowo elpis
- nadzieja - może oznaczać wszelkie oczekiwanie, nawet rzeczy złych. Dyżur.
Telefon. Czy to Szpital. Tak - Czy rozmawiam z lekarzeM - tak - Panie
Doktorze, czy ten a ten chory jeszcze żyje? - Przepraszam, ale kim
Pani jest dla chorego? - ........ Córką. - Niestety stan chorego jest bardzo
ciężki,... powiedziałbym krytyczny. - Aha! No dobrze. No to zadzwonię jeszcze
raz.
Na łóżku jednego chorego
zobaczyłem publikację z tekstem Encykliki Ojca Świętego Przekroczyć
próg nadziei. Rozwinęła się rozmowa podczas której padło pytanie:
No dobrze, ale jak odnaleźć ten próg? Trzeba go najpierw odnaleźć, żeby
go przekroczyć. - W tej encyklice jest na to pytanie odpowiedź zawarta
w cytacie Norwida. Nadzieja jest z prawdy. Chodzi o blask prawdy (veritatis
splendor).
W ochronie zdrowia z rzeczywistością
ściśle skojarzona była nadzieja. W ramach reformy odejść będą musieli najsłabsi,
niezaradni i najmniej sprawni. Takie jest założenie. Z tą nadzieją związane
są jednak obawy, że odejdą najsłabsi nie w umiejętnościach i chęci opieki
nad chorymi, ale najsłabsi w wolnej amerykance i zapasach o stanowiska
i wynagrodzenia. Lekarze, których życiową pasją jest realizacja powołania
i poświecenie w stosunku do chorych, pierwsi zostaną przez prawa konkurencji
poświęceni jako najmniej zaradni i najmniej sprawni w zmaganiach
o finansowy sukces i kariery, pomimo że są najlepsi w opiece nad chorymi.
Ale, cytując słowa Św. Pawła z listu do Rzymian: Contra
spem spero - co przetłumaczyłbym jako oj nie traćwa nadziei bo pozostają
jeszcze wiara, nadzieja i miłość.
Przed pól wiekiem, gdym
był młodym człowiekiem.... na pierwszym roku studiów na egzaminie
z fizyki P. Prof. Kapuściński nie kazał mi wyklepać z pamięci brzmienia
niektórych praw fizyki, ale zadał mi pytanie: kiedy drugie prawo
Newtona staje się przyczyną nieszczęść, oraz ..dlaczego Pan mając temperaturę
36.6 wchodząc do łazienki również o temperaturze 36,6 może się poruszać.
Zgodnie z prawem termodynamiki nie ma różnicy temperatur miedzy kotłem
a chłodnicą, nie ma przepływu ciepła - a więc nie powinien Pan
wykonać żadnego ruchu. Odpowiedź: bo człowiek nie jest maszyną cieplną
uznana została za dostateczną.
Dziś, ponieważ wiem:
Bo człowiek.........
Zakończę ostatni w XX wieku
wykład inauguracyjny na naszym Uniwersytecie parafrazą wypowiedzi
Wójta z Chłopów:
BO CZŁOWIEK - TO MISTERIUM.
JA CHIRURG WAM TO MÓWIĘ.
Powrót do spisu treści
Spotkania koleżeńskie absolwentów
Andrzej Piętka, Regina Stańczykowa
W sierpniu 1958 r. podczas
spotkania towarzyskiego kilkunastu kolegów z lat studiów 1934-1939 powstała
myśl okresowego organizowania liczniejszych spotkań naszego rocznika.
W czasie tego spotkania
Mieczysław Piotrowski udostępnił nam wykaz studentów naszego rocznika,
który znajdował się we wrześniu 1939 roku na drzwiach Dziekanatu Wydziału
Lekarskiego Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie.
Kol. Andrzej Piętka poprosił
gospodynię spotkania Reginę Walentynowicz-Stańczykową o prześcieradło
i zaproponował, aby w jednym z jego rogów podpisali się obecni na spotkaniu;
założeniem pomysłodawcy było wyhaftowanie podpisów barwnymi nićmi, a przy
okazji organizowanych następnie spotkań obecni będą się podpisywali....
Miałby to być pamiętnik naszych koleżeńskich spotkań.
Wyłoniono również komitet
organizacyjny przyszłych spotkań. Weszli do niego: kol. Andrzej Piętka,
Mieczysław Piotrowski, Zaira Połtorzycka-Przeradzka, Tadeusz Rożniatowski,
Jerzy Suchanek, Regina Walentynowicz-Stańczykowa.
W roku 1977, wobec odejścia
kolegów: T. Rożniatowskiego i M. Piotrowskiego zaproszono do Komitetu Kolegów
Jana Glińskiego i Władysława Popkowskiego. Okresami współpracowali Wanda
i Mirosław Ornowscy.
Zbliżał się rok 1959 XX rocznica naszego absolutorium. Uzyskaliśmy
zgodę Władz Miasta (załatwił ją kol. Jerzy Suchanek) na zorganizowanie
I zjazdu Koleżeńskiego. W liście wysłanym do naszych kolegów zredagowanym
przez kol. Andrzeja Piętkę było wyjaśnienie celu spotkania: W ciągu minionych
lat wielu spośród nas straciło lub rozluźniło kontakty, a obecnie
organizując spotkanie, chcielibyśmy zbliżyć się ponownie, wspomnieć wspólnie
przeżyte lata studiów, podzielić się przeżyciami z okresu wojny. Sekretariat
Zjazdu, gdzie należało kierować korespondencję mieścił się w Zakładzie
Anatomii Patologicznej w Warszawie ul. Chałubińskiego 5 (Regina Stańczykowa).
Posypały się listy z aprobatą
pomysłu i zgłoszeniami uczestnictwa w Zjeździe.
W maju 1959 r. spotkaliśmy
się w Anatomicum. Przybyli również zaproszeni przez nas Profesorowie: Prof.
Adam Czyżewicz, Franciszek Czubalski, Stefania Chodakowska, Janina Dąbrowska,
Ludwik Paszkiewicz, Franciszek Venulet, Mieczysław Michałowicz. Przedstawiono
obecnym listę Profesorów i Kolegów, którzy wojny nie przeżyli. Chwilą zadumy
uczczono ich pamięć.
Przemawiali Profesorowie,
nasi drodzy Goście, a prof. Ludwik Paszkiewicz zachęcał nas do kontynuowania
takich spotkań, wspominając coroczne spotkania koleżeńskie na dziedzińcu
Uniwersytetu na Krakowskim Przedmieściu przed Biblioteką. Mówił o wartości
więzi akademickiej i przyjaźni młodzieńczej.
W uroczystym nastroju złożyliśmy
potem kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza. Wieczorem zaś wspólna kolacja,
a nazajutrz majówka w lasach kabackich i wspominki, wspominki... Było nas
52 osoby. Byliśmy szczęśliwi.
Dla ponownego odświeżenia
wspomnień i pogawędzenia spotkaliśmy się pełni radości i zapału już w roku
1961, znów w Anatomicum, a dnia następnego na działce Jerzego Suchanka
w Świdrach Małych pod Warszawą, przy bigosie Jadzi Stockiej. Uczestników
było 47 osób. Od tej pory musieliśmy się stale spotykać. Ożyły dawne przyjaźnie
i sympatie, Koledzy z zagranicy zaczęli pisać do nas listy, a my do nich
byliśmy bliżej siebie.
Ponieważ czas nieubłagalnie
ucieka, a w sercu ciągle maj spotkaliśmy się po raz trzeci w maju 1965
roku w Klubie Lekarza z udziałem Profesorów: Janiny Dąbrowskiej, Ludwika
Paszkiewicza, Mieczysława Michałowicza, Stefana Wesołowskiego. Nazajutrz
całodniowa wycieczka nad Zalew Zegrzyński. Obecnych 45 osób. Było uroczo.
Od roku 1977 miejscem naszych
spotkań była Sala Wykładowa Zakładu Medycyny Sądowej Oczki 1.
Czwarte spotkanie odbyło
się w czerwcu 1977 r. Przewodniczył mu starosta naszego roku, Felicjan
Loth. Wieczorem wyjazd nad Zalew Zegrzyński, restauracja i hotel Mazowsze,
wspólna kolacja, śpiewy przy akompaniamencie gitary kolegów Henia Grabowskiego
i Tadzia Rózniatowskiego, późno wieczorny spacer nad zalewem, było nas
43 osoby.
Do komitetu organizacyjnego
spotkań zaproszono Janka Glińskiego i Władka Popkowskiego. Włączyli się
do współpracy w działalności organizacyjnej naszego grona.
W roku 1984 w sali wykładowej
i holu Zakładu Medycyny Sądowej odbyła się kolejna uroczystość z okazji
50-tej rocznicy naszej immatrykulacji. Obecni byli również pojedynczy koledzy
przebywający na stałe za granicą. Przebieg spotkania nagrany został na
taśmie magnetofonowej i uwieńczony w maszynopisie, przygotowanym przez
Romka Jakubskiego z Londynu i Renię Stańczykową z Warszawy. Wspomnienie
o naszych profesorach wygłosił Stasio Leszczyński. Przesłaliśmy wyrazy
szacunku dla naszej ostatniej z żyjących wówczas Pani Profesor Dąbrowskiej.
Wspominaliśmy kolegów, którzy nas ostatnio opuścili na zawsze (16 w ciągu
7-miu lat). Byli to: Hala Bereśniewicz, Rysio Goller, Nela Cynk-Filipowicz,
Henio Grabowski, Jurek Jasieński, Jerzy Nofer, Adam Potęga, Seweryn Okupski,
Felek Loth, Antek Perłowski, Bogdan Różycki, Stasio Roliński, Grzesio
Zwykielski, Edward Weiss, Franek Kostro, Władek Kulesza. Snuły się wspomnienia,
gdzieniegdzie i łza w oku była. Nasze grono zaczęło się wykruszać.
W związku ze śmiercią dotychczasowego
starosty kursu Felka Lotha starostą kursu jednomyślnie została wybrana
Renia Stańczykowa, która w swym przemówieniu zwróciła się z prośbą o przesyłanie
życiorysów i fotografii dla uzupełnienia dokumentacji Kroniki Rocznika
1934-1939.
Udaliśmy się potem na bankiet Pod Dębami pod Warszawą. Bankiet
wypadł znakomicie, a potem po pokojach hotelowych jeszcze długo gadano.
Spania było mało. Może niektórych bolała głowa. Następnego dnia po śniadaniu
było zwiedzanie Zamku Królewskiego. Wrażenia i doznane przeżycia były ogromne
przepych i bogactwo wystroju i my w nim po raz pierwszy, jakże uroczysty...
Było nas tylko 39 osób.
W roku 1986 odbyło się kolejne,
VI-te z udziałem 30-tu osób, w gronie których wspominaliśmy zmarłych
ostatnio kolegów: Adama Glińskiego, Tadeusza Molkę, Konrada Zembrzuskiego
było znów smutno i zaduma.
Każdorazowo podpisujemy
się na obrusie to tradycja, obowiązek, zwyczaj. Podpisy są następnie
wyszywane. Pragniemy, aby ten obrus po zapełnieniu podpisami znalazł
się w muzeum medycyny.
Skromne pragnienie, ale
jak bardzo nam na tym zależy! Stanowi on dowód rzeczowy naszych spotkań,
naszej więzi koleżeńskiej, naszej przyjaźni świadczy, że był z nami przez
ostatnie 30 lat.
W czasie studiów życie koleżeńskie
zależne było w dużym stopniu od miejsca zamieszkania (domy akademickie,
stancje i in.), zależało również od zainteresowań, zamiłowań, poglądów
politycznych, a koncentrowało się w Domu Medyka, w akcjach społecznych,
artystycznych (muzycznych, literackich, teatralnych), obozach wypoczynkowych,
sportowych, zabawach.
Zżyci byliśmy raczej w małych
ćwiczeniowych grupach studenckich, a zajęć było bardzo dużo (prawie wszystkie
popołudnia zajęte). Mało było czasu na spotkania koleżeńskie, uczono się
wspólnie.
Dużą, zwartą grupę na kursie
stanowili Podchorążowie Szkoły Sanitarnych Podchorążych XIII Promocja.
W roku 1934 było ich 34, żyje 16.
Z liczby 175 osób ujętych
wykazem Dziekanatu, przy życiu pozostało prawdopodobnie 65 kolegów (45
cywilów i 16 podchorążych), w kraju łącznie 46, na emigracji 19.
W 1989 spotykamy się po
raz siódmy, jest to nasze 50-lecie absolutorium, uroczystość, którą przeżywamy
razem, ma dla nas szczególne znaczenie.
Czas wojny pozbawił nas
takiej radości przed 50 laty nie mieliśmy ani uroczystości absolutorium,
ani wręczenia dyplomów. Większość z nas zdawała w Warszawie. Dostaliśmy
zaświadczenia o zdaniu egzaminów, uprawniające do odbycia stażu i zapisania
się do Izby Lekarskiej, celem uzyskania prawa wykonywania zawodu. Pozostali
egzaminy zdawali w różnym czasie, na różnych uczelniach, w różnych krajach,
w różnych językach, w różnych mundurach.
Dyplom jubileuszowy, który
otrzymujemy dziś, dnia 18 marca 1989 roku na Zamku Królewskim będzie niezapomnianą,
wzruszającą uroczystością dla tych, którym udało się przeżyć.
Rozważając spokojnie i trzeźwo fakt biologicznego starzenia się,
a więc logiczny porządek odchodzenia troszczymy się o sposób dalszego
przekazywania pałeczki naszej przyjaźni i działalności tym Kolegom, którzy
zachowali jeszcze pełną świadomość aby to, co zrodziło się przed 55 laty
w czasie studiów, w trudnych latach wojny, okupacji i latach powojennych
mogło być dowodem, że przeżyliśmy niełatwe życie wierni przysiędze Hipokratesa.
Obecnie, w znacznie już
uszczuplonym gronie jeszcze żyjących przekazujemy dalszą naszą historię
i dalsze losy w zbiegające się rocznice naszej immatrykulacji (65 lat)
oraz uzyskania absolutorium (60 lat).
Od chwili jubileuszu z przed 10 lat kontakt koleżeński naszego
rocznika mimo stałych ubytków jest nieprzerwanie silny i nasze spotkania
odbywają się regularnie co roku.
Spotkanie w 1994 roku w
60-tą rocznicę naszej immatrykulacji uświetnił przewodniczący Stowarzyszenia
Wychowanków naszej Uczelni dr med. Tadeusz Kocoń. Stowarzyszenie obdarzyło
nas swym honorowym członkostwem.
Nadto od kilku lat spotykamy
się w małej grupce raz w miesiącu (pierwszy czwartek miesiąca) na składkowej
herbatce. W spotkaniach biorą udział koledzy zamieszkali w Warszawie, ale
przybywają również koledzy z innych miast Polski, a nawet krajów (Belgia,
USA).
Dzielimy się naszym życiem,
naszymi osiągnięciami, naszymi troskami i radościami. Więź koleżeństwa
trwa.
Dzisiejszą rocznicę przeżywa
38 Koleżanek i Kolegów.
I oby tak dalej !
Powrót do spisu treści
Nasi Profesorowie - Wspomnienia
Stanisław Leszczyński
Minęło 55 lat kiedyśmy stali
ze wzruszeniem przed tablicą ogłoszeń Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu
i ujrzeliśmy nasze nazwiska, jako przyjętych na studia.
Pierwszym profesorem, z
którym zetknęliśmy się był Edward LOTH profesor nadzwyczaj lubiany
przez wszystkich. Wykładał ciekawie i urozmaicał swoje wykłady anegdotami
natury historycznej i politycznej. Nie krępował się zupełnie tym, kto stoi
na czele władzy. Kiedyś, raz do roku przedstawiał nam anatomię prawidłową
na żywych modelach. I wtedy sala Anatomicum była pełna, a on się w ten
sposób odzywał: Witam was studenci Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego,
Wydziału Humanistycznego, Politechniki Warszawskiej oraz SGGW i SGH i was
nieliczni studentów medycyny. I rzeczywiście studentów medycyny było
najmniej.
Egzamin u profesora Lotha
był bardzo trudny i równocześnie wprowadzał jakąś atmosferę nerwową. Kiedyś
pytał się jedną z koleżanek jak wyglądają narządy płciowe żeńskie, a ona
opowiadała mu wszystko o narządach męskich. Profesor się uśmiechnął i odpowiedział:
Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie.
Na imieniny swoje Dr Loth
otrzymywał zawsze piękne czerwone róże. W czasie okupacji pracował w podziemiu
i zginął w Powstaniu Warszawskim, a grób jego znajduje się w kwaterze żołnierzy
AK na Powązkach.
PROFESOR DR STEFAN KOPEĆ
wykładał biologię w Zakładzie Fizjologii Człowieka na Uniwersytecie Warszawskim.
Omawiając tropizmy, takie dawał przykłady: Jeśli państwo spotkali by na
ulicy drogowskazy z napisem na jednym DO KAWIARNI, a na drugim NA WYKŁADY
Z BIOLOGII, oczywiście skierujcie się do kawiarni, bo to jest tropizm w
tym wieku.
Oprócz biologii wykładał
embriologię i choroby pasożytnicze, tzn. parazytologię. Egzamin był bardzo
przyjemny. Profesor stwarzał na nim atmosferę niemal rodzinną, pozwalając
dyskutować na różne tematy.
W czasie okupacji został
aresztowany i zginął w obozie koncentracyjnym, zamęczony przez Niemców.
PROFESOR STEFAN PIEŃKOWSKI - prowadził wykłady w pięknym gmachu
Fizyki Doświadczalnej przy ul. Hożej. Wykłady były wspólne dla wydziałów:
matematyczno-przyrodniczego, farmaceutycznego i lekarskiego. Profesor imponował
nam swoją ogromną wiedzą. Zaczynał wykłady tuż przy drzwiach wejściowych,
a kończył tak szybko, jak prędko się pokazał, przy drzwiach wyjściowych.
Całki i różniczki, cała wyższa matematyka, była dla niego zabawką. Egzamin
z fizyki zdawaliśmy u samego profesora, jego docenta KAPUŚCIŃSKIEGO,
lub adiunkta Zakładu Fizyki dr SOŁTANA, który był też potem profesorem,
po wojnie.
Profesor Pieńkowski był
długoletnim rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Młodzież lubiła go bardzo.
W okresie częstych zamieszek na Uniwersytecie Warszawskim, przed wojną,
umiał zręcznie lawirować i uspokajać gorące umysły studentów. Zmarł na
białaczkę na skutek częstego spotykania się z energią promienistą. Pochowany
został w kwaterze zasłużonych, na cywilnych Powązkach.
Do PROFESORA CZUBALSKIEGO
na egzamin trzeba było przychodzić bardzo elegancko ubranym, w strojach
wizytowych. Kiedy profesor wyjmował papierosy, cała czwórka zdających studentów
/profesor egzaminował zawsze we czwórkę/, z zapalonymi zapałkami wstawała,
jak na komendę, podając ogień do papierosa. Rytuał egzaminacyjny był przekazywany
wszystkim studentom z pokolenia na pokolenie. Wykłady były starannie przygotowane,
na sali był idealny porządek i nigdy nic nie nawaliło, ponieważ nad tym
czuwa stary laborant, który doskonale znał aparaturę, ażeby wszystko grało.
Profesor Czubalski był długoletnim
dziekanem Wydziału Lekarskiego, a po wojnie rektorem Akademii Medycznej.
Wykłady z mikrobiologii
lekarskiej prowadził PROFESOR NITSCH.
Niewielka była frekwencja na jego wykładach. Kiedyś przyszły cztery
osoby. Profesor wykład prowadził. Na drugi raz przyszły tylko dwie osoby.
Profesor zdjął okulary, spojrzał i powiedział: A cóż to, a dzisiaj tylko
połowa? i wykład w dalszym ciągu prowadził. Nie wszystkim wiadomo, że
dzięki niemu została uratowana część zapasu radu z Instytutu Radowego im.
Marii Curie-Skłodowskiej w Warszawie, przed rabunkiem hitlerowskim.
PROFESOR PASZKIEWICZ prowadził
wykłady z anatomii patologicznej. 50 % chirurgii i 50 % interny to wiadomości
z anatomii patologicznej, zaczynał od tego profesor swoje wykłady. Egzamin
z anatomii patologicznej był ciężki, ale kto umiał musiał zdać. Nie było
tutaj koników profesorskich, ani tak zwanego szczęścia. Sławny skrypt
z anatomii patologicznej był obkuwany na wszystkie strony. Do egzaminu
przygotowywali się wszyscy bardzo długo. Jakże często rozpoznanie chorego
końcowe (anatomopatologiczne) było zupełnie odmienne od szpitalnego. Pamiętam
takie zestawienie: profesor Orłowski przedstawił przypadek, a sekcję przeprowadzał
profesor Paszkiewicz. I okazało się, że były zupełnie różne rozpoznania.
Podstawy kliniki chorób
wewnętrznych wykładał nam PROFESOR ZDZISŁAW GÓRECKI. Przychodził bardzo
elegancko ubrany, wygolony z gładko uczesaną czupryną. Wykładał piękną
polszczyzną. Bardzo dbał o wygląd zewnętrzny i poważne podejście do chorego.
Kiedyś zauważył koleżankę, która miała długie, wystające paznokcie. Zwrócił
jej uwagę, że tak nie można.
Adiunktem jego był DR EDMUND
BRATKOWSKI świetny diagnosta. Bez niego nikt z ówczesnych głów rządowych
nie umarł, bez jego konsultacji. Między innymi Kardynał Krakowski, jak
też Józef Piłsudski. Kiedy sprowadzono konsultanta z Wiednia, aby potwierdził
diagnozę, konsultant powiedział: Ja nie mam nic do dodania. To co powiedział
dr Bartkowski to się zgadza. A to był rak.
Chciałbym jeszcze dodać,
że profesor Górecki zginął podczas Powstania Warszawskiego.
Nestor polskiej interny
PROFESOR WITOLD ORŁOWSKI prowadził klinikę chorób wewnętrznych. Profesor
wymagał od nas niezwykłej czystości języka. Nie można powiedzieć ciałka
czerwone lub ciałka białe bo ciałka były tylko w balecie, a we krwi
krążyły krwinki białe i czerwone. Choremu nie można było kazać, jedynie
go poprosić.
Pamiętam ostatnie słowa
profesora zwrócone do nas w czerwcu 1939 r., gdy żegnał nas jako studentów:
Kochani Koledzy! Kończąc ostatni mój wykład nie życzę wam abyście zostali
sławnymi lekarzami czy profesorami, nie życzę wam abyście zdobyli rozległą
praktykę lekarską i osiągnęli wielkie dobra doczesne, ale życzę wam abyście
w swoim postępowaniu codziennym byli zawsze zgodni z waszym sumieniem lekarskim
a wtedy będę mógł nazwać was dobrymi lekarzami, godnymi naszych sławnych
Polaków Chałubińskiego i Gluzińskiego.
Pediatrię wykładał PROFESOR
MICHAŁOWICZ. W jego wykładach było dużo danych z historii i filozofii.
Był wielkim humanistą. Zwracał uwagę na godne zachowanie się. Gdy były
zamieszki na Uniwersytecie z powodu prawych i lewych miejsc profesor
u siebie tego nie wprowadził. A kiedy później otrzymał piękne biało-czerwone
róże, powiedział: Mnie o to chodzi, aby perły kultury polskiej nie walały
się o bruki ulicy. Profesor był więzionym, siedział w obozie koncentracyjnym,
a po wojnie wrócił na wykłady. Kiedyś na posiedzeniu sejmowym, powiedział:
Lekarz to jest taki pan, który za swoją ciężką pracę otrzymuje order,
ale nie na piersiach, ale w głębi, który się nazywa angina pectoris, zawał
mięśnia sercowego.
PROFESOR CZYŻEWICZ wykładał
nam położnictwo. Był poetą. Kiedy mówił o urodzeniu pierwszego dziecka,
powiedział: Kobieta jest tak piękną, że nie ma piękniejszej w swoim życiu
kiedy jej przyniosą pierwsze urodzone dziecko.
Ciekawe były tego przykłady
przy egzaminie. Kiedyś jeden z kolegów studentów, zapytany jakie są objawy
ciąży po dłuższym namyśle wycedził: brak miesiączki, złe samopoczucie
i duży brzuch. A profesor na to: Pan ma duży brzuch, pan nie miesiączkuje,
ja panu stawiam pałkę, niech pan leci i ogłosi, że pan jest w ciąży jako
pierwszy mężczyzna.
PROFESOR MARIAN GRZYBOWSKI
wykładał dermatologię. Były to piękne wykłady, na które wszyscy chodzili,
ponieważ trudno było nie chodzić. Ciężkie były jego chwile po wojnie. Zginął
w tajemniczych okolicznościach, w okresie stalinowskim naszych dziejów.
A na zakończenie wspomnę
jeszcze o budowie Domu Medyków. Za naszej pamięci otwarto Dom Medyków.
I na otwarciu tego Domu przedstawiciel Wojska tak powiedział: Jeśli wyjdziemy
na pola nasze i weźmiemy garść ziemi ojczystej to okaże się, że nie będzie
takiej, która by nie zawierała krwi żołnierza polskiego, poległego za Ojczyznę.
Tablica ta przypomina nam, że studenci medycyny także zraszali tę ziemię
swoją krwią. Niech Dom ten służy jak najwięcej dziełu pokoju, a jak najmniej
dziełu wojny.
Wspomniałem tylko o niektórych
naszych profesorach. Było ich znacznie więcej, ale nie chcę przedłużać
mojej wypowiedzi. Swoje postępowanie potwierdzili swoim życiem.
W czasie września 1939 roku
zginął PROFESOR KONOPACKI. Histolog. W Katyniu, jako adiunkt i niezapomniany
chirurg DR LEVITTOUX i internista wojskowy DOCENT DR ROSNOWSKI. W czasie
Powstania Warszawskiego PROF. GÓRECKI, PROF. LOTH, w czasie okupacji DOCENT
DR HROM.
Powrót do spisu treści
Dnia 13 sierpnia 1999 roku
Akademia Medyczna zawarła umowę z Biurem Reklamy S.A. w sprawie wspólnego
organizowania Międzynarodowych Targów Medica. W umowie Akademia zobowiązuje
się do merytorycznego wsparcia organizacji i realizacji targów. Biuro zobowiązuje
się do prowadzenia akcji promocyjnej targów, prowadzenia akwizycji zleceń,
obsługi technicznej targów, prowadzenia rozliczeń z dostawcami. Biuro będzie
pokrywać koszty związane z promocją i organizacją wystaw.
Akademia Medyczna będzie
otrzymywać 20% zysków (jednak nie mniej niż 10.000,-zł) związanych
z organizacją targów.
Umowę podpisali w imieniu
Biura Reklamy S.A. dyrektor naczelny Sławomir Majman, w imieniu Akademii
Medycznej Rektor prof. dr hab. Janusz Piekarczyk.
Powrót do spisu treści
Mgr inż. Jacek Żbikowski Dyrektor Administracyjny AM
20.09.1999 r. z inicjatywy
Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych odbyła się narada rektorów AM,
dyrektorów AM i dyrektorów Samodzielnych Szpitali Klinicznych.
W naradzie wzięła udział
także Pani Minister Franciszka Cegielska, Podsekretarz Stanu Andrzej Ryś
i Dyrektor Departamenty Nauki i Kształcenia prof. dr hab. Andrzej Lewiński.
Celem narady było unormowanie
zasad współdziałania Uczelni i Szpitali, zgodnie z obowiązującym stanem
prawnym.
W przeddzień narady rektorzy
podjęli Uchwałę, którą przekazano na ręce Pani Minister. W trakcie toczącej
się dyskusji zwrócono uwagę, ze względu na specyfikę procesu dydaktycznego,
jak i prowadzonej działalności naukowej, na konieczność niezbędnej integracji
Uczelni i Szpitali z pełnym Poszanowaniem uzyskanej niedawno przez szpitale
osobowości prawnej. W trakcie dyskusji mówił o tym m.in. Rektor p. prof.
dr hab. Janusz Piekarczyk. Narada zakończyła się podpisaniem wzajemnych
ustaleń.
Zgodnie z tym zapisem w
dniu 29.09.1999 r., z inicjatywy naszej Uczelni w Warszawie odbyło się
spotkanie dyrektorów administracyjnych i dyrektorów szpitali.
Powrót do spisu treści
Dnia 27 września odbyło się pierwsze w nowej kadencji 1999/2002 posiedzenie
Senatu.
Na wniosek Rektora AM prof.
dr. hab. Janusza Piekarczyka Senat powołał następujących przewodniczących
Komisji Senackich:
Problemy przyjęć na studia
wieczorowe omówił prof. dr hab. Leszek Pączek Prorektor ds. Dydaktyczno-Wychowawczych.
Sprawę nadania tytułu doktora
honoris causa Akademii Medycznej w Warszawie profesorowi Franciszkowi Kokotowi
referował dziekan I Wydziału Lekarskiego prof. dr hab. Wiesław Gliński.
W głosowaniu tajnym Senat powołał :
Powrót do spisu treści
Nasi laureaci w konkursie IMMUNO
Mgr Mirosława Kurpeta
Na konkurs IMMUNO ogłoszony
przez Fundację na Rzecz Nauki Polskiej wpłynęło 108 wniosków. Wśród 33
laureatów konkursu znajduje się 5 pracowników naszej Uczelni.
Dr med. Wojciech Feleszko
z Kliniki Pneumonologii, Chorób Alergicznych i Hematologii I Katedry Pediatrii
otrzymane środki przeznaczył na zakup aparatu do pomiaru stężenia przeciwciał
IgE w surowicy. Aparat ten umożliwia oznaczanie przeciwciał odpowiedzialnych
za wystąpienie choroby alergicznej i precyzyjne ustalenie specyfiki tych
przeciwciał (a więc alergenu, na które dziecko jest uczulone). Sprzęt ten
charakteryzuje się daleko idącą precyzją, konieczną w postępowaniu z pacjentem
pediatrycznym oraz wykorzystuje bardzo małą ilość surowicy. Poza tym aparat
charakteryzuje pełna automatyka i możliwość współpracy z komputerem w środowisku
Windows. Umożliwia to szybką obróbkę uzyskanych danych i analizę statystyczną
uzyskanych wyników. Sprzęt ten będzie stanowił podstawę dla humoralnej
diagnostyki alergologicznej i wykorzystany będzie w badaniach naukowych
nad patomechanizmem powstawania chorób alergologicznych u dzieci prowadzonych
w Klinice.
Prof. dr hab. Marek Jakóbisiak
Kierownik Zakładu Immunologii Instytutu Biostruktury za subwencję o wysokości
ok. 88 tyś. zł. zakupił:
Dr hab. Jacek Malejczyk
kierownik Pracowni Biologii Molekularnej Zakładu Histologii i Embriologii
Instytutu Biostruktury dzięki subwencji wzbogaci się o fosfofluoroimager
firmy Bio-Rad, unikalne urządzenie zastępujące konwencjonalną autoradiografię.
Cena aparatury wynosi około 230 000 PLN.
Fosfofluoroimager stosuje
się do szybkiego odczytu i analizy wyników hybrydyzacji molekularnej kwasów
nukleinowych w badaniach DNA i ekspresji genów oraz badań białek techniką
radio-immunoprecypitacji Western-blot. Urządzenie to pozwala uzyskać czułość
wielokrotnie wyższą od konwencjonalnej autoradiografii. Będzie to jedyne
tego rodzaju urządzenie w naszej Uczelni i jedno z niewielu w Warszawie.
Kierownictwo Zakładu Histologii i Embriologii serdecznie zaprasza do korzystania
z tego urządzenia zainteresowanych pracowników naszej Uczelni.
Dr hab. Maria Nowaczyk z
Zakładu Immunologii Klinicznej Instytutu Transplantologii przeznaczyła
otrzymane środki na zakup systemu do akwizycji, archiwizacji i analizy
obrazów elektroforetycznych, który będzie służył do wzbogacenia metod diagnostyki
chorób o podłożu immunologicznym.
Powrót do spisu treści
Prof. Wiesław Jędrzejczak: List do Profesora Górskiego
Warszawa, dnia 27 września 1999 roku
Sz. Pan
Prof. dr hab. med. Andrzej Górski
Akademii Medycznej w Warszawie
w/m
Szanowny Panie Rektorze:
Miło mi jest zawiadomić,
że w dniu dzisiejszym został z naszej Kliniki wypisany chory Andrzej Budzich,
który w dniu 4 września br. jako pierwszy otrzymał w naszej Klinice przeszczep
autologicznych komórek krwiotwórczych z powodu szpiczaka mnogiego.
Następne zabiegi są w różnych fazach zaawansowania.
Tym samym mogę powiedzieć,
że wypełniłem przyjęte zobowiązanie dotyczące uruchomienia w Akademii
Medycznej w Warszawie programu przeszczepiania szpiku.
Pragnę jeszcze raz podziękować
za okazane mi zaufanie, za wszechstronne poparcie i za to, że po wielu
bardzo ciężkich dla mnie latach uzyskałem nareszcie warsztat pracy, który
umożliwia mi to, o czym zawsze marzyłem czyli rozwój nowych metod leczenia
chorób krwi i nowotworów.
Informacje prasowe KBN
Dr Tadeusz Zaleski rzecznik prasowy KBN
Nauka polska już w Unii Europejskiej
4 września 1999 roku wchodzi
w życie decyzja Rady Stowarzyszenia między Unią Europejską i Polską o uczestnictwie
Polski w 5. Programie Ramowym Badań, Rozwoju Technicznego i Prezentacji
Unii Europejskiej. Polscy naukowcy uczestniczyć więc będą w największym
europejskim programie badań naukowych dysponującym w latach 1999-2002 budżetem
blisko 15 mld euro.
Komitet Badań Naukowych
rozpoczął starania o przystąpienie Polski do 5.Programu Ramowego Badań
w roku 1997, co znalazło swój wyraz w wystąpieniu Przewodniczącego KBN
podczas spotkania ministrów ds. nauki w Brukseli w maju tego roku i zostało
potwierdzone pismem Przewodniczącego do Komisarza ds. Nauki w Komisji Europejskiej
z 26 sierpnia 1997 r. Podstawą prawną udziału polskich jednostek naukowych
i badawczo-rozwojowych oraz przedsiębiorstw w 5. PR jest decyzja Rady Stowarzyszenia
UE - Polska nr 4/99 z 4 sierpnia 1999r. (tekst podpisanej decyzji
opublikujemy niezwłocznie po jej otrzymaniu z Rady Stowarzyszenia), która
wchodzi w życie po 30 dniach od daty podjęcia, a więc 4 września br.
Podjęcie tej decyzji przez
Radę Stowarzyszenia możliwe było m. in. dzięki zakończeniu przeglądu porównawczego
polskiego prawa z dorobkiem prawnym Wspólnot Europejskich (tzw. acquis
communautaire) w obszarze nauki i badań. Stwierdzony podczas przeglądu
brak sprzeczności obowiązujących w Polsce aktów prawnych z prawodawstwem
wspólnotowym doprowadził do czasowego zakończenia negocjacji w tym obszarze.
Komisja Europejska, nie przewidując problemów przy przyjęciu przez Radę
Stowarzyszenia wspomnianej decyzji, w oficjalnym stanowisku stwierdziła,
że polscy partnerzy mogą wchodzić w skład konsorcjów składających wnioski
w konkursach, w których termin składania wniosków upływał przed wejściem
w życie tej decyzji. Słusznie przewidywano bowiem, że decyzja wejdzie w
życie przed podpisaniem kontraktów na realizację wybranych projektów. Polska
przystąpiła do 5. PR na zasadach prawie identycznych z zasadami obowiązującymi
kraje członkowskie Unii Europejskiej i polscy partnerzy będą traktowani
na równi z partnerami z tych krajów.
Jedyny wyjątek stanowi w
tym zakresie konieczność uczestnictwa w konsorcjum co najmniej jednego
partnera (z sektora nauki lub przemysłu) z kraju członkowskiego Unii oraz
włączenie polskich ekspertów do komitetów poszczególnych programów bez
prawa udziału w głosowaniach. Polscy eksperci mogą również uczestniczyć
(za wynagrodzeniem) w ocenie wniosków składanych w ramach konkursów. Komisja
Europejska zachęca zainteresowanych do formalnego zgłaszania swych kandydatur.
Od eksperta wymaga się udokumentowanej wiedzy w dziedzinach priorytetowych
5. PR i doświadczenia w prowadzeniu działalności w sektorze nauki, przemysłu
lub administracji.
Składka Polski do 5. PR
została określona na podstawie stosunku produktu krajowego brutto w Polsce
i w Unii Europejskiej na poziomie 1,65 proc. budżetu Programu, czyli 226
milionów euro. Jednocześnie Komitet Badań Naukowych wynegocjował z Komisją
Europejską obniżenie składki w poszczególnych latach Programu (wpłata 40
proc. składki w roku 1999, 60 proc. - w roku 2000, 80 proc. - w roku 2001
i 100 proc. - w roku 2002).
Komisja przyjęła tę propozycję
jako model obowiązujący w negocjacjach ze wszystkimi krajami stowarzyszonymi
zainteresowanymi przystąpieniem do 5. PR.
Jednocześnie Komisja zgodziła
się, żeby do 50 proc. tak obliczonej składki pokryte zostało z przyznanych
Polsce środków z programu PHARE. Tak więc KBN w 1999 roku zapłaci ze swojego
budżetu za przystąpienie do 5. PR nieco ponad 10 milionów euro (a 10 mln
pochodzić będzie ze środków PHARE). Kwota ta spowoduje uszczuplenie środków
przeznaczanych na naukę w kraju. Dlatego też korzystne byłoby "odzyskanie"
polskiego wkładu do 5. PR w formie dofinansowania przedsięwzięć realizowanych
przez konsorcja, w skład których wchodzą polscy partnerzy. Środki przekazywane
przez Komisję Europejska na realizację przedsięwzięć w ramach 5. PR będą
zwolnione z opodatkowania. Ponadto KBN podjął działania zmierzające do
dopuszczenia do udziału w programach krajowych podmiotów unijnych na zasadzie
wzajemności.
Komitet Badań Naukowych
będzie wspierał udział polskich jednostek naukowych i badawczo-rozwojowych
w 5. PR i prowadzi szeroko zakrojoną akcję promocyjną Programu. Jednostki,
które będą realizowały przedsięwzięcia dofinansowywane z 5. PR, będą mogły
ubiegać się o dodatkowe dofinansowanie z KBN w ramach wymaganego wkładu
krajowego do tych przedsięwzięć. Dofinansowanie może wynosić do 90 proc.
kosztów krajowych w konkursach ogłoszonych w 1999 roku, a w następnych
latach odpowiednio: do 80 proc. - w roku 2000, do 70 proc. - w roku 2001
i do 60 proc. - roku 2002. Ponadto w przypadku projektów nie przyjętych
do realizacji w ramach danego konkursu, a ocenionych przez Komisję Europejską
jako co najmniej dobre, jednostki krajowe mogą otrzymać ryczałtowe dofinansowanie
w kwocie 15.000 PLN na podtrzymanie współpracy z partnerami zagranicznymi
i pokrycie kosztów ponownego złożenia wniosku. W ramach programu PHARE
SCI-TECH II w drodze konkursu przyznanych zostało 200 dotacji po 2000 euro
na przygotowanie wniosków o dofinansowanie przedsięwzięć w ramach 5. PR.
Informacje o 5. PR są upowszechniane
przez dofinansowywane przez KBN punkty kontaktowe. Krajowy Punkt Kontaktowy
został utworzony przy Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN w
Warszawie (koordynator: dr Andrzej Siemaszko). W drodze konkursu wniosków
wybrano również 24 regionalne i branżowe punkty kontaktowe.
Dodatkowe informacje o 5. Programie Ramowym można znaleźć w sieci Internet
pod adresami: http://www.kbn.gov.pl/VPR/,
http://www.npk.gov.pl/ i http://www.cordis.lu/fp5/
Powrót do spisu treści
Centrum Doskonałości - zaproszenie do składania wniosków
Biuro Współpracy Europejskiej
FNP we współpracy z Komitetem Badań Naukowych zaprasza jednostki badawcze
oraz zespoły naukowców do składania wniosków dotyczących utworzenia Centrów
Doskonałości w dziedzinach i o programach mogących korzystnie wpłynąć na
gospodarkę lub jakość życia w Polsce. Oczekuje się aktywnego udziału instytucji
przemysłowych /handlowych/ usługowych zamierzających korzystać z osiągniętych
rezultatów badań.
Preferowane będą programy
z następujących dziedzin:
Termin składania wniosków mija 29 października 1999 roku.
Szczegóły na stronie http://www.kbn.gov.pl/wnioski/
Powrót do spisu treści
Na 59 Zjeździe Towarzystwa Chirurgów Polskich (istnieje od 1889 roku) na prezesa został wybrany prof. dr hab. Wojciech Noszczyk kierownik I Katedry i Kliniki Chirurgii II Wydziału Lekarskiego AM
Klinika Ortopedyczna Akademii Medycznej w Warszawie obchodzi 50-lecie działalności. Z tej okazji 6 listopada 1999 odbędzie się uroczyste posiedzenie Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego.
W dniach 4-29 października 1999 w Filii Biblioteki Głównej przy ul. Banacha odbyła się wystawa poświęcona absolwentom Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego, którzy studiowali w latach 1934-1939. Na wystawie eksponowane są spisy i studentów i profesorów, fotografie, medale, pamiątkowe wydawnictwa okolicznościowe.
Powrót do spisu treści
| Biblioteka Główna
Akademii Medycznej w Warszawie ul. W. Oczki 1, 02-007 Warszawa Tel. 621 14 34, tel. 621 95 45 Tel/fax. 628 22 37 WWW: http://www.bibl.amwaw.edu.pl e-mail: library@bibl.amwaw.edu.pl |
Fundacja im. Stefana Batorego
Program Internet dla Lekarzy ul. Flory 9, 00-586 Warszawa tel. 48 80 55, fax. 49 35 61 WWW: http://www.batory.org.pl e-mail: batory@batory.org.pl |
Wykłady i prezentacje internetowe - jesień-zima 1999
21 października 1999 r. (czwartek) - godz. 14.00
HIV i AIDS w sieci Internet
4 listopada 1999 r. (czwartek) - godz. 14.00
Kardiologia w Internecie
18 listopada 1999 roku (czwartek) - godz. 14.00
Anatomia oraz rentgenodiagnostyka w sieci Internet
2 grudnia 1999 roku (czwartek) - godz. 14.00
Gastroenterologia w Internecie
9 grudnia 1999 roku (czwartek) - godz. 14.00
Internet w medycynie
Wszystkie wykłady i prezentacje odbywają się w sali wykładowej
Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie przy ul. W. Oczki 1.
Powrót do spisu treści
Dnia 11.09.1999 zmarł dr TADEUSZ JAGIELIŃSKI
wieloletni adiunkt Kliniki Otolaryngologicznej AM
Wspomnienie o doktorze Jeglińskim napisane przez prof. dr. hab. Grzegorza Janczewskiego ukaże się w następnym numerze.
Powrót do spisu treści