Z Życia
Akademii Medycznej
w Warszawie
Spis treści:
Prof. dr hab. Andrzej Trzebski
Franciszek Czubalski urodził się 30 czerwca 1885 roku w Przysusze na Ziemi Opoczyńsko-Radomskiej. Gimnazjum ukończył w Radomiu w roku 1903. Gimnazjalne lata młodzieńca z polskiej patriotycznej rodziny przypadły na okres tzw. nocy apuchtinowskiej, brutalnej polityki rusyfikacyjnej realizowanej po powstaniu styczniowym przez osławionego warszawskiego kuratora oświaty Apuchtina. Nawet rozmowa w języku polskim na terenie rosyjskiego państwowego gimnazjum (innych nie było) pociągała za sobą konsekwencje dyscyplinarne. W pamięci profesora Czubalskiego lata gimnazjalne zapisały się jak koszmar, przypominający mu "Syzyfowe Prace " Stefana Żeromskiego, syna Ziemi Świętokrzyskiej, nieodległej od jego stron rodzinnych. Profesor Czubalski był wielbicielem Żeromskiego, później, już po odzyskaniu niepodległości, pozostawał w kręgu gorących zwolenników Marszałka Józefa Piłsudskiego. Te osobiste wspomnienia snuł niekiedy podczas rozmów w rozluźnionej atmosferze podczas corocznych herbatek imieninowych w uroczym mieszkaniu Państwa Czubalskich przy ulicy Sewerynów tuż koło Uniwersytetu. Zapraszani byli na profesorskie imieniny asystenci Katedry Fizjologii. Gospodynią i duszą tych tradycyjnych herbatek organizowanych zawsze w dniu 4 października, w dniu jego Patrona, była Pani Stefania Czubalska, żona i wierna towarzyszka życia Profesora Czubalskiego. Wszystkim nam utkwiła w pamięci jako kobieta o ogromnym osobistym wdzięku i kulturze, zakochana w kwiatach, szczycąca się swoją kolekcją wspaniałych róż hodowanych na ogromnym tarasie najwyższego piętra tego budynku, zbudowanego przed wojną na wysokiej Skarpie Wiślanej, przez profesorską spółdzielnię mieszkaniową i cudem ocalałego z zagłady Powstania Warszawskiego. Na tych herbatkach, częstowani własnoręcznymi wypiekami Pani Profesorowej, czuliśmy się my, bardzo młodzi wtedy ludzie, jak jedna wspólna rodzina zebrana u starego Mistrza. Odsłaniał nam niekiedy wiele pogmatwanych spraw historii Polski, różne oblicza ludzkie w odległej dla nas przeszłości, opowieści o młodości swojej i wielu uczonych polskich. Tylko wtedy, w swoim mieszkaniu Profesor otwierał się czasami przed nami i to rzadko. Bowiem na co dzień, w pracy Profesor Czubalski pozostawał "na dystans", zachowywał wszystkie akademickie formy i maniery wytwornego profesora uniwersyteckiego w starym, dobrym stylu. Nie było mowy o żadnej fraternizacji, poklepywaniu po plecach czy zbędnym żarcie. Coś nam zaszczepił z tej dystyngowanej, nieco staroświeckiej lecz w dobrym stylu akademickiej atmosfery.
Studia uniwersyteckie
Dla młodego abiturienta carskiego
gimnazjum realnego w Radomiu studia na pobliskim rosyjskim i wyłącznie
rosyjskojęzycznym Uniwersytecie Warszawskim nie wchodziły w owym czasie
w rachubę. Było to paradoksalne ale logicznie i zgodne z polityką rusyfikacyjną:
studenci polscy w tamtych latach mieli znacznie większy zakres swobód,
z prawem tworzenia własnych związków studenckich, na uniwersytetach położonych
daleko od rodzinnej Warszawy, na rozległych obszarach Imperium Romanowych,
łącznie z samym Petersburgiem.
18-letni młodzieniec wybrał
studia medyczne w Dorpacie (obecnie estońskie Tartu), zapewne po naradach
rodzinnych, ponieważ studia w tak odległym miejscu wiązały się z
większymi kosztami i trudniejszym kontaktem z rodziną. Nie był to wybór
zły. Wydział Lekarski Uniwersytetu w Dorpacie był jednym z najlepszych
w imperium carskim. Uniwersytet założony w 1802 roku jako uniwersytet niemiecki
dla licznej niemieckojęzycznej ludności dawnych Inflant miał wśród swych
profesorów wielu wybitnych uczonych. Dopiero w roku 1893 przekształcony
został na uniwersytet rosyjski z rosyjskim językiem wykładowym. Ale nadal
działały tam studenckie korporacje akademickie, wzorujące się na tradycji
burszowskiej uniwersytetów niemieckich. Liczna i dobrze zorganizowana
była społeczność polskich studentów z Kongresówki. Franciszek Czubalski
rozpoczął studia medyczne jesienią 1903 roku. Było to niespełna na rok
przed wybuchem wojny rosyjsko - japońskiej, która na polach klęsk korpusów
rosyjskich pod Mukdenem w Mandżurii i po pogromie armady rosyjskiej pod
Cuszimą obnażyła słabość imperium carów i stała się potężnym impulsem dla
polskiego ruchu socjalistycznego spod znaku Frakcji Rewolucyjnej Józefa
Piłsudskiego, wyznaczając cezurę przejścia od marzeń o wolności do
walki o nią z bronią i z bombą w ręku.
Ale dla młodego Franciszka
Czubalskiego nie spisek i walka lecz nauka była powołaniem. Wybitny
fizjolog Aleksander Schmidt położył w Dorpacie podwaliny pod klasyczną
teorię krzepnięcia krwi, znaną później przez całe dziesięciolecia pod nazwą
teorii Schmidta-Morawitza. Zaburzenia krzepnięcia krwi i leczenie ich było
przedmiotem szczególnej troski Romanowych, gdzie wskutek dynastycznych
związków "po kądzieli" z tronem brytyjskim i rodziną królowej Wiktorii,
hemofilia nękała cara Aleksandra II. W Instytucie Fizjologii Uniwersytetu
w Dorpacie prowadzono wtedy pionierskie badania nad powstawaniem z nieaktywnej
globuliy trombiny, zwanej wtedy paraglobulinowym fermentem fibrynogenu
i nad tworzeniem się włóknika - fibryny. W tej atmosferze pracy badawczej
młody Czubalski zafascynował się fizjologią i jeszcze w Dorpacie porzucił
pierwotne plany pracy lekarskiej na rzecz uprawiania nauki. Będąc już starym
profesorem i starym człowiekiem, otwierał zawsze kurs wykładów z fizjologii
dla studentów medycyny wykładami czynności krwi a w szczególności o fizjologii
krzepnięcia krwi. Wracał zapewne, jak dzisiaj mogę to sobie wyobrazić
jako równie jak On stary profesor, do wątków i inspiracji młodości. Ślady
młodości spędzonej w Dorpacie odzywały się wielokrotnym echem w Jego późniejszych
pracach naukowych. Dla studentów takich jak ja, który miał szczęście słuchać
jego wykładów w pierwszych latach powojennych, w roku 1947 i 1948, kiedy
zachował swą wielką formę, wykłady te pobudzały wyobraźnię obrazowym pięknem
ale także fascynowały chłodną, racjonalną i nieubłaganą logiką myślenia
naukowego. Przyciągał młode umysły nie tylko samym przedmiotem ale
przede wszystkim formą wykładu i swą osobowością wspaniałego wykładowcy.
W Dorpacie Czubalski studiował
medycynę przez dwa pierwsze lata przedkliniczne, 1903-1905. W roku 1905
przeniósł się na Wydział Lekarski Uniwersytetu we Lwowie. Tam mógł zanurzyć
się otwarcie i bez zakazów w polskość. Galicja była w owym czasie polskim
Piemontem nie tylko w sensie politycznym ale także kulturalnym i naukowym.
Młody, wybitnie zdolny student medycyny od razu zwrócił na siebie uwagę
wielkiego uczonego, kierownika Katedry Farmakologii, dziedziny, która wtedy
szybko oddzielała się od fizjologii - profesora Leona Popielskiego. Popielski
wprowadził wyróżniającego się studenta w arkana technik doświadczalnych.
Praca naukowo-badawcza we Lwowie i Krakowie
Jeszcze przed ukończeniem
studiów młody, 22-letni student medycyny Franciszek Czubalski wykonał,
a następnie już w 1908 roku opublikował swą pierwszą doświadczalną
pracę naukową: "Uber den Einfluss des Darmextraktes auf die Blutgerinnbarkeit".
Zbadał wpływ wyciągu z jelita na krzepliwość krwi i stwierdził, że po dożylnym
wstrzyknięciu własnoręcznie sporządzonych wyciągów powstają skrzepy krwi
w naczyniach psów. Zmierzył czas niezbędny dla ich uformowania się. Praca
ukazała się w czołowym niemieckim czasopiśmie "Pfluger's Archiv fur
die gesamte Physiologie". Niemcy, obok Francji, były wówczas światową potęgą
naukową w zakresie fizjologii a czasopismo to, wychodzące do dziś, lokuje
się również obecnie w czołówce międzynarodowych czasopism fizjologicznych
o bardzo wysokim czynniku oddziaływania(t.zw impact factor). Wielu przyszłych
laureatów Nagrody Nobla, publikowało tam później prace, które zaprowadziły
ich do Akademii Szwedzkiej w Sztokholmie. Ostatnio choćby Neher i Sakman,
laureaci Nagrody Nobla w roku 1992, opublikowali ostateczną, udoskonaloną
metodę pomiaru przepływu ładunków jonowych przez pojedyńczy kanał błonowy
("patch clamp") w 1981 roku w tym samym czasopiśmie, w którym 73 lata wcześniej
zadebiutował naukowo Franciszek Czubalski.
Ta pierwsza praca młodego
badacza zasługuje na uwagę co najmniej z dwu powodów. Była to praca
tylko jednego autora i to studenta medycyny. I chociaż Czubalski zainspirowany
był przez Popielskiego, i powołuje się w tekście wielokrotnie
na prace Popielskiego, odkrywcy efektu rozszerzania naczyń krwionośnych
przez endogenne substancje organizmu ("wazodylatyna" ) a także odkrywcy
wydzielania soku żołądkowego pod wpływem histaminy podawanej dożylnie,
to jednak sam profesor Popielski , wybitny uczony, do pracy swego studenta
się nie dopisał. Warto dzisiaj przypomnieć ten fakt z początku naszego
wieku.
Drugi rys znamienny tego
debiutu naukowego, który na dziesięciolecia zaważył na kierunku zainteresowań
i pracach przyszłego uczonego, to skojarzenie badań endogennych substancji
tkankowych z czynnością układu krążenia i z właściwościami krwi.
W roku 1910 Franciszek Czubalski
uzyskuje doktorat na Uniwersytecie Lwowskim i jako asystent Katedry Farmakologii
kontynuuje badania nad zmianami krzepliwości krwi w różnych fazach trawienia.
Zaledwie w 4 lata później przedkłada rozprawę habilitacyjną i w 1914
roku 29-letni asystent uzyskuje stopień docenta z zakresu farmakologii.
Łza w oku się kręci kiedy uprzytamniam sobie wiek naszych habilitantów
dzisiaj, w 85 lat później od czasów z początku wieku!.
W tym samym okresie,
w roku 1913 w wiodącym w Europie czasopiśmie "Zentralbaltt
für Physiologie" ukazuje się najbardziej odkrywcza i, moim zdaniem,
najważniejsza praca w całym dorobku naukowym Franciszka Czubalskiego: "Asphyxie
und Adrenalin". Stwierdził tam, że podczas duszenia wzrasta poziom adrenaliny
we krwi, oznaczanej testami biologicznymi na izolowanych narządach. Odkrycie
to zostało dokonane równolegle i niezależnie od opublikowanej w tym
samym czasie obszernej pracy wielkiego amerykańskiego fizjologa Waltera
Bradforda Cannona, kierownika Katedry Uniwersytetu Harvarda, twórcy teorii
homeostazy. Była to pierwsza przesłanka doświadczalna świadcząca, że
adrenalina jest, jakbyśmy to dzisiaj sformułowali, hormonem stresu.
Ta praca zwróciła na osobę
autora uwagę drugiego wielkiego uczonego tej epoki-współodkrywcy adrenaliny,
Napoleona Cybulskiego, kierownika Katedry Fizjologii na Wydziale
Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak mi wspominał w rzadkich
chwilach szczerości Profesor Czubalski, zaczęło się wtedy współzawodnictwo
o niego pomiędzy dwoma wielkimi uczonymi owej epoki-Leonem Popielskim i
Napoleonem Cybulskim, lub, innymi słowy, pomiędzy farmakologią a fizjologią.
Czubalski wybrał fizjologię i współpracę z Cybulskim. Ten wybór zaważył
nieodwracalnie na jego przyszłych losach .
Już w roku 1916, zaledwie
31- letni docent Franciszek Czubalski uzyskuje drugą kolejną habilitację,
tym razem z zakresu fizjologii, na Uniwersytecie Jagiellońskim.. Temat
drugiej rozprawy habilitacyjnej, opublikowanej nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego
w Krakowie w roku 1916 oraz w serii rozpraw Akademii Umiejętności
w Krakowie w dwu językach "Die chemischen Reize der Nerven i "Chemiczne
podniety nerwów", dotyczył m.in. wpływu adrenaliny na charakter prądów
czynnościowych w mięśniach.. Zagadnienie podjęte i opracowane przez Czubalskiego
dotyczyło bezpośredniej sfery zainteresowań Cybulskiego - współodkrywcy
adrenaliny i twórcy oryginalnej, dziś już zapomnianej teorii powstania
potencjału czynnościowego, jako t.zw. polaryzacji podłużnej. Młody docent
Czubalski przez pewien czas dzielił swe obowiązki akademickie pomiędzy
Lwowem a Krakowem, zanim przeniósł się na stałe do Krakowa. Ale nie na
długo.
Pierwsza wojna światowa
przetaczała się wtedy przez ziemie polskie. W 1915 roku okupacyjne władze
niemieckie zgodziły się na reaktywowanie polskiego uniwersytetu w Warszawie,
zamyślając już wtedy o quasi-autonomii dla Kongresówki, przyznanej później
oficjalnym aktem 5 listopada 1916 roku z zamiarem pozyskania polskiego
rekruta na front wschodni.
W okupowanej przez Niemców
Warszawie niewielu było polskich profesorów specjalistów nauk medycznych.
Lata rusyfikacji, brak polskiego uniwersytetu, odpływ utalentowanych ludzi
nauki zagranicę, w tym także na uniwersytety imperium rosyjskiego łącznie
z Petersburgiem, spowodował, że brakowało polskiej kadry niezbędnej
dla akademickiego nauczania medycyny. Warszawa zwróciła się po pomoc do
polskiego Piemontu, do Galicji. Pierwszy Rektor odrodzonego Uniwersytetu
Warszawskiego, lekarz-neurolog i pediatra, profesor Polikarp Józef Brudziński
poprosił Alma Mater wszystkich polskich uniwersytetów, Wszechnicę Jagiellońską
w Krakowie, o skierowanie do Warszawy fizjologa. Poważnie wówczas
już chory Napoleon Cybulski (zmarł w roku 1917 nie doczekawszy niepodległości)
polecił na stanowisko kierownika Katedry Fizjologii na Wydziale Lekarskim
odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego swego najzdolniejszego ucznia, Franciszka
Czubalskiego, zaledwie 31-letniego docenta farmakologii i fizjologii.
Katedra Fizjologii Uniwersytetu Warszawskiego
I tak zamknęło się wielkie
koło. Urodzony "królewiak", syn Ziemi Opoczyńskiej i Radomskiej, uciekający
w 1903 roku przed studiami na znienawidzonym carskim Uniwersytecie w Warszawie
wraca po 13 latach do stron rodzinnych, do centrum Polski, aby objąć Katedrę
Fizjologii na odrodzonym polskim Uniwersytecie Warszawskim. Do rangi
symbolu urasta fakt, że pierwszy na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim
inauguracyjny wykład z fizjologii w języku polskim odbył się 11 listopada
1916. Czy mógł wówczas przypuszczać młody zastępca profesora(na takie bowiem
stanowisko powołano Docenta Czubalskiego), wszyscy licznie zgromadzeni
studenci i wielu przybyłych gości, że dokładnie 2 lata później Rada
Regencyjna, mianowana przez okupantów niemieckich, przekaże swe uprawnienia
brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu, Naczelnikowi Państwa, i że dzień 11
listopada, kiedy to w Warszawie na odrodzonym Uniwersytecie padły pierwsze
słowa w języku polskim wykładu akademickiego z fizjologii, stanie się symbolem
odzyskania niepodległości dla pokoleń Polaków aż po dzień dzisiejszy?
Warto przytoczyć słowa,
którymi 11 listopada 1916 roku otworzył nauczanie fizjologii Franciszek
Czubalski , przemawiając w starej, pochodzącej z 1824 roku i do dziś używanej
sali wykładowej na Krakowskim Przedmieściu: "Słuszną jest rzeczą,
aby w chwili, kiedy po długiej przerwie rozpoczynają się ponownie wykłady
fizyologii w języku polskim na Uniwersytecie Warszawskim, rzucić okiem
wstecz na dzieje nauczania fizyjologii naszej wszechnicy, a także i w innych
uniwersytetach polskich." (tekst wykładu p.t. "Wyciągi z narządów a wydzielanie
wewnętrzne" opublikowała ówczesna Gazeta Lekarska, nr.4 z roku 1917).
Wspomniał Czubalski
swoich polskich poprzedników na Katedrze Fizjologii w Warszawie: Henryka
Hoyera, odkrywcę zespoleń tętniczo-żylnych, wykładowcę fizjologii i histologii
od roku 1859 (obie te dziedziny często jeszcze wtedy traktowano łącznie),
wspomniał nade wszystko profesora fizjologii Feliksa Nawrockiego, wybitnego
ucznia Claude Bernarda i Carla Ludwiga, odkrywcę unerwienia gruczołów potowych
i autora pionierskich prac z zakresu neuroregulacji krążenia krwi, sięgnął
do tradycji pozawarszawskich, do Uniwersytetu Wileńskiego i wielkiej postaci
Jędrzeja Śniadeckiego a także do osiągnięć innych polskich fizjologów XIX
wieku. Później przedstawił swój własny program badań naukowych. Nowatorskim
pomysłem tego programu było badanie biologicznej aktywności czynnych substancji
produkowanych przez tkanki i narządy poprzez uzyskiwanie ich metodą t.zw.
biodializy tzn. w płynie fizjologicznym perfundującym żyjący narząd zamiast
stosowanej wówczas metody wyciągów uzyskiwanych z roztartych i zniszczonych
tkanek. Metoda biodializatów stała się osią, wokół której skupiły
się prace szybko rosnącego grona Jego uczniów. Najcenniejszych odkryć w
tym pierwszym okresie dokonał Bolesław Gutowski, późniejszy profesor fizjologii
na Wydziale Weterynaryjnym SGGW. Wykazał on obecność w biodializatach mózgu
substancji zwężającej naczynia i podnoszącej ciśnienie tętnicze krwi, którą
okazała się później wazopresyna, wykazał także obecność innej substancji
presyjnej w zwojach współczulnych (gwiaździstych), którą po wielu latach
zidentyfikowano jako noradrenalinę.
Z chwilą przybycia z Uniwersytetu
w Odessie doktora Juliana Walawskiego, ucznia wybitnego rosyjskiego fizjologa
Babkina, współpracownika Pawłowa, rozpoczęto w Katedrze Fizjologii szereg
pionierskich badań z zakresu regulacji wydzielania soku żołądkowego i trzustkowego.
Najważniejszym odkryciem, uzyskanym także techniką biodializatów, było
odkrycie przez Walawskiego peptydu hamującego wydzielanie soku żołądkowego
po przedostaniu się treści pokarmowej do dwunastnicy, czynnika nazwanego
później enterogastronem. Obecnie peptydy hamujące wydzielanie żołądkowe
zidentyfikowane zostały precyzyjnie technikami współczesnej medycyny
molekularnej ale w owym czasie prace Walawskiego miały znamiona oryginalności
w skali światowej. Profesor Walawski objął po wojnie Katedrę Patologii
Ogólnej i Doświadczalnej, później Patofizjologii Akademii Medycznej
w Warszawie i stworzył warszawską szkole patofizjologii ale zawsze uważał
się za fizjologa.
Dziedziną osobistych zainteresowań
Profesora Czubalskiego w latach dwudziestych i trzydziestych był wpływ
autonomicznego układu nerwowego na skład morfotyczny krwi, poziom białek
w osoczu i i krzepliwość krwi. Prace te nie uzyskały należnego odzewu międzynarodowego
kiedy powstawały i były publikowane zagranicą w języku francuskim. Wyprzedziły
bowiem swój czas i ówczesny stan wiedzy. Były zbyt prekursorskie.
Dzisiaj, kiedy burzliwie rozwija się neuroimmunologia, warto przypomnieć,
że to Franciszek Czubalski był tym, który już w latach dwudziestych i trzydziestych
wykazał, że pobudzenie układu współczulnego i przywspółczulnego zmienia
liczbę leukocytów w krążącej krwi.
Profesor Czubalski zapoczątkował przed wojną w Polsce fizjologię stosowaną
oraz fizjologię wysiłku fizycznego. Stworzył w ramach swej Katedry
Zakład Fizjologii Pracy, którym kierował profesor Włodzimierz Missiuro.
Cechą szczególną Katedry
Fizjologii przed II wojną światową było szerokie otwarcie dla klinicystów
realizujących tu swe prace doświadczalne przy pomocy fachowego personelu
Katedry. Uczniami profesora Czubalskiego było wielu późniejszych profesorów-
klinicystów Wydziału Lekarskiego. Należy wspomnieć spośród internistów
profesora Włodzimierza Filińskiego, Eugeniusza Kodejszkę, docenta Czesława
Szczepańskiego, chirurga - profesora Szulca, a w czasach powojennych chirurga-
profesora Józefa Kubiaka, który habilitował się w Katedrze Fizjologii
oraz wybitnego urologa profesora Tadeusza Krzeskiego, który przez
wiele lat był asystentem Zakładu Fizjologii i w nim wykonał swą eksperymentalną
pracę doktorską.
Profesor Czubalski stworzył
przed wojną także innym fizjologom możliwości badań eksperymentalnych w
swym Zakładzie. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że w Warszawskiej
Katedrze i Zakładzie Fizjologii wykonane zostały pionierskie prace
Konorskiego i Millera, rozszerzające klasyczną teorię pawłowowską o odruchy
warunkowe II typu, dzisiaj znane pod nazwą wyuczonych reakcji instrumentalnych.
To odkrycie i jego poznawcze konsekwencje, powszechnie docenione dziś na
świecie, kosztowało Jerzego Konorskiego, wielkiego polskiego neurofizjologa,
parę trudnych lat w okresie stalinowskim, w ciężkiej atmosferze dogmatycznej
indoktrynacji "jedynie słuszną" wykładnią nauki Pawłowa.
Szkoła Zaorskiego
Podczas II wojny światowej
w ciemnych latach terroru okupacji niemieckiej Profesor Czubalski zapisał
piękna kartę oporu. Był mianowicie dyrektorem od spraw podziemnego akademickiego
nauczania medycyny pod przykrywką Szkoły Zawodowej dla Pomocniczego Personelu
Sanitarnego stworzonej i prowadzonej przez niezapomnianego docenta,
później profesora Jana Zaorskiego. Było aktem wielkiej odwagi w owych czasach
prowadzenie wykładów dla studentów medycyny bez mała publicznie, w sali
uniwersyteckiej na Krakowskim Przedmieściu, w samym centrum Warszawy, w
otoczeniu siedzib licznych władz okupacyjnych. Z wielkim sentymentem wspominają
Profesora Czubalskiego, jako swego nauczyciela i przyjaciela, pokolenia
studentów medycyny i stomatologii tamtych, okupacyjnych lat. Ich
staraniem na ścianie budynku naszej Uczelni przy Krakowskim Przedmieściu
wmurowana została tablica upamiętniająca tajne nauczanie medycyny prowadzone
w murach tego zabytkowego budynku.
Po wojnie niemłody, ponad
60-letni już wtedy profesor Czubalski podjął wyzwanie czasu i przystąpił
z całą energią do odbudowy zrujnowanego Zakładu Fizjologii. Niezmordowanie
przyciągał znów do siebie nowych, młodych adeptów fizjologii i po
raz drugi w swym życiu, wychował następne, kolejne pokolenie Warszawskiej
Szkoły Fizjologii.
Wielu jego powojennych uczniów
i współpracowników już nie żyje, inni jeszcze żyjący, profesorowie i kierownicy
Katedr i Zakładów w Polsce odchodzą lub odeszli na emeryturę, pozostawiając
następne pokolenie swoich z kolei uczniów, późnych wnuków Profesora Czubalskiego,
obecnie fizjologów na kierowniczych stanowiskach naukowych w całej
Polsce. Omawianie powojennych losów i osiągnięć naukowych profesora Czubalskiego
i powojennego pokolenia Jego uczniów, do którego sam się zaliczam,
przekroczyłoby ramy tego artykułu. Polskie Towarzystwo Fizjologiczne podjęło
inicjatywę opracowania historii fizjologii w Polsce. Jeśli dzieło to zostanie
zrealizowane, wówczas zarówno osoba profesora Czubalskiego, założyciela
wraz z profesorem Kazimierzem Białaszewiczem w 1937 roku Polskiego Towarzystwa
Fizjologicznego, jak stworzona przez Niego Katedra Fizjologii Człowieka
w Warszawie znajdą swe poczesne miejsce.
Zasługi organizacyjne profesora
Ogromne były zasługi organizacyjne profesora Czubalskiego dla Wydziału Lekarskiego, dla Uniwersytetu Warszawskiego i dla naszej uczelni. W latach 1923-24,1924-25 oraz 1934-35 a po wojnie latach 1945-47 był czterokrotnie wybierany Dziekanem Wydziału Lekarskiego. Zapisał się znacząco w historii stomatologii w Warszawie. Był organizatorem i kilkakrotnym dyrektorem Instytutu Dentystycznego w Warszawie. Swym autorytetem i zabiegami przyczynił się do przekształcenia go w placówkę akademicką-Akademię Stomatologiczną. W latach 1935-1938 był wybrany i pełnił funkcje prorektora Uniwersytetu Warszawskiego. W roku 1936 Senat Uniwersytetu wybrał go Rektorem ale godności tej nie przyjął. Po wojnie został ponownie wybrany przez Senat Rektorem i w latach 1947-1950 piastował funkcję Rektora Uniwersytetu Warszawskiego aż do chwili administracyjnego oderwania Wydziałów Lekarskiego i Farmaceutycznego od Uniwersytetu, od naszej uniwersyteckiej Alma Mater, i powołania osobnej uczelni-Akademii Medycznej. Został wtedy pierwszym Rektorem Akademii Medycznej w Warszawie i piastował tę funkcję aż do roku 1954.
Praca z młodzieżą akademicką
Nie mogę pominąć jeszcze
jednego, bardzo ważnego rysu osobowości Profesora Czubalskiego jako nauczyciela
akademickiego i człowieka o rozległych horyzontach. Był on zawsze wielkim
przyjacielem a zarazem autorytetem dla młodzieży studenckiej. Umiał łatwo
znaleźć z nią wspólny język, wczuć się w klimat młodości. Nie przypadkowo
był wieloletnim Kuratorem przedwojennego Koła Medyków i patronował skutecznie
budowie Domu Medyka przy ulicy Oczki. Sympatia nie oznaczała jednak
jakiegokolwiek poufalenia się. Studenci czuli Jego życzliwość ale darzyli
go ogromnym respektem. Zdawanie egzaminu z fizjologii było przeżyciem.
Aby zabłysnąć nie wystarczało tylko posiadać odpowiednią wiedzę ale także
należało zademonstrować zdolność inteligentnego rozumowania, wysławiania
się nienaganną polszczyzną oraz "last but not the least" - wizytowy strój.
Niektórzy tym ostatnim elementem starali się zrekompensować braki pozostałych,
na ogół zresztą bez powodzenia. Profesor Czubalski był wymagający ale i
wyrozumiały dla studentów słabiej przygotowanych. Przejawiał wtedy wielkie
poczucie humoru. Krążyły liczne opowieści i anegdoty na ten temat. Mogę
poświadczyć ich autentyczność, bo nie tylko sam zdawałem egzamin u Profesora
ale później, już jako asystent bywałem obecny podczas egzaminów. Obyczajem
przestrzeganym w Zakładzie była bowiem obecność asystentów podczas egzaminu.
Niejedna perełka humoru padała wtedy z ust Profesora. Asystent uczył się
w tych momentach tego co bardzo trudne jest do zdefiniowania a co stanowi
swoisty "genre" osobowości wielkiego nauczyciela akademickiego.
O uczuciach jakimi darzyła
go młodzież medyczna w latach przedwojennych świadczy znamienny i zupełnie
nieznany fakt, o którym dowiedziałem się w latach pięćdziesiątych od starego
już podówczas laboranta Zakładu, p. Jana Lemańskiego. Do jego obowiązków
należało noszenie za Profesorem ciężkiej teczki profesorskiej, zawsze wypchanej
książkami. A fakt o którym mi opowiedział nie był zwyczajny.
W drugiej połowie lat trzydziestych
na terenie Uniwersytetu Warszawskiego zaczęły ujawniać się gwałtownie efekty
propagandowe "prania mózgów" młodzieży uniwersyteckiej przez doktrynę nazistowską,
serwowaną nam zza zachodniej granicy. Trafiała ona na podatny grunt przeróżnych
organizacji prawicowo-narodowych typu Obozu Narodowo-Radykalnego(ONR) czy
ruchu spod znaku młodzieżowej "Falangi" zapożyczającej swą nazwę od krwawej
dyktatorskiej rebelii gen. Franco w Hiszpanii. Studenckie i pseudostudenckie
bojówki "narodowe" wymuszały numerus clausus dla studentów polskich pochodzenia
żydowskiego oraz wprowadzenia swoistego apartheidu tzw. "getta ławkowego".
Prekursorzy obecnych skinów wprowadzali "getto ławkowe" siłą i agresją,
posługując się niebezpieczną bronią-kastetami i żyletkami. Dochodziło do
bójek i bijatyk na terenie Uniwersytetu. Profesor Czubalski, piłsudczyk
a także wielki humanista i patriota, publicznie potępiał agresję i nienawiść,
sączoną rodzimym narodowcom przez propagandę goebbelsowską. Było to z jego
strony aktem odwagi cywilnej, na który nie wszyscy profesorowie, bliscy
kręgom t.zw. endecji, potrafili się zdobyć, milcząco tolerując rasizm,
przemoc i agresję. Grupki studentów polskich pochodzenia żydowskiego, atakowane
przez antysemickie bojówki rasistowskie uciekały nieraz do Zakładu Fizjologii
znajdując tam bezpieczny azyl a laborant p. Lemański, który mi to relacjonował
po wielu latach, dzielnie blokował drzwi wejściowe nie pozwalając na wtargnięcie
rozwydrzonym "narodowym" agresorom.
Wirus rasizmu nie zatruwał
tak silnie studentów medycyny, zapewne z racji powołania do przyszłego
zawodu lekarskiego a także, być może, z powodu mniejszego rozpolitykowania
młodzieży, która zdobywała wiedzę na studiach medycznych ciężką pracą,
absorbującą nieporównanie bardziej niż np. studia na Wydziale Prawa.
Przytaczam ten niechlubny
epizod historii Uniwersytetu Warszawskiego tylko dlatego aby przypomnieć
wspomniany już i zupełnie nieznany fakt świadczący o tym jak bardzo szanowany
i lubiany był profesor Czubalski przez akademicką młodzież medyczną przed
wojną. Mianowicie władze ówczesnego Koła Medyków uznały, że bezpieczeństwo
osobiste ich Opiekuna jest zagrożone przez bojówki "narodowców".
Aby uchronić go od napaści zapewniono mu ochronę osobistą. W dniach
przemocy i nienawiści na Uniwersytecie Warszawskim, codziennie paru dobrze
wysportowanych studentów medycyny pełniło dyżur "ochroniarski" towarzysząc
Profesorowi Czubalskiemu na krótkiej pieszej trasie pomiędzy Krakowskim
Przedmieściem a jego mieszkaniem na pobliskiej ulicy Sewerynów.
Takim człowiekiem, uczonym
i nauczycielem akademickim był profesor Franciszek Czubalski. Uhonorowano
go przed wojną wysokimi odznaczeniami. Był jednym z nielicznych członków
Polskiej Akademii Umiejętności. w Krakowie wśród profesorów Wydziału Lekarskiego
w Warszawie. Po wojnie i po likwidacji P.A.U. przez reżim stalinowski
został automatycznie członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk.
Zmarł po długiej i ciężkiej
chorobie w chmurny, ponury dzień 8 lutego 1965 roku, zaledwie w parę miesięcy
po śmierci swej wiernej towarzyszki życia i opiekunki, Stefanii Czubalskiej.
Zgon małżonki był wielkim wstrząsem dla Profesora i z pewnością przyśpieszył
jego własną śmierć.
Spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim
w grobie rodzinnym obok swej żony i jedynego syna Mieczysława, dr nauk
prawnych, adiunkta przy Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego,
zmarłego przedwcześnie, zaledwie w kilka lat po śmierci ojca.
Bardziej szczegółowe omówienie
dorobku naukowego i organizacyjnego profesora Franciszka Czubalskiego ukazało
się jeszcze za jego życia w 30-lecie objęcia kierownictwa Katedry Fizjologii
(J. Walawski: Twóczość naukowa prof. dr .med. Franciszka Czubalskiego,
Lekarski Instytut Naukowo-Wydawniczy, Warszawa 1946) oraz w 22 lata po
jego śmierci w roku 1987 z okazji Jubileuszu 50-lecia Polskiego Towarzystwa
Fizjologicznego, którego profesor Franciszek Czubalski był współzałożycielem.
(A. Trzebski: Franciszek Czubalski,1885-1965. Acta Physiologica Polonica
1987, 38, 123-131).
W roku 1985, w dwudziesta
rocznicę śmierci i osiemdziesiątą rocznicę urodzin Profesora Czubalskiego
wmurowano ku jego czci brązową tablicę w sali wykładowej budynku Akademii
Medycznej przy Krakowskim Przedmieściu. Wtedy też Senat naszej Uczelni
nazwał imieniem Profesora Franciszka Czubalskiego historyczną salę wykładową,
w której 11 listopada 1916 roku Profesor Czubalski wygłosił
pierwszy w języku polskim akademicki wykład z fizjologii dla studentów
odrodzonego Wydziału Lekarskiego i przez dziesiątki następnych lat tam
wykładał, nie przerywając swych wykładów nawet w mrocznym okresie okupacji
niemieckiej w latach II wojny światowej. Niestety, nazwa sali nie weszła
do szerokiego obiegu w naszej Uczelni i wiele osób nawet nie wie o tym
fakcie, ponieważ do dziś nie ma tam choćby skromnej tabliczki
informującej studentów jak nazywa się sala i dlaczego tak właśnie została
nazwana. Uczelnia nasza winna jest uczynić to zadośćuczynienie swemu pierwszemu
Rektorowi.
Moje pierwsze spotkanie z profesorem Franciszkiem Czubalskim
Prof. dr hab. Zbigniew Szreniawski
6 czerwca 1944 r. Alianci
wylądowali w Normandii. W tym dniu otrzymałem z Arbeitsamt Warschau (Kredytowa
1) wezwanie do stawienia się w wymienionym urzędzie w celu natychmiastowego
podjęcia pracy w Szpitalu w Verdun. Wezwanie to było związane z zakończeniem
nauki w Private Fachschule für Sanitäres Hilfspersonal, czyli w Szkole
Doc. Zaorskiego.
W tym czasie Szkołę przeniesiono
z Gmachu Medycyny Teoretycznej na terenie Uniwersytetu Warszawskiego (Krakowskie
Przedmieście 26/28) do budynku Gimnazjum Górskiego przy ul. Hortensji (obecnie
ul. Górskiego). Wiedziałem, że do Niemiec nie pojadę, ale nie chciałem
zrywać łączności ze Szkołą Doc. Zaorskiego, przewidując, że pomimo jej
formalnego zakończenia studenci będą nadal kierowani do różnych szpitali
warszawskich dla kontynuowania nauki. Poszedłem więc do Prof. F.
Czubalskiego po radę i pomoc. Mieszkałem wówczas przy ul. Chmielnej, ale
miałem dobrych przyjaciół na Dygasińskiego, gdzie mogłem się czasowo ulokować.
Zdeprymowany zaistniałą sytuacją, dość pokrętnie tłumaczyłem, że proszę
o wykreślenie adresu z ul. Chmielnej, nie notowanie nowego miejsca pobytu
w wykazie studentów i przysyłanie dalszych zarządzeń Dyrekcji Szkoły na
stary adres. Profesor spojrzał na mnie dość życzliwie, ale przenikliwie
i polecił pani sekretarce, aby uwzględniła moją prośbę, chociaż wiadomym
było, że wszystko jest ukartowaną grą pozorów. Czas to był trudny i nie
można było przewidzieć, jakie nieoczekiwane następstwa taka życzliwość
okazana studentowi może wywołać.
W połowie czerwca 1944 roku
zwołano nadzwyczajne spotkanie absolwentów Szkoły Zaorskiego z dyrekcją
w celu omówienia wyjazdu do Niemiec.
Zebranie to odbyło się w
sali wykładowej im. Gluzińskiego, w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy ul.
Nowogrodzkiej. Pulpity amfiteatralnie ustawionych ławek szczelnie przykryte
były powielonymi odbitkami pierwszej strony aktualnego Biuletynu Informacyjnego,
konspiracyjnego organu Delegatury Rządu na Kraj, z artykułem wstępnym
kategorycznie zakazującym wyjazdu do Niemiec. Na sali znajdowało się 120
130 osób. Choć znaliśmy się wzajemnie, trudno jednak z pewnością ustalić,
czy wśród zgromadzonych nie ma osób niepowołanych. Pierwszym i jedynym
punktem programu było przemówienie dyrektora naukowego, prof. Franciszka
Czubalskiego.
Charakterystycznym, metalicznym
głosem, z zachowaniem zasad retoryki wytrawnego wykładowcy, Profesor omówił
wielki wkład niemieckiej medycyny do nauki światowej. Przypomniał wiekopomne
dzieło Roberta Kocha, wspomniał dorobek naukowy "ojca patologii Rudolfa
Virchowa. Podkreślił korzyści jakie spotkałyby nas, gdybyśmy mogli zdobywać
doświadczenie w znakomitym berlińskim Charité, być może w klinice chirurgicznej
kierowanej przez prof. Sauerbrucha. Z drugiej jednak strony - mówił prof.
Czubalski - czasy są niepewne, nie sposób przewidzieć jak potoczą się dalsze
losy wojny (Grzmią pod Stoczkiem armaty - pomyślałem), a niepewna sytuacja
może spowodować ze wszech miar niepożądaną rozłąkę z najbliższą rodziną.
Zakończył przemówienie niczego bezpośrednio nie sugerując, ale dla każdego
z nas było jak najbardziej oczywiste, żeby do Niemiec nie wyjeżdżać i w
istocie nikt z nas tego dobrowolnie w tym czasie nie uczynił.
Z drugiej jednak strony
nawet obecność tajniaków nie stanowiłaby zagrożenia , a z ich obecnością
musiano się uwzględnić, ponieważ zebranie było otwarte i mógł w nim
uczestniczyć każdy przechodzień. Po 54 latach pamiętam to przemówienie
nie tylko jako ostrożną wypowiedź mądrego i odważnego Nauczyciela i Wychowawcy,
ale również jako życiową wskazówkę, że przemawiając publicznie należy zaufać
wrażliwości i domyślności słuchaczy.
Prof. Franciszek Czubalski
był nie tylko znakomitym fizjologiem i wykładowcą, lecz również niezwykle
sprawnym organizatorem i administratorem nauki i nauczania w okresie międzywojennym,
w trudnych latach okupacji niemieckiej i przez wiele lat po zakończeniu
działań II Wojny Światowej.
Na posiedzeniu w dniu 29 listopada 1999 r. omówiono m.in.:
Prorektor ds. dydaktycznych
prof. dr hab. L. Pączek przedstawił sprawę przyszłorocznej rekrutacji.
Ogólnopolski egzamin wstępny będzie organizowany przez Radę Egzaminów Medycznych.
Egzamin zaproponowano na 4 lipca 2000 roku. Egzamin obejmowałby 120
pytań: 40 z chemii, 40 z biologii, 40 z fizyki.
Rektor J. Piekarczyk zaproponował,
aby dolny limit przyjęć wynosił 240 miejsc na Wydziałach Lekarskich, 75
na Stomatologii, 150 na Wydziale Farmaceutycznym.
Po dyskusji Senat przyjął przedstawione propozycje.
Senat powołał na wniosek Rektora J. Piekarczyka składy następujących komisji:
Senackiej Komisji ds. Oceny Profesorów:
Senackiej Komisji ds. Finansowo-Budżetowych:
Senackiej Komisji ds. Informacji Naukowej i Wydawnictw:
Na wniosek mgr Haliny
Biernackiej kwestora AM Senat w głosowaniu jawnym wybrał firmę finansowo-księgową
PORTOS z Puław do zbadania bilansu AM za rok 1999.
Dziekan I WL prof. dr hab.
W. Gliński zaproponował, aby Senat podjął uchwałę w sprawie nadania tytułu
doktora honoris causa AM w Warszawie profesorowi Alexandrowi A. Borbelyemu
z uniwersytetu w Zurichu. Dziekan oświadczył, że senaty AM w Gdańsku i
Uniwersytetu Jagiellońskiego poparły wniosek o nadanie tytułu. W głosowaniu
tajnym uchwała została przyjęta.
Na wniosek Dziekana II WL
prof. dr hab. J. Stelmachowa Senat zatwierdził decyzję Rady Wydziału w
sprawie zmiany nazwy Kliniki Kardiologii Wieku Dziecięcego na Klinikę Kardiologii
Wieku Dziecięcego i Pediatrii Ogólnej.
Prorektor ds. dydaktyczno-wychowawczych
prof. dr hab. L. Pączek przedstawił propozycję, aby istniejący w ramach
Akademii Wychowania Fizycznego Wydział Rehabilitacji przekształcić
w Międzyuczelniany Wydział Rehabilitacji lub Wydział Fizjoterapii. Są już
europejskie wzorce programowe takich wydziałów. Obecny Wydział należałoby
wzbogacić programowo, a nabór zwiększyć do ok. 240 osób. Dyplomy podpisywaliby
Rektorzy AWF i AM. Pół roku przed ogłoszeniem naboru konieczne jest ogłoszenie
warunków rekrutacji.
Po dyskusji Senat zatwierdził
nowy Międzyuczelniany Wydział Fizjoterapii utworzony wspólnie z AWF.
Następnie prof. L. Pączek
zaproponował utworzenie wspólnie ze Szkołą Główną Handlową międzyuczelnianego
instytutu kształcącego menagerów ochrony zdrowia. W pierwszym etapie byłyby
to studia podyplomowe. Docelowo byłby to kierunek na studiach dziennych
SGH organizator ochrony zdrowia. Gdyby ranga instytutu była wysoka można
by wprowadzić studia doktoranckie.
W głosowaniu Senat opowiedział
się za utworzeniem wspólnie z SGH Instytutu Zdrowia Publicznego.
Następnie prof. Pączek poinformował,
że od 2 lat działa Komisja Akredytacyjna Uczelni Medycznych, która opracowała
standardy nauczania medycyny. Opracowano również specjalny kwestionariusz
samooceny działalności uczelni. Konieczne jest powołanie Uczelnianej Komisji
Akredytacyjnej. Zadaniem komisji będzie:
W skład Komisji prof.
L. Pączek zaproponował dziekanów: prof. W. Glińskiego, prof. J. Stelmachowa,
przewodniczącego Senackiej Komisji ds. Dydaktyki prof. P. Zaborowskiego,
dyr. J. Żbikowskiego i siebie jako prorektora ds. dydaktyczno-wychowawczych.
Prodziekan ds. English Division
prof. dr hab. J. Polański przedstawił do akceptacji Senatowi stawki wynagrodzeń
dla osób organizujących zajęcia dydaktyczne. Kolegium Dziekańskie II WL
zaproponowało stawki całościowe, za cały rok jednorazowo:
8 grudnia 1999 r. w Galerii
Malarstwa Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II Fundacji Carrol-Porczyńskich
odbyła się uroczysta Sesja Naukowa I WL z okazji przyznania nagrody Nobla
w dziedzinie fizjologii i medycyny w 1999 roku. Otrzymał ją niemiecki
uczony Gűnter Blobel. Jako ciekawostkę dodam, iż obydwaj tegoroczni nobliści
mają na imię Gűnter (Grass) i pochodzą z terenów dzisiejszej Polski (Blobel
z okolic Szprotawy). G. Blobel jest nielicznym z nagrodzonych, który otrzymał
nagrodę samodzielnie. Postać badacza, jego osiągnięcia i znaczenie ich
dla nauki przedstawili dr hab. Katarzyna Nałęcz, pracownik naukowy Instytutu
Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego referując temat "Mechanizmy kierujące
białka do ich miejsc przeznaczenia w komórce" oraz dr Cezary Wójcik z Zakładu
Histologii i Embriologii AM, autor referatu "Błędne adresowanie białek
w komórce znaczenie w patologii".
Część artystyczną uroczystości
wypełnił koncert kwartetu smyczkowego "Concertino". Smucić może nikła frekwencja
ze strony studentów. /M.Z./
Prof. dr hab. Stanisław Moskalewski - Kierownik Zakładu Histologii i Embriologii
W 1998 roku Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej ogłosiła konkurs pod tytułem "Zwierzętarnia '98". Do konkursu tego przystąpił między innymi Zakład Histologii i Embriologii Instytutu Biostruktury Akademii Medycznej w Warszawie. Ze zwierzetarni Zakładu Histologii korzysta także Zakład Immunologii, Zakład Transplantologii i Centralny Bank Tkanek. Wygranie konkursu i uzyskanie kwoty 240.000 zł umożliwiło nam założenie w zwierzętarni klimatyzacji oraz wyremontowanie i wyposażenie jednej sali dla zwierząt. Inwestycja ta została zakończona zgodnie z harmonogramem 30 listopada 1999. Przeprowadzone inwestycje znacznie podniosły warunki sanitarne panujące w zwierzętarni. Zakład Histologii i Embriologii pragnie podziękować Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej za pomoc w unowocześnieniu zwierzętarni i za życzliwą pomoc w załatwianiu formalności w czasie przeprowadzania jej modernizacji.
DOBRE OBYCZAJE W NAUCE - SCIENCE AS AN INTERNATIONAL ENTERPRISE
Lawrence Rhoades - Office of Research Integrity,
Department of Health and Human Services, Rockville, MD, USA;
Andrzej Górski - The Medical University of Warsaw, Poland
Jak zapewne Państwo pamiętają,
w ostatnich latach Uczelnia nasza zorganizowała dwie ważne międzynarodowe
konferencje poświęcone problemowi dobrych zasad w nauce. Byłem i jestem
przekonany, że stanowi to ogromne wzmocnienie pozycji i prestiżu naszej
Uczelni na międzynarodowej arenie naukowej. Jest to ogromnie ważne w okresie
bezpośrednio poprzedzającym naszą integrację z Unią Europejską tym bardziej,
że w ostatnim czasie doszło do całej lawiny wypadków pogwałcenia tychże
zasad, o czym szeroko informuje prasa, radio i TV.
Organizowane przez nas konferencje
spotkały się ze znaczącym zainteresowaniem międzynarodowym, rok temu pół
kolumny poświęcił ostatniej z niej Frankfurter Allgemeine Zeitung, uważany
przecież za jedno z najbardziej opiniotwórczych czasopism w wymiarze światowym.
Materiały obu konferencji ukazały się w SCIENCE & ENGINEERING ETHICS
oraz w ZAGADNIENIACH NAUKOZNAWSTWA.
Odbiciem ostatniej konferencji
jest poniższy tekst, który jest również przeglądem aktualnej sytuacji powstałej
w wyniku podejmowanych wysiłków o zapobieganie złym praktykom w nauce.
Science is an international
enterprise. Scientific research is not limited by national boundaries.
Scientists collaborate with colleagues in other nations. Research results
are published in journals that have international circulation. Funding
agencies support promising research wherever it is done. Scientists trained
in one nation frequently conduct research in another. Scientific knowledge
generated in one nation is utilized in many nations. And there is the Internet.
The implications of the
international character of science, however, have not been vigorously pursued
in regards to responding to allegations of scientific misconduct and the
promotion of research integrity. Initially, scientific misconduct was viewed
as a problem that occurred in some countries but not in others. It was
viewed as a problem rooted in the culture of nations rather than in the
culture of science. Subsequently, scientific misconduct has been acknowledged
as a problem in many nations: Australia, Canada, China, Denmark, England,
Finland, France, Germany, India, Japan, Norway, Poland, Sweden, and the
United States.
In response to these developments,
the conference, "Scientific Misconduct: An International Perspective",
was held at The Medical University of Warsaw on November 16, 1998. Ten
speakers from seven countries made presentations. General points made include:
Procedures
In most countries, procedures
for responding to allegations of scientificmisconduct did not exist before
the first misconduct case made headlines. Christoph Schneider, Deutsche
Forschungsgemeinschaft (DFG), reported that none of the institutions involved
in the first cases that received public attention in Germany were prepared
to deal with them. All necessary procedures had to be invented step by
step during their implementation, he said. They had to improvise, and
improvisation has its inherent dangers. In the United States, media attention
given to several misconduct cases lead to Congressional hearings that resulted
in legislation mandating the establishment of such procedures. In France,
procedures began being developed after an allegation of serious misconduct
was received in 1997. The widely publicized cases in the United States
spurred the Danish to actin 1992. Subsequently, other Nordic countries
took action.
Countries, however, are
taking different approaches to handling allegations of
scientific misconduct in response to their varied circumstances. The
Danish Medical Council established a national committee, composed of seven
experienced researchers in the health sciences and chaired by a High Court
judge, to handle allegations. Allegations may be made directly to the national
committee. Local research institutions are discouraged from conducting
inquiries or investigations. In Germany, DFG, the major federal research
funding agency, is placing the responsibility for responding to allegations
on research institutions and requiring those institutions to develop the
necessary procedures. In France, INSERM is developing a hybrid system that
calls for the appointment of a Scientific Integrity Officer(SIO) and regional
correspondents. The SIO, who would report directly to the Director-General
of INSERM, will be responsible for managing and monitoring the entire system
while the regional correspondents will oversee the conduct of inquiries
and investigations and promote research integrity in laboratories and institutes
in their region. In the United States, the primary responsibility for responding
to allegations rests with research institutions that apply for or receive
Federal research funding. Each
Federal research funding agency, however, monitors the handling of
allegations by the research institutions to ensure compliance with the
Federal regulation and to determine whether the Federal government will
make a finding of misconduct and impose additional administrative actions
on the accused. In England, the Medical Research Council (MRC) has adopted
procedures that formally cover the researchers who work in its laboratories,
but MRC expects its awardee institutions to operate under broadly equivalent
policies.
The procedures adopted by
the countries also differ in the scope of the research covered. In Denmark,
France, and England the procedures are being developed or were established
by medical research organizations and appear limited to medical research.
In the United States, the focus has been on biomedical and behavioral research
supported by the National Institutes of Health, but other fields of science
are included through support provided by the National Science Foundation
and other agencies. The broadest coverage of the sciences may occur in
Germany because the procedures are being required by DFG. Besides the fields
of science, the procedures also appear to differ on whether the procedures
covers employees and/or grantees. The English procedures specifically apply
to employees and are intended to cover grantees. The French procedures
cover INSERM employees whether they work in INSERM facilities or not. The
U.S. procedures specifically address grantees but are applied to Federal
employees. The German procedures appear to apply to grantees. All of the
procedures seem to be limited to research funded by public funds, especially
Federal. Research supported by state or local governments or private sources
are not covered unless institutions apply the procedures mandated by the
Federal funding source to all funding sources.
Science and Law
The involvement of science and law in scientific misconduct cases is explicitly recognized in the membership of the Danish Committee on Scientific Dishonesty (DCSD) which is chaired by a High Court Judge. This is essential, Daniel Andersen, DCSD, said, because the function of the committee, situated as it is on the border line between medicine and jurisprudence, requires experience in the evaluation of evidence and proof, and because the handling of cases should be impeccable and in accordance with all relevant laws and regulations. In the United States, a collegial approach was initially utilized in handling allegations in an attempt to have the alleged misconduct judged by the standards of the scientific community. Lawyers, however, were quickly brought into the process by institutions, respondents and whistleblowers. Generally, institutional policies only permit lawyers to advise respondents or whistleblowers rather than represent them. Lawyers may represent respondents in hearings before the Departmental Appeals Board. Criminal prosecution of a respondent may occur and lawsuits have been filed against institutions, whistleblowers and ORI. In Germany, institutions that have conducted misconduct investigation have had to defend their findings before the local, State and Federal administrative courts and the Federal Constitutional Court. The German constitution which guarantees the freedom of the arts and science, research and teaching as an individual right of every scientist creates difficulties in imposing sanctions on respondents when misconduct is found.
Guidelines
Clinical research seems to
be more successful in developing an international perspective than basic
laboratory research. Dorota Switula, Astra Clinical Research Unit - Central
Europe, cited the ICH Harmonised Tripartite Guideline for Good Clinical
Practice as an international quality standard for conducting trials that
involve participation of human subjects. Laurence Schaffar-Esterle, INSERM,
said, In France, the legislative framework governing clinical trials and
human subjects research has resulted in their generally excellent conformity
with good clinical practice, thereby ensuring not only necessary respect
for individuals but also the quality and reliability of data. Laboratory
research, however, does not always comply sufficiently with the rules of
good laboratory practice (GLP).
In its first year, the Danish Committee on Scientific Dishonesty (DCSD)
saw the need for developing guidelines as a measure for preventing scientific
misconduct. Daniel Andersen, DCSD, said guidelines give researchers a
fair chance to learn what is considered as good scientific practice...This
is essential for the feeling of security in the rule of law for both the
plaintiff and the accused researcher. The DCSD has issued guidelines on
(1) presentation of research protocols and data documentation (in basic
research, clinical and clinical-epidemiological research), (2) the use
and storing of research data, (3) authorship, and (4) the content of agreements
between researchers at the initiation of joint projects. In creating these
guidelines, Andersen said, It was not the intention to create quite new
principles for good scientific practice. Rather, it was the intention to
make explicit rules which already were well accepted by leading scientists
but which had never been issued in a clear text. INSERM plans to produce
a preliminary guide on Good Laboratory Practice (GLP) and include adherence
to GLP in the assessment of laboratories and researchers. Other guidelines
could be developed on the recording of data, the review of data, mentoring,
the review of abstracts, presentations, manuscripts and proposals, and
the management of laboratories.
Besides developing guidelines
for good scientific practice, guidelines are needed for the effective and
efficient handling of scientific misconduct allegations. In the United
States, the Office of Research Integrity (ORI) has developed a model policy
and procedure for responding to allegations of scientific misconduct and
guidelines for responding to retaliation complaints. ORI is developing
guidance on managing suspicious manuscripts, responding to an allegation
of misconduct, and making an allegation of misconduct for journal editors,
respondents and whistleblowers respectively. Other guidelines could be
produced on the sequestration of data, the conduct of interviews, the appointment
of inquiry and investigative committees, and the preparation of reports.
Education
An analysis of 150 investigations
closed by ORI from 1993 to 1997 show that a finding of misconduct may be
made against any member of the research team (regardless of academic rank)
at any institution. In addition, an analysis of the misconduct activity
reported by research institutions in the United States between 1991-1996
indicates that an allegation of misconduct is a low probability event in
almost all institution. Consequently, the investigation of allegations
of scientific misconduct is usually handled by inexperienced personnel,
especially in decentralized systems.
Imogen Evans, MRC, England,
said, As an employer, we believe it is equally if not more important to
achieve a working culture that fosters integrity. Thus, education in good
research practices is an integral part of research management and should
go a long way towards ensuring that the seeds of wrongdoing fail to germinate;
this is fundamental to the prevention of research misconduct.
The education program, then,
should have two missions. First, the education program should teach standards
of good scientific practice to all researchers. Unfortunately, current
efforts seems to be limited to graduate students. Second, the education
program should provide instruction for individuals involved in the detection,
reporting, and investigating of alleged scientific misconduct.
International Cooperation
As in science itself, international cooperation would be helpful in developing responses to scientific misconduct, the creation of guidelines for good scientific practice, and expansion of the knowledge base concerning scientific misconduct and research integrity. Schaffar-Esterle said, Even though each institution must remain responsible for responding to allegations of scientific misconduct within its doors, INSERM would like to see national, European, and international co-ordination about the methods of such response. International cooperation is essential to the development of a database on misconduct cases because of the low incidence of reported cases. A standard data collection instrument could be developed so that comparable data are collected on each case. The formation of an international network composed of individuals who are responsible for developing and managing systems for responding to allegations of scientific misconduct and promoting good scientific practice would be very helpful. Members could freely communicate information and data through various channels, including the Internet, and meet periodically at conferences that focus on the international perspective on scientific misconduct and research integrity.
Dnia 7 grudnia 1999 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
wręczył akt nadania tytułu profesora nauk medycznych
Prof. dr hab. Lechowi Wiktorowi Korniszewskiemu
Kierownikowi II Katedry Pediatrii i Kliniki Diabetologii Dziecięcej
i Wad Wrodzonych AM.
"Dobrze jest, że nas nie ma
tam, gdzie zima, Kołyma,
gdzie Workuty, Irkucki, Tobolski,
że przez Morze Kaspijskie
i przez piaski libijskie
wędrujemy prościutko do Polski"
Władysław Broniewski
WSPOMNIENIE
Prof. dr hab. Tadeusz Tołłoczko
Słowo wojna kojarzy się oczywiście
z hukiem wystrzałów, armatami, czołgami, bombardowaniem, rannymi i zabitymi.
Ja w 1939 r. nie słyszałem ani jednego wystrzału, nie przeżyłem ani bombardowania,
ani artyleryjskiego ostrzału. Nie widziałem rannych, zabitych. Tak więc
czy mogę powiedzieć, że doświadczyłem ogromu nieszczęść, jakie niesie z
sobą każda wojna, a więc i wojna obronna z 1939 roku?
Dzieciństwo spędzałem na
Kresach Wschodnich - Nad Niemnem. Sierpień 1939 r. to beztroski okres
wakacji. Jazda konno, kąpiel i pływanie łódką po jeziorze i rzece, wyprawy
leśne. Zawody w zbieraniu leśnego runa. Wielka przyjaźń z pastuchami pasącymi
krowy. Ich wielki autorytet wynikał ze znajomości tajników przyrody
każdego ptasiego gniazda, mrowiska, zwyczajów wszystkich leśnych zwierząt,
rozpoznawania wszystkich polnych kwiatów i owadów, rozpoznawanie po śpiewie
i charakterze lotu każdego ptaka. Oni bardzo dokładnie przewidywali w którym
gnieździe są jeszcze jajka, a w którym już pisklęta. Cała przyroda i wszystkie
zwierzęta w lesie i na pastwisku były jednak przez nich chronione żadnej
szkody przyrodzie robić nie było można. Straszono, że jeśli ktoś nawet
tylko dotknie w gnieździe jaskółczego jajka, ten dostanie piegów. Kontakt
z przyrodą był tak naturalny i ścisły, że nawet zabawa w wojnę była czymś
nienaturalnym. Ten kontakt z przyrodą wszystkim sprawiał radość. Udział
w pracach żniwnych w postaci rozwożenia i roznoszenia żniwiarzom wody,
jeżdżenie na grabiarce, pomoc w stawianiu, a potem zwożeniu snopków z
pola, dawało poczucie użyteczności, współudziału w tworzeniu dobra oraz
wspólnoty ze wszystkimi pracującymi. A pracowali wszyscy. To, że jedni
mówili między sobą po polsku, inni po białorusku (po prostemu), rosyjsku
lub w języku jidysz odzwierciedlało i wyrażało tylko zmienność i różnorodność
przyrody. Wszyscy byli swoi obdarzający siebie nawzajem pełnym zaufaniem.
Tak mi się to wówczas niestety, ale tylko wydawało. Niewątpliwie tzw. mniejszości
narodowe stanowiły jednak w tej części Polski większość.
Po pracy kąpiel w rzece,
a po kąpieli wracaliśmy zmęczeni do swoich domów. Tu atmosfera jednak nie
była spokojna. Mówiło się o wojnie. Groza wojny nie była mi znana, ale
dwa wydarzenia zwiastowały wyczuwalne, ale niewyobrażalne zagrożenie. Któregoś
dnia Dziadek Panie Dobrodzieju na kilku wozach przywiózł wiele worków
soli oraz olbrzymie bańki z naftą. Był to dla mnie pierwszy sygnał, że
idzie coś niedobrego. Narzekał, że nie udało mu się kupić tego w ilości
jaką zamierzał. Poinformował też, że kupił niewiele cukru, bo przecież
mając kilkadziesiąt uli pszczół nadal będziemy słodzić miodem, a cukier
będzie potrzebny tylko jak ktoś zachoruje.
Dalszym objawem nadchodzącego
koszmaru był przymusowy wykup koni przez wojsko. Wybrano wówczas również
mego ulubionego, na którym najczęściej jeździłem na oklep. Był to dla mnie
już widoczny znak, że kończy się normalne życie i że idzie coś nienaturalnego.
Powszechna mobilizacja. Pożegnanie dwóch moich ukochanych Wujków idących
na wojnę. A mieli przecież iść na studia. Dziadek ich pobłogosławił i zaopatrzył
w święty obrazek oraz jakieś zawiniątko. Widoczny smutek i łzy oraz odczuwana,
ale i nieukrywana rozpacz. W domu pełnym pracy i radości zrobiło się nagle
smutno, pusto, cicho i ponuro. Został Dziadek, dwie panny na wydaniu
moje Ciocie no i ja. Matkę moją wojna zastała w Warszawie. Ojciec mój
już nie żył.
W domu żywe były tradycje
Powstania 1863 r., po którym w wyniku kasacji majątku za udział w
Powstaniu wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Dziadek zresztą dodatkowo
zaczynał od nowa po wojnie 1914 roku i 1920 jak mówił: od łyżki, widelca,
wiadra, kozy, sierpa i łopaty. Tak więc doświadczenie wojenne to On miał.
Była to więc dla niego nie tylko wojna, ale nowa wojna. Rozpoczynanie
życia od nowa stało się zresztą rodzinną tradycją. Mama moja zaczynała
życie od łyżki, szklanki i szyby czterokrotnie 1914, 1920, 1939 i 1944
roku. Niektórzy z rodziny i rodzeństwa Mamy i Ojca wprawdzie
zaczynali życie od nowa rzadziej, ale tylko dlatego, że szybciej je na
zesłaniu kończyli.
W dniu 1 września wraz z
rodziną z sąsiednich posiadłości gromadnie wysłuchaliśmy przez radio Orędzia
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do narodu. A więc rzeczywiście wojna.
Smutek przeplatał się z nadzieją i optymizmem, a nawet pewnością wygranej
z Niemcami wojny. Tą pewność opierano na aktualnym pakcie o nieagresji
z ZSRR, oraz na gwarancjach udzielonych Polsce przez Wielką Brytanię i
Francję. Zauważyłem jednak, że Dziadek po raz pierwszy w rozmowie nie używał
zwrotów Panie Dobrodzieju i Pani Dobrodziejko. Był smutny, milczący.
Oznaczało to ukrytą desperację. W dyskusji przytoczył nawet wypowiedź Piłsudzkiego
skierowaną do jednego z rozmówców: Czy Pan wiesz, co Anglia i Francja
zrobiła dla niepodległości Polski nie wiesz Pan? to ja Panu powiem
Gówno. Całą tą wypowiedź zapamiętałem ze względu na ostatnie słowo, a
słów takich Dziadek Panie Dobrodzieju nie używał nawet w polu. Zdarzyła
się też rzecz nie do pomyślenia. Po raz pierwszy zebrani członkowie licznej
rodziny z okolicznych gospodarstw nie przyznali Dziadkowi racji.
W kilka dni później rodzina
znów się zjechała, by świętować zakończenie wojny, bo przecież Anglia
i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. Dziadek pozostawał jednak zasępiony.
Tłumaczono, że po pójściu synów na wojnę Dziadek się szybko zestarzał i
jakoś dziwnie zmarniał. Radio przestało grać. Zdani byliśmy na obiegiem
krążące wiadomości. A wiadomości były złe. Dziadek najbardziej zaniepokojony
był wiadomościami o bombardowaniu i zniszczeniu Warszawy. Tam pozostała
bowiem moja Mama od której nie było żadnej wiadomości. Bomby spadły również
na Grodno. Do nadziei, a nawet pewności, stopniowo wkradała się niewiara
i zwątpienie spowodowane bezczynnością sojuszniczych państw. W późniejszym
okresie tę wojnę sojuszniczych państw zachodnich, z którą wiązano tyle
nadziei, nazwano drôle de guerre, Sitzkrieg wojną siedzącą, a my wszyscy
oczekiwaliśmy co najmniej realizacji zobowiązań. A w domu smutek pogłębiał
się wraz z nadchodzącymi wiadomościami.
Bitwa nad Bzurą, broniąca
się Warszawa, Modlin, Hel i Lwów podtrzymywały resztki nadziei. W okresie
tych właśnie walk i bitew nadeszła wiadomość o wkroczeniu wojsk radzieckich.
Jak to? Przecież mamy jeszcze pakt o nieagresji mówiło się podczas rodzinnego
spotkania. Z Niemcami też mamy ważny pakt o nieagresji, powiedział Dziadek,
i dodał to koniec Polski, to koniec z nami.
Po kilku dniach zjawiła
się uzbrojona w karabiny grupa znanych nam ludzi z pobliskich wiosek i
miasteczka z opaskami na rękach w towarzystwie żołnierzy radzieckich. Rozpoczęła
się seria nocnych rewizji i w końcu przeprowadzka do położonego w pobliżu
opuszczonego, zniszczonego i niezamieszkałego budynku. Wszystkie pamiątki
tak pieczołowicie przechowywane jako relikwie z 1863 roku zostały
zniszczone lub zarekwirowane. I w nowym mieszkaniu rewizje również nie
ustawały. Rewizje trwały parokrotnie przez kilka kolejnych dni. Podobno
widziano jednego z Wujków wracającego z wojny i po prostu chciano go przywitać.
Wiadomość ta się potwierdzała, ale ja nie wiedziałem, czy nawiązany został
z Wujem jakiś bezpośredni kontakt. Co kilka dni jedna z Cioć znikała gdzieś
na cały dzień. Po pewnym czasie zupełnie niespodziewanie w nocy powrócił
drugi Wuj z wojny. Pomimo zranienia udało mu się uciec z transportu na
wschód i idąc nocami dotrzeć do domu. Natychmiast
umieszczony został w kryjówce w stodole. Pocięte prześcieradło stanowiło
materiał opatrunkowy. Podczas jednej z kolejnych rewizji Wuja jednak znaleziono.
Pobitego, zmaltretowanego, na wpół przytomnego wrzucono jak worek, trzymając
za ręce i nogi na wóz i wywieziono. Do aresztu, w którym się znajdował
kilka razy, zanosiłem paczkę z chlebem, miodem i słoniną. Areszt w którym
Wuj przebywał, przeistoczył się w śmierdzący lazaret, w którym przebywali
potłuczeni, zmasakrowani i jęczący ludzie. Przez kraty i wybitą szybę podczas
ostatniego widzenia przekazałem Wujkowi od Dziadka zawiniątko. Domyślam
się tylko, że było w nim chyba kilka złotych rubli. Nie wiem na ile mu
się to przydało, ale zsyłkę przeżył. W wyniku jednak odniesionych ran w
bitwie o Monte Casino zmarł w Anglii. Po latach zapaliłem świeczki na jego
grobie na cmentarzu żołnierzy polskich w Morpeth (Northumberland). Wędrował
przez Morze Kaspijskie, i przez piaski libijskie, ale do Polski już nie
dotarł.
Drugiego Wuja złapano tuż
przed wybuchem wojny radziecko-niemieckiej. Wcielony do jednostek paramilitarnych
dostał się z ogoloną głową do niewoli niemieckiej jako radziecki żołnierz
(!). Ucieczka się powiodła. Paroletnia za to poniewierka i tułaczka. W
późniejszym okresie skierowany został do karnej kompanii saperskiej. Jedyny
sprzęt jaki posiadał do rozminowywania, to był długi, specjalnie wystrugany
patyk. Jeśli podczas rozminowywania gdzieś wybuchła mina, to nie oznaczało
to nic innego jak tylko to, że tam miny już nie ma. Zwolniono go w końcu
jako inwalidę. Po wojnie niespodziewanie zjawił się u nas w domu w Warszawie
jako wynędzniały, schorowany i zrujnowany starzec. Wydobrzał jednak na
tyle, że mógł jeszcze rozpocząć samodzielne życie. Jednakże ani sił, ani
zdrowia na kontynuowanie nauki już nie odzyskał. Pamiętam, jak przed wojną
pięknie grał na skrzypcach. Mówił mi, że ostatni raz zagrał w partyzantce
i potem stracił radość życia, a więc i muzykowania.
Od Mamy mojej nie było żadnej
wiadomości. A więc zginęła. Któregoś dnia na podwórku, przy studni z której
nabierałem wodę do pojenia koni, spostrzegłem stojącego obok Dziadka. Dziadka
z załzawionymi oczami. Przytulił mnie do siebie, pocałował w głowę i powiedział
łamiącym się z bólu głosem Sierota. Nie wyobrażałem sobie jaką
dokładnie treść to słowo zawiera i oznacza, ale pojąłem natychmiast wielką
tego słowa grozę. Do dziś bardzo wyraźnie widzę pomimo dużych, szlacheckich
wąsów, papierowo bladą twarz Dziadka, całą Jego nienaturalnie skurczoną
postać, słyszę tembr Jego głosu i czuję złożony na mej głowie Jego pocałunek.
Trzeba było jednak pomyśleć
i o własnej wegetacji, a więc i o nadchodzącej zimie, zwłaszcza że koczowaliśmy
w zrujnowanym pomieszczeniu. Dziadek otrzymał jednorazowe pozwolenie na
wykopanie torfu. Zabrać można było tylko połowę wykopanego i ułożonego
w pryzmy materiału. Zabraliśmy się do pracy. Średnia wieku tej pary niewykwalifikowanych
robotników w pełni kwalifikowała do wykonywania po kolana w wodzie ciężkiej
pracy. Niestety rozrzut wiekowy był jednak zbyt duży by oczekiwać wydajnej
pracy. Był już chyba koniec października. Woda była zimna. Na odpoczynek
nie można było sobie pozwolić, wobec świadomości, że może nie starczyć
na zimę opału. Do tego wszystkiego byłem głodny. O zmierzchu wracaliśmy
do domu. Przejeżdżając przez miasteczko, Dziadek niespodziewanie zatrzymał
załadowany torfem wóz przed sklepem Abramczyka. Nie wiem skąd miał ruble,
ale fundnął mi butelkę cukierkowej oranżady i jakąś z zakalcem, ale za
to dużą bułkę. Do dnia dzisiejszego włącznie nic bardziej smacznego w życiu
nie jadłem i nie piłem i z pewnością jeść i pić nie będę.
Od października chodziłem
do odległej o 3,5 km szkoły. Nauczycielami byli już Rosjanie. Żadnego nauczyciela
polskiego. Nie zwracali na mnie szczególnej uwagi nawet wówczas, gdy stawałem
się przedmiotem nieraz bardzo dokuczliwych złośliwości ze strony innych
uczniów kolegów. Zdążyłem się nawet przyzwyczaić i w poczuciu pełnej
bezbronności podobnie tak jak nauczyciele nie zwracałem specjalnej uwagi
na podstawianie nóg, wyrywanie guzików, robienie kleksów w zeszytach, czy
też bolesne nieraz kuksowanie. Brak reakcji z mojej strony wprawiał z
kolei moich niedawnych towarzyszy zabaw w jeszcze większą złość. Nie odzywano
się do mnie po imieniu, które bardzo dobrze znali, ale per gordyj Palak.
Zdawałem sobie sprawę, że były to prowokacje mające na celu oskarżenie
mnie przed nauczycielami, że Polak uderzył lub pobił kogoś z aktualnej
większości narodowej. Zdawałem sobie sprawę, że jedynym moim przewinieniem
było w istocie bycie Polakiem. To samo już wystarczyło niezależnie od statusu
majątkowego, pozycji zawodowej i społecznej rodziny.
Któregoś dnia po powrocie
ze szkoły z przerażeniem spostrzegłem, że powycinano drzewa stojące koło
dawnego domy, a tworzące coś w rodzaju parku. Odróżniały się one bowiem
od otaczającego lasu. Zrobiło się goło. Zmieniła się przyroda, zmienił
się świat.
Od Mamy mojej nie nadchodziły
nadal żadne wiadomości. Pogodzono się już z myślą, że zginęła podczas obrony
Warszawy. W połowie grudnia w nocy zjawiła się jednak niespodziewanie moja
Mama przekraczając zieloną granicę rosyjsko-niemiecką. Natychmiast schowano
ją w kryjówce, a rano Dziadek budząc mnie do szkoły powiedział: Masz Matkę
- tylko nikomu o tym w szkole nie mów. Stale docierały do nas wiadomości
o aresztowaniach i deportacji ludności polskiej. Nie ominęło to również
naszych kuzynów i krewnych. Ktoś doniósł, że już i my jesteśmy na liście.
Wobec braku jakichkolwiek możliwości ucieczki poczyniono więc przygotowania
do wywózki. Trzeba być przygotowanym na najgorsze mówił Dziadek. W
związku z przyjazdem Mamy zdecydowano, że następnego dnia pójdę jak zwykle
do szkoły, a ze szkoły udam się na określone miejsce w lesie, skąd już
razem z Mamą będziemy przedzierać się przez granicę w kierunku Warszawy.
Wychodząc do szkoły po raz ostatni w życiu pożegnałem się z Dziadkiem.
Pomimo smutku i goryczy przymusowego rozstania wydawał się być bardziej
spokojny. Bardziej spokojny o mnie oczywiście. Z Ciociami zobaczyłem się
po 8 i 15 latach, kiedy to w ramach repatriacji przyjechały do Polski.
Granica rosyjsko-niemiecka
w Polsce była w miarę upływu czasu i postępującej stabilizacji coraz
to dokładniej strzeżona. Złapanie uciekiniera do strefy niemieckiej oznaczało
natychmiastową zsyłką. Wraz z przygodnymi Polakami pragnącymi również przekroczyć
granice utworzyliśmy grupę liczącą chyba z 10 osób. Znaleziono przewodnika,
który za cenę pierścionków i obrączek zobowiązał się przeprowadzić nas
przez granicę. Pamiętam jak się targowano. W lesie przeczekaliśmy do wieczora.
Przedzierając się przez jakieś zarośla i niezupełnie zamarznięte bagna
przewodnik w pewnym momencie wyszeptał, że granica przebiega przez
najbliższą przecinkę leśną i że należy ją po cichu, ale bardzo szybko przeskoczyć,
bo Rosjanie będą z obu stron strzelać. Chyba nigdy tak szybko nie biegłem.
Na całe szczęście strzałów nie było. Po przejściu dalszych 500 metrów przewodnik
pożegnał się z nami i życzył dalszej szczęśliwej podróży. Z uczuciem
wielkiej ulgi szliśmy już swobodnie wskazaną drogą w kierunku Małkini.
Zupełnie niespodziewanie po przejściu dalszych 500 m usłyszeliśmy nagle:
Stoj. Ruki w wierch!. Jak się okazało do granicy było jeszcze ze 2 kilometry.
Była już noc. Poganiało nas w drogę powrotną chyba ze 4 pograniczników
strzelających od czasu do czasu wokół nas. Mama trzymając mnie za
rękę szła pierwsza wyraźnie przyspieszając kroku, tak że musiałem podbiegać.
W ten sposób wyprzedziliśmy dość znacznie kolumnę pozostałych przestępców
granicznych. W pewnym momencie za zakrętem przecinki leśnej skoczyliśmy
w bok w jakieś zarośla. Konwojenci idący z tyłu prawdopodobnie tego nie
zauważyli, bo nie było żadnych ani strzałów, ani nawoływań. Gdy cała grupa
wraz z konwojentami nas minęła ruszyliśmy w kierunku domniemanej granicy
zatrzymując się co kilka metrów i nasłuchując czy nie ma w pobliżu pograniczników.
Natknęliśmy się na tory kolejowe, czym prędzej się od nich oddalając zakładając,
że są pilnie strzeżone. Granicę przekroczyliśmy nawet o tym nie wiedząc.
Z daleka tylko słychać było strzały i nawoływania: Dawaj nazad, skierowane
zapewne do innych grup uciekinierów. Przy pierwszym budynku zobaczyliśmy
kolejkę ludzi stojących przed wachtą niemiecką. Po raz pierwszy zobaczyłem
żołnierza niemieckiego. Jego postać nie odpowiadała ukształtowanemu w mej
wyobraźni wizerunkowi zbira. Podczas spisywania danych odniosłem nawet
wrażenie, że jego stosunek do nas był chyba przyjazny, a z pewnością
grzeczny może tylko dlatego że nie groziło mi żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo.
Poczułem się jednak bardzo wyczerpany.
Przyjazd do Warszawy do
zniszczonego mieszkania, z oknami zabitymi deskami, z zamarzającą wodą
w kuble, koniecznością spania w czymś, co przypominało nauszniki (tak aby
uszu sobie nie odmrozić a była to zima stulecia) spowodował, że poczułem
się jednak bezpieczny. Bardzo dużą ulgę sprawił mi brak dawnych kolegów
z lokalnych większości narodowych. Niestety, nie długo trwało to poczucie
bezpieczeństwa. Wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Był to jednak zupełnie
inny rodzaj deszczu. W dwa dni po przyjeździe Mama zaprowadziła mnie
do szkoły. Szczerze wyznam, że byłem tym wręcz zrozpaczony. Oranie, bronowanie,
pomimo że było fizycznie niezwykle dla mnie męczące, to jednak bardziej
mi odpowiadało niż nauka. Poza tym ogarniał mnie paniczny strach
przed kolegami. Przez pewien czas wprawdzie wołano na mnie w szkole rusek
i parodiowano moje zaciąganie wymowy, ale nie miałem poczucia bezbronności
w zachowaniu własnej godności. Przezwisko to było dla mnie bardzo bolesne,
ale życie nauczyło mnie już nie reagować na tego typu przykrości. Poza
tym bycie Polakiem w tym środowisku było czymś normalnym i nie wiązało
się z żadnymi koleżeńskimi represjami. Reakcji alarmowej wobec nieraz
złośliwego zachowania kolegów w stosunku do ruska pozbyłem się jednak
chyba dopiero po roku.
W miarę upływu czasu uświadomiłem
sobie, że zupełnie inaczej potoczyłyby się moje życiowe losy, gdyby moja
Mama przyjechała po mnie o dwa dni później. Jeśli wojnę bym w ogóle przeżył,
to dziś pewnie marzyłbym o repatriacji z Kazachstanu do Polski. W Warszawie
Mama pozostała sama bez pomocy i rady, dosłownie bez żadnego rodzinnego
zaplecza. Zupełnie jak na wygnaniu. Została zupełnie sama z obowiązkiem
wychowania i świadomością konieczności zapewnienia mnie wykształcenia.
Był to cel, któremu poświęciła zresztą całe swoje życie.
Po latach kiedy było to
możliwe i bezpieczne odwiedzałem na dawnych już kresach pozostałą tam
przy życiu moją dalszą rodzinę oraz 96-letniego stryja najstarszego brata
mego Ojca. Zdecydował się On powrócić z deportacji na miejsce byłej ojcowizny
i tam dokonać żywota. Od chwili zsyłki w 1940 r. niczego od życia już nie
oczekiwał, bo na rozpoczęcie od nowa nie miał dużego zapasu lat. Któregoś
dnia powiedział mi: ja już życia się najadłem... aż nadto. Chciał być
pochowany obok swego ojca i dziadka Powstańców z 1863 roku, których grób
nie na cmentarzu a pod lasem w miejscu, w którym mój pradziad Onufry
został ubit.
Opowiadał mi Stryj, że jak
przed wojną kupował konie, to zapłacił tyle to a tyle rubli. Powiedziałem
wówczas: Stryjku przed wojną to były złotówki, a nie ruble.... Przerwał
mi mówiąc: Wiesz Ty co, może to były i złotówki, ale one cościk tak krótko
trwały z 17 lat tylko. Rzeczywiście dla niego i przedtem, i potem
były ruble. Okres złotówek to krótki przerywnik.
Los, który spowodował, że
podczas wojny 1939 r. nie słyszałem żadnego wystrzału, nie przeżyłem
żadnego bombardowania, nie widziałem też zabitych i rannych, a tylko
maltretowanych, ten sam Los wyrównał mi ten brak życiowego doświadczenia
w nadmiarze podczas okupacji i Powstania Warszawskiego. Tak czasami sobie
myślę, że w wielu sytuacjach śmierć mnie nie tyle ominęła, co przeoczyła.
Ale to już jest zupełnie inna historia.
Powrót do spisu treści
STUDENCKIE TOWARZYSTWO NAUKOWE
29 października na Walnym Zgromadzeniu STN wybrano nowy Zarząd w składzie:
Podczas Walnego Zgromadzenia
uroczyście przyznano Złote Odznaki STN JM Rektorowi prof. dr hab. Januszowi
Piekarczykowi i prof. dr hab. Markowi Jakóbisiakowi. Tytuł Przyjaciela
STN otrzymała mgr Mirosława Kurpeta - Dyrektor Biblioteki Głównej AM.
W dniach 13-15 kwietnia
2000 r. STN organizuje Kongres Naukowy Młodych Medyków - Warszawa 2000.
Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 29 lutego 2000 r.
SEKCJA PIŁKI NOŻNEJ KLUBU UCZELNIANEGO AKADEMICKIEGO ZWIĄZKU SPORTOWEGO W WARSZAWIE
Sekcja piłki nożnej działa
przy Klubie Uczelnianym AZS Akademii Medycznej w Warszawie.
Zespół uczestniczy w rozgrywkach na terenie Warszawy i w zawodach ogólnopolskich
Mistrzostwach Polski Akademii Medycznych.
W okresie od roku 1981 do
chwili obecnej drużyna Akademii Medycznej sześciokrotnie zdobyła Mistrzostwo
Polski (startuje 11 uczelni), dwa razy II miejsce, raz III miejsce. W
ramach Akademickich Mistrzostw Warszawy (16 uczelni) zespół zajmował miejsca
II IV. W roku akad. 1998/1999 drużyna zdobyła Mistrzostwo Warszawy. W
obecnym roku akademickim po rundzie jesiennej zespół zajmuje I miejsce.
W roku akad. 1997/1998 studenci naszej uczelni zajęli III miejsce
w Akademickich Mistrzostwach Warszawy w piłce nożnej halowej. Aktualnie
w zespole trenuje 22 studentów (wszystkich wydziałów od I do VI roku studiów).
Zespół prowadzi nauczyciel
akademicki, pracownik Studium Wychowania Fizycznego i Sportu, trener I
klasy - mgr Jerzy Rudzik.
IV Konferencja Internetu Medycznego
Mgr Mirosława Kurpeta
W dniach 12-13 listopada
w Toruniu odbyła się IV Konferencja Internetu Medycznego zorganizowana
przez dr Piotra Kasztelowicza i dr Lidię Pawłowicz pod patronatem naukowym
JM Rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu prof. dr hab.
Jana Kopcewicza. W konferencji wzięło udział ponad 150 osób z całej Polski.
Najliczniej reprezentowana była Akademia Medyczna w Poznaniu.
W sesji "Telemedycyna i
jej rola w rozwoju nauk medycznych i w praktyce lekarskiej" przedstawiano
wymogi systemu usług telepatologicznych oraz zastosowanie internetu do
zdalnej konsultacji przypadków neuroonkologicznych. Sesja "Internet jako
narzędzie w edukacji lekarzy i promocji zdrowia" była prezentacją zasobów
internetowych psychiatrii, neurologii, endokrynologii, stomatologii i kardiologii
(m.in. EDEN 2000). Ciekawe programy dostępne dla pacjentów i lekarzy zaprezentowali
Ośrodek Badania Alergenów Środowiskowych Kliniki Otolaryngologii Wojskowej
AM "Internetowy serwis alergologiczny" oraz Klinika Chorób Wewnętrznych
w Bytomiu ŚlAM , Serce wirtualnego lekarza czyli o centralnym programie
serwisu Telediagnostyka dla pacjenta i lekarza i Poradnik dla
dwojga, czyli o strukturze głównej książki on-line serwisu Telediagnostyka
dla pacjenta i lekarza.
Przedstawiono również rolę
internetu w propagowaniu medycyny opartej na dowodach i problemy
bibliotek medycznych w dobie internetu.
W ramach konferencji odbyło
się również spotkanie koordynatorów klubów internetowych sponsorowanych
przez Fundację im. S. Batorego w ramach konkursu Internet dla lekarzy.
Zaprezentowano problemy i osiągnięcia poszczególnych klubów m.in. przedstawiono
Organizację Centrum Internetu Medycznego Biblioteki Głównej AM w Warszawie.
SPOTKANIA KOLEŻEŃSKIE ABSOLWENTÓW A.M.
Dr med. Tadeusz Kocon
W październiku 1999 r. odbyły
się dwa spotkania absolwentów Wydziału Lekarskiego A.M. Dnia 12.10. spotkali
się absolwenci z roku 1949. Zaczynali studia w 1944 r. w Warszawie na Boremlowie.
W 1944 r. PKWN wyraził zgodę, żeby mimo że nie skończyła się jeszcze wojna
i wyzwolona została tylko Warszawa prawobrzeżna, wznowić działalność Wydziału
Lekarskiego. Dziekanem został doc. dr Tadeusz Butkiewicz. Rozpoczęto
zapisy studentów. Byli to przede wszystkim mieszkańcy Pragi, którzy
zdali maturę przed wojną lub podczas tajnego nauczania i spora grupa młodzieży
z terenów już wyzwolonych. Później dopisywani byli inni, którzy już wcześniej
rozpoczęli studia. Po wyzwoleniu całej Warszawy na pierwszy rok nauki zostali
zapisani byli studenci Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu
Ziem Zachodnich oraz słuchacze w Prywatnej Szkole dla Personelu Sanitarnego
doc. Jana Zaorskiego. Po tych wszystkich dopisywaniach rocznik rozszerzył
się i absolutorium w 1949 r. uzyskało 215 osób. Egzaminy końcowe zdawali
w części w Uniwersytecie Warszawskim lub w nowej uczelni Akademii Medycznej.
Po uzyskaniu dyplomu lekarza wszyscy dostali nakazy pracy do szpitali lub
poradni na terenie całej Polski. Spora grupa kolegów została powołana do
służby wojskowej. Absolwenci tego rocznika kilka razy organizowali spotkania
koleżeńskie. W ciągu ostatnich dwu lat spotykają się co kilka miesięcy
w Domu Lekarza Seniora w Warszawie.
Na obecne spotkanie przybyło
69 koleżanek i kolegów z całej Polski. Spotkanie rozpoczęto udziałem w
Mszy św. w Kościele Św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży, którą koncelebrował
Ks. Biskup Władysław Miziołek. Przed Mszą św. kol. Edmund Midak przypomniał
losy rocznika, ich ciężką, pionierską pracę. Po skończonym nabożeństwie
wszyscy przeszli do Klubu Lekarza, gdzie przywitał ich Dyrektor Klubu Kol.
dr Andrzej Trzaskowski. W gronie wychowanków tego rocznika jest wielu
zasłużonych lekarzy, m.in.: prof. Stefan Kruś, prof. Zbigniew Gawlik,
Koledzy Stembrowicz, Bokwa, Mąkowska, Radłowska i inni. W czasie poczęstunku
przemawiali Kol. Kol. Midak, Mąkowska i Kruś. Komitet Organizacyjny spotkania
stanowili Kol. Midak, Mąkowska i Radłowska. Rozmawiano też o następnych
spotkaniach.
Dnia 16.10.1999 r. odbyło
się po raz piąty spotkanie koleżeńskie absolwentów rocznika 1954 z okazji
45-lecia od ukończenia studiów. Spotkanie rozpoczęło się od udziału w Mszy
św. w Kościele św. Krzyża, a część koleżeńska w Klubie Technika NOT. Komitet
Organizacyjny po raz piąty stanowili Kol. Zdzisław Dziubek (Starosta roku)
i Tadeusz Kocon oraz Irena Szpotańska. Absolutorium w 1954 roku otrzymało
448 osób. Blisko połowa z nas zdała egzaminy dyplomowe jeszcze w 1954 r.,
a pozostali w pierwszej połowie 1955 . Wszyscy otrzymaliśmy nakazy pracy
do różnych miejscowości do niemal całej Polski. Pierwsze spotkanie koleżeńskie
odbyło się w 20 lat po ukończeniu studiów. Wzięło w nim udział ponad 200
osób. Sprawozdanie z tego spotkania zostało wydrukowane w Kwartalniku Akademii
Medycznej w 1977 r. na kolejnych spotkaniach składane było podobne sprawozdanie.
Podsumowując nasze osiągnięcia
indywidualne możemy stwierdzić, że z naszego grona 36 koleżanek i Kolegów
uzyskało tytuł profesora, 15 stopień docenta i 60 stopień doktora nauk
medycznych. Biografie 24 Koleżanek i Kolegów można znaleźć w wydawnictwie
"Kto jest kim w polskiej medycynie". Pracowaliśmy na różnych stanowiskach
od lekarza rejonowego począwszy przez różne szczeble lecznictwa otwartego
do kierowników przychodni, asystentów szpitali, ordynatorów, dyrektorów
szpitali i kierowników wydziałów wojewódzkich Wydziałów Zdrowia, dyrektorów
stacji San.-Epid., kierowników klinik i innych zakładów naukowych. Jeden
z naszych kolegów pełnił funkcję ministra, drugi wiceministra (dwa razy).
Jeden z kolegów pełnił funkcję Rektora A.M., trzech było prorektorami,
jeden był Dyrektorem Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Pięciu
kolegów pracowało w agendach Światowej Organizacji Zdrowia.
Na tegoroczne spotkania
koleżeńskie przybyło 96 koleżanek i kolegów, w tym 4 z zagranicy. Do Komitetu
Organizacyjnego napłynęły dwa listy od kolegów z Australii, które odczytano.
Do obecnego spotkania nie żyje z naszego grona 95 osób, a od ostatniego
spotkania zmarło 15 osób.
PUBLIKACJE KSIĄŻKOWE PRACOWNIKÓW AM W 1999 ROKU
1.Anestezjologia dziecięca.
Pod red. Tadeusza Szretera. Aut.: Marcin Rawicz, Janusz Ziółkowski
[i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.426.
ISBN 83-200-2329-7
2.Angioplastyka tętnicy nerkowej. Skuteczność oraz ryzyko zabiegu
w zależności od patomorfologii zwężenia.
Olgierd Rowiński.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.92. Praca habil.
ISBN 83-87418-73-0
3. Badania czynnościowe układu oddechowego.
Anna Doboszyńska, Katarzyna Wrotek. Współaut.: Grzegorz Benke,
Dorota Brzostek, Piotr Gutkowski.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.113.
ISBN 83-200-2348-3
4. Chirurgia dla pielęgniarek.
Pod red. Wojciecha Rowińskiego, Artura
Dziaka. Wyd. 4 zm. i uzup. Aut.: Andrzej Borkowski [i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.553.
ISBN 83-200-2222-3
5. Chirurgia przełyku.
Andrzej Karwowski, Mariusz Frączek.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.264.
ISBN 83-200-2306-8
6. Choroby nerowo-mięśniowe.
Pod red. Ireny Hausmanowej-Petrusewicz. Aut.: Maria Błaszczyk, Hanna
Drac, Barbara Emeryk-
-Szajewska [i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Nauk. PWN, s.495.
ISBN 83-01-12667-1
7. Choroby pasożytnicze człowieka.
Zdzisław Dziubek, Hanna Żarnowska-Prymek .
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.143.
ISBN 83-200-2279-7
8. Dermatologia pediatryczna.
T. 1. Pod red. Mieczysławy Miklaszewskiej, Feliksa Wąsika. Aut.: Hanna
Wolska [i in.].
Wrocław 1999 Volumed, s.429.
ISBN 83-87804-23-1
9. Endoskopowa skleroterapia w leczeniu chorych z nadciśnieniem wrotnym.
Pod red. Rafała Paluszkiewicza. Aut.: Piotr Michałowski, Bogdan Michałowicz,
Jacek Pawlak, Jerzy Szczerbań, Krzysztof Zieniewicz.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.103.
ISBN 83-200-2307-6
10. English for medical purposes: self-assessment test.
Joanna Ciecierska, Barbara Jenike, Krystyna Tudruj.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.136.
ISBN 83-200-2308-4
11. Farmakodynamika. Podręcznik dla studentów farmacji.
Pod red. Waldemara Jańca, Jolanty Krupińskiej.
Aut.: Witold S. Gumułka [i in.]. Wyd. 4 popr. i uzup.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s. 969.
ISBN 83-200-2321-1
12. Leczenie chorób układu moczowego.
Pod red. Zbigniewa Hrubego, Zbigniewa Gacionga. Aut.: Leszek
Pączek, Agnieszka Perkowska-Francka [i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.256.
ISBN 83-200-2298-3
13. Nadpobudliwość psychoruchowa u dzieci. Prawie wszystko co chcielibyście
wiedzieć: książka dla rodziców, nauczycieli i lekarzy.
Tomasz Wolańczyk, Artur Kołakowski, Magdalena Skotnicka.
Lublin 1999 Wydaw. BiFolium, s.172.
ISBN 83-87991-07-4
14. Ocena wartości i skuteczności operacji histeroskopowych w przypadkach
patologii wewnątrzmacicznej.
Beata Śpiewankiewicz.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.229. Praca habil.
ISBN 83-87418-69-2
15. Ocena wartości współczesnej ultrasonografii w diagnostyce nowotworów
macicy i przydatków.
Włodzimierz Sawicki.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.203. Praca habil.
ISBN 83-87418-70-6
16. Ostre stany kardiologiczne: algorytmy postepowania.
Grzegorz Opolski, Aleksander Górecki, Przemysław Stolarz.
Warszawa 1999 Fundacja Rozwoju Medycyny Człowiek człowiekowi, s.229.
ISBN 83-7232-024-1
17. Podręcznik elektrokardiografii.
Wyd. 4 popr. i uzup.
Barbara Dąbrowska, Andrzej Dąbrowski.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.411.
ISBN 83-200-2335-1
18. Podręczny leksykon leków.
Wyd. 2 unowocz.
Iwona Korzeniewska, Iwona Kurkowska-Jastrzębska, Wojciech Masełbas.
Red. naukowy: Witold S. Gumułka.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.700.
ISBN 83-200-2263-0
19. Podstawy farmakologii. Podręcznik dla szkół średnich.
Wyd. 3 zm. Pod red. Józefa Meszarosa, Sylwii Gajewskiej-Meszaros. Aut.:
Wojciech Rewerski, Bożena Tarchalska-Kryńska.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.633.
ISBN 83-200-2323-8
20. Podstawy stomatologii zachowawczej w nauczaniu przedklinicznym.
Elżbieta Musur, Stanisława Rejchert.
Warszawa 1999 Wydaw. BART, s.165.
ISBN 83-88016-05-09
21. Postępy w rozpoznawaniu i leczeniu przewlekłych zapaleń układu
oddechowego.
Pod red. Józefa Hałasy. Aut.: Ryszarda Chazan, Bożena Tarchalska-Kryńska
[i in.].
Warszawa 1999 MEDPRESS, s.118.
ISBN 83-910406-1-5
22. Rak szyjki macicy.
Pod red. Janiny Markowskiej. Aut.: Halina Gadomska, Marek Kiljańczyk,
Longin Marianowski [i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.285.
ISBN 83-200-2299-1
23. Sedacja dorosłych.
Pod red. Andrzeja Kublera. Aut.: Teresa Korta [i in.].
Bielsko-Biała 1999 alfa-medica press, s.147.
ISBN 83-96019-64-6
24. Skuteczność zabiegu uszczelniania bruzd międzyguzkowych w świetle
odległych obserwacji klinicznych i badań laboratoryjnych.
Elżbieta Jodkowska.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.146. Praca habil.
ISBN 83-87418-75-7
25. Szczepionki i immunoglobuliny: informator.
Wyd. 2 uzup. Pod red. Wiesława Magdzika. Aut.: Danuta Chmielewska-Szewczyk
[i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.272.
ISBN 83-200-2260-6
26. Toksykologia.Podręcznik dla studentów, lekarzy i farmaceutów.
Pod red. Witolda Seńczuka. Aut.: Jacek Brzeziński [i in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.888.
ISBN 83-200-2324-8
27. Udział anestezjologa w skutecznym przeszczepianiu nerek.
Tomasz Łazowski.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.178. Praca habil.
ISBN 83-200-87418-71-4
28. Urologia. Podręcznik dla studentów medycyny.
Pod red. Andrzeja Borkowskiego.
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.251.
ISBN 83-200-2346-7
29. Wybrane możliwości wykorzystania lasera holmowego w okulistyce.
Badania doświadczalne i kliniczne.
Dariusz Kęcik.
Warszawa 1999 OFTAL, s.128. Praca habil.
ISBN 83-912787-0-0
30. Zaburzenia dobowego rytmu ciśnienia tętniczego u chorych z pierwotnym
nadciśnieniem tętniczym.
Mariusz Łapiński.
Warszawa 1999 Akademia Medyczna, s.176. Praca habil.
ISBN 83-87418-79-X
31. Zarys neurochirurgii.
Pod red. Mirosława Ząbka. Wspólaut.:
Bogdan Ciszek, Zdzisław Dziubek, Leszek Królicki, Jerzy Walecki [i
in.].
Warszawa 1999 Wydaw. Lek. PZWL, s.695.
ISBN 83-200-2320-3