Z Życia
Akademii Medycznej
w Warszawie
Uczestnicy Programu Socrates-Erasmus
Grupa studentów zakwalifikowanych na wyjazd z programu Socrates-Erasmus.
W środku koordynatorki prof. A. Barańczyk-Kuźma i prof. R.Felczak-Chazan
Spis treści:
Jubileusz AM w Warszawie
Jubileuszowy 2000 rok jest
szczególnym rokiem dla naszej Uczelni. Przed 50 laty w styczniu 1950 roku
powołana została w Warszawie Akademia Lekarska, która została podporządkowana
Ministerstwu Zdrowia i Opieki Społecznej. Uczelnia ta powstała
z Wydziałów Lekarskiego i Farmaceutycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz
z Akademii Stomatologicznej.
W dniu 3 marca 1950
roku Uczelni nadano nazwę Akademia Medyczna w Warszawie.
W skład uczelni wchodził
Wydział Lekarski z Oddziałem Stomatologicznym
oraz Wydział Farmaceutyczny. Działalność Akademii określona została
w jej statucie w oparciu o ówczesną Ustawę o Szkolnictwie Wyższym. Sprowadzała
się ona do trzech zasadniczych kierunków:
Uczelnia od początku
jej istnienia miała prawo nadawania stopni naukowych doktora nauk medycznych
i doktora farmacji, a także występowania o nadanie stopnia doktora habilitowanego
oraz tytułów naukowych: docenta, profesora nadzwyczajnego i profesora
zwyczajnego.
Rok 2000 jest więc również
jubileuszem 50-lecia istnienia Akademii Medycznej w Warszawie. Uroczyste
Obchody Jubileuszowe odbędą się w maju i zostaną powiązane z oddaniem do
użytku nowego gmachu rektoratu uczelni. Wezmą w nich udział najwyższe Władze
Państwa z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim na czele.
Pan Prezydent uhonoruje wysokimi odznaczeniami państwowymi wieloletnich,
zasłużonych pracowników naszej Uczelni. W ramach obchodów jubileuszowych,
w nowym gmachu Akademii Medycznej w czerwcu 2000 r. odbędzie się Uroczystość
wznowienia dyplomów lekarskich absolwentów Wydziału Lekarskiego z 1950
r.
Z wielką przyjemnością i
olbrzymią satysfakcją weźmiemy udział w tych niezwykle ważnych uroczystościach.
Będzie to Święto Akademii - Święto całej społeczności akademickiej.
W pięćdziesiątą rocznicę utworzenia naszej Uczelni, po wielu latach
starań zakończona została budowa Rektoratu.
W dniach 25.04 6.05.2000 nastąpi przeniesienie wszystkich jednostek
z ul. Filtrowej. W imieniu administracji przepraszam za wszelkie
niedogodności, jakie mogą wystąpić w tym okresie w załatwianiu rozmaitych
spraw administracyjnych. Bardzo proszę o wyrozumiałość i ograniczenie w
tych terminach w maksymalnym możliwym zakresie wzajemnych kontaktów.
Informacja o pracach Konferencji Rektorów Uczelni Medycznych
Prof. dr hab. Janusz Piekarczyk
Reforma opieki zdrowotnej,
usamodzielnienie szpitali klinicznych, powstanie kas chorych i konsekwencje
wynikające z tego faktu stały się bodźcem do znacznego wzmożenia aktywności
KRUM. Konferencja odbyła
8 posiedzeń w okresie 7 miesięcy obecnej kadencji władz uczelni.
Z uwagi na dogodny dojazd do Warszawy, kilka z tych posiedzeń miało miejsce
w naszej Uczelni. Jedno z ważniejszych, podczas którego podsumowaliśmy
dotychczasowe inicjatywy Rektorów dotyczące ograniczenia negatywnych skutków
reformy dla Wyższych Uczelni medycznych w Polsce, odbyło się w lutym 2000
r., w Warszawie.
Zebrani Rektorzy przesłali
do Premiera Rządu RP Prof. Jerzego Buzka list, w którym zwrócili się z
prośbą o podjęcie zdecydowanych kroków naprawczych. Ponieważ treść
listu miała rangę uchwały KRUM, a więc oficjalnego dokumentu, na który
spodziewaliśmy się otrzymać możliwie wyczerpującą odpowiedź, pozwolę sobie
zacytować go niemal w całości :
"( - ) ..... Jesteśmy zwolennikami głównych założeń reformy i staramy
się współpracować z organami rządowymi w jej realizacji. Dostrzegamy
jednak szereg niedoskonałości, a nawet błędów w trybie jej realizacji,
które to błędy stanowią poważne zagrożenie dla wysokospecjalistycznej opieki
zdrowotnej w Polsce, oraz dla wszystkich pozostałych zadań stawianych przed
Wyższymi Szkołami Medycznymi.
Do zadań także należą:
badania naukowe, szkolenie studentów i podyplomowe kształcenie lekarzy,
w tym wprowadzanie osiągnięć medycyny światowej do medycyny klinicznej.
Wszystkie te zadania
są niezmiernie ważne, a mogą być prawidłowo realizowane wyłącznie wówczas,
gdy uczelnie nasze będą mogły koordynować realizację tych zadań w szpitalach
klinicznych.
Szpitale kliniczne
swą definicją i podstawowymi założeniami statutowymi, tkwią nierozerwalnie
w strukturze uczelni medycznej i medycyny akademickiej.
Bez uczelni i bez kadry
naukowo badawczej, stanowiącej jednocześnie najwyższej klasy specjalistyczną
kadrę lekarską, tracą one status szpitali klinicznych. Niestety,
nie chcą tego zrozumieć administratorzy tych szpitali, jak i niektórzy
urzędnicy Ministerstwa Zdrowia.
Konferencja Rektorów
Uczelni Medycznych - od roku bezskutecznie stara się przedłożyć swoje
racje na licznych spotkaniach z przedstawicielami naczelnych władz Państwa.
W toku przeprowadzonych
rozmów przedyskutowaliśmy - wynikające z reform - zagrożenia dla
podstawowych zadań Uczelni Medycznych. Uzyskaliśmy jednoznaczne poparcie
ze strony Klubów Poselskich, które współuczestniczyły w opracowaniu projektu
nowelizacji Ustawy o Zakładach Opieki Zdrowotnej.
Uzyskaliśmy także ustne
poparcie przedstawicieli Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministra Nauki,
jak również zrozumienie i pisemne poparcie wszystkich akademickich i naukowych
ciał kolegialnych, w tym:
Nie udało nam się
natomiast - uzyskać poparcia ani zrozumienia części dyrektorów szpitali
klinicznych i części kadry kierowniczej w Ministerstwie Zdrowia.
Najuprzejmiej zwracamy
uwagę Pana Premiera, że wszystkie kompetentne środowiska specjalistyczne
i naukowe dostrzegają zagrożenia wynikające z - coraz wyraźniej widocznych
- niedoskonałości podjętej reformy.
Niniejszym oddajemy się
do Pańskiej dyspozycji, i oczekujemy, że dana nam będzie możliwość zaproponowania
i wdrożenia, w trybie pilnym, programu naprawy.
Dokument ten podpisany został
przez 12 Rektorów Uczelni Medycznych.
Niestety, do kolejnego posiedzenia
KRUM, w dniu 10 marca br., nie otrzymaliśmy jakiejkolwiek odpowiedzi.
Podczas tego spotkania Rektorzy
zwrócili się do Pani Franciszki Cegielskiej - Ministra Zdrowia z pismem
wyrażającym głębokie zaniepokojenie pogarszającą się sytuacją ekonomiczną
szpitali klinicznych. Oto fragment tego pisma:
...... ( - ) Niskie nakłady
finansowe, których dysponentami są Kasy Chorych, nie rekompensują wydatków
wynikających z prowadzenia stacjonarnego i ambulatoryjnego leczenia w naszych
szpitalach.
Te placówki służby zdrowia,
posiadające kadry o najwyższych zawodowych kwalifikacjach, będąc wyposażone
w stosowną aparaturę i sprzęt, nie mogą spełniać swoich zadań: dydaktycznych,
naukowych, jak też wysokospecjalistycznych usług leczniczych.
Jest to ewidentnym następstwem
limitowania przez Kasy Chorych zarówno liczby chorych leczonych w poszczególnych
klinikach, jak i stawki przeznaczonej na jednego chorego. Nadmienić należy,
że takie pozycje kosztowe jak, naprawy aparatury, sprzętu oraz remonty
- są poza zasięgiem finansowania przez Kasy Chorych.
Fundusze przeznaczone
w 2000 r. przez Kasy Chorych pozwalają na prowadzenie działalności diagnostyczno-leczniczej
na poziomie niewiele odbiegającym od finansowania szpitali terenowych.
Niestety, pomimo uprzednich deklaracji, pod względem finansowym Ministerstwo
Zdrowia nie zabezpiecza w wystarczającym stopniu procedur wysokospecjalistycznych.
Zadaniem szpitali klinicznych,
w ramach obecnie przeprowadzonej reformy, miały być - między innymi usługi
lecznicze na najwyższym referencyjnym poziomie.
Obecne regulacje prawne
dotyczą głównie spraw finansowania lecznictwa,
z dbałością o krótkowzroczną ekonomikę, natomiast z całkowitym pominięciem
konieczności tworzenia standardów oraz narzędzi prawnych dla nadzoru specjalistycznego
Rektorzy Uczelni Medycznych
postrzegają obecną sytuację szpitali klinicznych jako bardzo groźną i prowadzącą
nieuchronnie do ich deprecjacji, jako jednostek uniwersyteckich. Doraźną
tego konsekwencją jest systematyczne zadłużanie się tych jednostek, co
wynika - między innymi - z limitowania liczby przyjmowanych chorych,
bez możliwości odesłania chorego, i bez wskazania, gdzie ten chory powinien
być leczony.
Podobne jest pokłosie
ustanowienia absurdalnego prawa finansowego,
które pozwala na odliczanie od podatków - wyłącznie kosztów leczenia
w niepublicznych ZOZ.
Szanowna Pani Minister,
uważamy, że środki finansowe przeznaczone na opiekę zdrowotną są zdecydowanie
zbyt małe. W związku z powyższym, stoimy na stanowisku, iż konieczne jest
znaczące podwyższenie składki na ubezpieczenie zdrowotne, a przez to umożliwienie
Kasom Chorych, jak i Ministerstwu Zdrowia zwiększenie nakładów pieniężnych
gwarantujących dalsze prowadzenie usług leczniczych w szpitalach klinicznych
na należytym - odpowiednio wysokim poziomie.
W cztery dni po Konferencji
Pani Minister otrzymała powyższy list. Oczekujemy odpowiedzi lub
reakcji władz ministerialnych.
Podjęliśmy też wewnętrzną
uchwałę - zobowiązanie, że nie ustaniemy w staraniach o poprawę sytuacji
naszych uczelni. Będziemy pisali i będziemy mówili o błędach tkwiących
w założeniach reform i chybionych decyzjach,
w oczekiwaniu, że dana nam będzie kiedyś możliwość wdrożenia rozsądnego,
logicznego programu, który powstrzyma negatywne zjawiska w funkcjonowaniu
opieki zdrowotnej i poprawi sytuację Polskich Uczelni Medycznych.
W trakcie tego samego posiedzenia,
nawiązując do wprowadzenia nowych zasad specjalizacji w zawodach medycznych,
Konferencja Rektorów zwróciła się do Ministerstwa Zdrowia z wnioskiem o
wdrożenie procedur pozwalających na przyjmowanie, poza limitem, osób zatrudnionych
w jednostkach posiadających akredytację do prowadzenia specjalizacji (w
tym także doktorantów).
Powrót do spisu treści
Wystąpienie na Radzie I Wydziału Lekarskiego
Akademii Medycznej w Warszawie w dniu 8.03.2000
Prof. dr hab. Tadeusz Tołłoczko
WSPOMNIENIE
Prof. dr hab. med. Jan Nielubowicz
Abiit non obiit
Odszedł, ale pamięć o nim nie zaginęła
Ostatnie zapewne moje wystąpienie
na posiedzeniu naszej Rady Wydziału pragnąłbym poświęcić pamięci
mego nauczyciela Pana Profesora Jana Nielubowicza.
Będąc po okresie bezpośredniej
żałoby, wypowiedź moja nie będzie miała charakteru mowy pogrzebowej, choć
z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci naszego Nauczyciela.
My lekarze, tak na co dzień
stykający się z nieuniknionymi prawami życia i śmierci w głębokiej
zadumie i żalu, oraz z większą niż zwykle jaskrawością dostrzegliśmy
potęgę praw wieczności. Zdajemy sobie sprawę, że wszyscy nolens volens
musimy się jednak z wiecznością pogodzić i pojednać. Pomimo tego
pojemność słów jest zbyt mała, by wyrazić smutek i żal.
Na ziemi jednak jedyną formą
przeciwstawienia się śmierci jest tylko pamięć. Pamięć bez zasilania jest
jednak zwiędła, bowiem czas ma w tym aspekcie siłę unicestwiającą.
Chciałbym, ażeby Profesor
ożył w naszych wspomnieniach i pragnąłbym przedstawić Jego sylwetkę jako
żywą, obecną i współżyjącą w naszej pamięci. Pragnąłbym też przedstawić
atmosferę, jaką tworzył i jaką promieniował .
Odczłowieczanie bowiem wielkich ludzi nadaje przedstawianej charakterystyce
znamiona fałszu, na który sobie nie zasłużyli. Jako człowiek Profesor był
z założenia Stwórcy niedoskonały. Tak więc jak każdy człowiek miał niedoskonałości,
ale jak mało kto miał liczne, przeliczne talenty i uzdolnienia .
Pragnąłbym, aby przeszłość
związaną z osobą naszego Nauczyciela, - ten czas przeszły dokonany,
i wydarzenia ostatecznie już dokonane i nieodwracalne przedstawić
jednak w czasie teraźniejszym.
Koledzy z pewnością mogą
mieć inny obraz osobowości Profesora , i ten przedstawiany przeze
mnie mogliby z pewnością znacząco wzbogacić. Stanowi to jeszcze jeden
dowód, że była to osobowość bardzo bogata. Mój osobisty obraz Profesora
to przede wszystkim obraz człowieka wielkiego intelektu.
Niewątpliwie niezwykle bogata
indywidualność i osobowość Profesora przekracza możliwości prostych rozpoznań
i przekazów. Jednakże sprowadzenie życiorysu do przedstawienia faktów,
wyliczenia zajmowanych stanowisk z precyzyjnym oczywiście podawaniem dat,
oznaczałby brak umiejętności odczytywania głębi i bogactwa myśli.
Tak bowiem tylko powierzchowni gorliwcy wypełniają, odczytują i interpretują
formularze personalne.
Natomiast żaden formularz
z życiorysem Prof. J. Nielubowicza nie jest w stanie oddać ani "ducha"
Jego bogatego i barwnego spektrum osobowości, ani motywów Jego działania.
Bo to, że ktoś piastował nawet wysokie stanowisko zupełnie nie dowodzi,
że miał do tego myślowe, osobowe i moralne kwalifikacje. Z życia codziennego
wiemy, że nawet bardzo wysokie stanowiska zajmować można tylko z tytułu
powiązań organizacyjnych, rodzinnych, finansowych. Czasami wylicza się
tylko zajmowane przez prezentowaną osobę stanowiska, ale jaki był z tego
myślowy i społeczny pożytek, tego bardzo często nie jest w stanie się dopatrzyć
ani autor, ani czytelnik biografii lub wspomnień.
Ponadto jakże często współcześnie
się zdarza, że ktoś nie zostaje powołanym na odpowiedzialne stanowisko
tylko dlatego, że właśnie ma do tego wprost wyjątkowe kwalifikacje i predyspozycje.
Stanowić to bowiem może potencjalne zagrożenie dla decydentów. Tak więc
wyliczanie tylko zajmowanych stanowisk, oraz samych faktów, choć
ozdabianych superlatywami bez doszukiwania się w nich myśli i treści, spłyca
wspomnienie przedstawianej osobowości.
Osobowość Profesora Nielubowicza
przerastała jednak te w okresie naszego życia obowiązujące i z wielką pieczołowitością
realizowane właśnie reguły gry i uwarunkowania. Wszystkie stanowiska, jakie
piastował i wszystkie zaszczyty i honory, jakie uzyskał wynikały z pełnej
oczywistości Jego kwalifikacji i zasług.
Życie pojmował jako przestrzeń
wypełnioną powinnościami i dlatego pozostawił po sobie olbrzymi dorobek
naukowy, stworzoną przez siebie naukową szkołę chirurgiczną i wielką rodzinę
uczniów.
Nil est in homine bona
mente melius. To powszechnie znane już motto nie było tylko ornamentem
przy wejściu do Kliniki. To była dewiza, która obowiązywała nas wszystkich
i na tej myśli kształtowane były osobowości wszystkich pracowników Kliniki.
Często powtarzaną również
dewizą Profesora było: Myśl mądrze i czyń dobro. Przekonany jednak jestem,
że dobro, które czynił nie wynikało jednak nigdy z chwilowego nastroju.
Myślę, że był to zawsze akt intelektualny, wynikający ze świadomości sensu
i celowości czynienia dobra i tworzenia postępu.
Odnoszę też wrażenie, że
dla Profesora ważniejsze było to, co myśli o swoich uczuciach niż to, co
czuje. Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że umysł człowieka posiada skłonność
do kierowania się tym, co lubi. Profesor natomiast lubił to, co było
owocem Jego myśli.
Profesor żył i działał
w okresie niespotykanej ekspansji nauki i jej praktycznych zastosowań.
W działalności Profesora, a przez to i w pracy wszystkich asystentów trudno
byłoby oddzielić działalność naukową, dydaktyczną i lekarską. W prowadzonej
przez Profesora Klinice działalność naukowa wchodziła w codzienność i Profesor
zawsze twierdził, że jeden wyleczony chory ma wartość odkrycia naukowego.
Stwierdzenie to nie obejmuje oczywiście postępowania rutynowego. Toteż
dla Profesora nauka była zawsze tylko środkiem, a nie
celem. Żył też pełnią lekarskiego akademickiego życia uzyskując dwukrotnie
zaufanie środowiska akademickiego poprzez wybór na stanowisko Rektora.
Był pierwszym mistrzem myślenia
patofizjologicznego w chirurgii, rozumianym jako ciągłe poszukiwanie nowego
wyzwania i jako metody nadającej chirurgii naukowe oblicze. Na tej podstawie
oparte było właśnie poszukiwanie i wyjaśnianie klinicznych problemów. Za
swoją powinność jako człowieka nauki uważał troskę o należyty
poziom dyscypliny, którą uprawiał. Dlatego też w sposób oczywisty wpływał
na współczesny Mu kształt polskiej chirurgii.
Profesor wychował 20 samodzielnych
pracowników nauki. Niezwykłą rolę w procesie wychowawczym odgrywał osobisty
przykład. Własnym przykładem wpajał przekonanie i wiarę w ogromną
wartość pracy, a zwłaszcza intensywnej pracy myślowej.
Już w latach sześćdziesiątych,
jeszcze w Szpitalu Dzieciątka Jezus przy ul. Nowogrodzkiej w środy od godziny
17 19 Profesor przebywający w swoim gabinecie był dla nikogo niedostępny,
bo w tym właśnie czasie przygotowywał się do czwartkowego wykładu dla studentów.
Odznaczał się Profesor niezwykłym
darem spostrzegania problemów i rzeczy powszechnie przeoczanych. W lot
chwytał i precyzyjnie formułował również wypowiadane przez asystentów
myśli. Odznaczał się też darem dostrzegania ukrytych
nieraz uzdolnień i predyspozycji swoich uczniów i współpracowników, którym
powierzał odpowiednie zadania.
Trochę cierpko mówiło
się, że Profesor jest wielkim aktorem. Niewątpliwie aktorem był. Wielkim
aktorem, ale też i równocześnie wielkim reżyserem, realizującym własny
scenariusz napisany według własnych przemyśleń i kryteriów.
Pozwolę sobie przedstawić
kilka sytuacyjnych wypowiedzi Profesora, których albo byłem świadkiem,
albo które były wypowiedziane w rozmowie ze mną.
Już w rok po przejęciu funkcji
Kierownika Kliniki jednoznacznie stwierdził, że odniesie na tym stanowisku
sukces, ponieważ jak się wyraził: .....w niedziele dosłownie wszyscy
asystenci przychodzili do swoich chorych. Myśmy zresztą wszyscy uważali
to za swój zupełnie naturalny obowiązek.
We wczesnym okresie swojej
pracy Profesor poważnie zachorował i mówił mi później, że gdyby nie mógł
ze względów zdrowotnych poświęcić się chirurgii, to wybrałby radiologię.
Przechodząc z Kliniki do
Szpitala Grochowskiego poprosiłem Profesora o radę w sprawie personalnej
polityki w odniesieniu do asystentów. Profesor doradził realizację teorii
zwiędłego liścia. Jak ktoś nie umie, lub nie chce pracować to sam
zwiędnie i spadnie brzmiała odpowiedź.. Po latach myślę, że Profesor
nie uwzględnił jednak tym razem możliwości pozamerytorycznych administracyjnopolitycznych
wpływów.
Kiedyś chorując na grypę
przez tydzień nie przychodziłem do Kliniki do pracy. W piątek, czując
się wyraźnie lepiej poszedłem na koncert do Filharmonii. Pierwszą napotkaną
osobą był Profesor. Poczułem się bardzo zakłopotany. W poniedziałek myjąc
się do operacji Profesor spytał: Jak się panu podobał koncert. Odpowiedziałem,
że Czajkowski jest moim najbardziej ulubionym kompozytorem. To niedobrze
! To bardzo niedobrze powiedział Profesor. Jest Pan sentymentalny!
Szukając przyczyn dlaczego
tzw. Choroba Buergera występuje prawie wyłącznie u mężczyzn, miałem życiową
okazję odbycia wielu naukowych dysput z P. Prof. J. Nielubowiczem i Prof.
W. Hartwigiem. Na zakończenie jednej z takich dyskusji przedstawiałem Profesorowi.
ścieżkę sterydogenezy - od cholesterolu do estrogenów wykazując,
że w rozwoju filogenetycznym estrogeny są na wyższym poziomie
ewolucji niż androgeny. Na to Profesor udając oburzenie powiedział:
Kolego! - Coś podobnego! Co Pan mi takie rzeczy opowiada! Mój wywód,
że jednak najpierw był Adam a potem Ewa, że estrogeny są chemicznie związkami
bardziej aromatycznymi niż androgeny Profesor przerwał: Dość ! Kolego
do rzeczy! Pan ciągle jednokierunkowo zbacza z tematu! Lepiej będzie jak
pan przestanie zajmować się kobietami, a weźmie się za naukę.
Przedstawiając na posiedzeniu
naukowym problem leczenia omawianej choroby powiedziałem, że śmiertelność
okołooperacyjna wynosi tylko 2%. - Aż 2 % - poprawił mnie Profesor.
Jednemu z kolegów, który podczas dyskusji w sprawach akademickich
spytał: ......to co Pan Profesor myśli..... na ten temat? Profesor odpowiedział:
Ja nie myślę kolego, ja wiem".
W jednej z ostatnich naszych
rozmów już po moim wykładzie podczas ostatniej inauguracji
roku akademickiego na UW i AM w odniesieniu do poruszonego przeze
mnie problemu : nadziei odniosłem wrażenie, że Profesor ocenia
nadzieję - określiłbym - jako wartość, ale jednak jako wartość pozamyślową,
ponieważ jakże często nadzieja odzwierciedla tylko życzenie, marzenie.
I rzeczywiście. Jak się okazuje od nadmiaru nadziei można nie tylko rozczarować
się, a czasem nawet ogłupieć.
W dalszej części rozmowy
poruszyłem złożoność problemu przypadku i szczęścia w życiu. Odpowiedź
Profesora streściłbym następująco Szczęście to ja miałem,
ale musiałem na nie ciężko zapracować.
Powtórzę też z mego wykładu
inauguracyjnego bardzo znamienną wypowiedź Profesora. Podczas jednej ze
zwykłych, codziennych, przypadkowych rozmów nauczyciela z uczniem
w okresie, gdy wystrzelono pierwszego sputnika (a było to wówczas wielkie
wydarzenie) P. Prof. Nielubowicz powiedział mi: Czy wiesz dlaczego sputniki
latają ? Bo ogrom myśli ludzkiej zawarty został w małej przestrzeni.
Śmierć Profesora oznacza
koniec pewnej epoki, którą współtworzył i rozwijał i w ten sposób
kształtował współczesność.
Pozostały na trwale jednak
wartości, które reprezentował. Z wielkiej mnogości tych wartości wymienię
tu tylko wielką intelektualną perfekcję jako wartość deficytową we współczesnych
czasach. Profesor odznaczał się też wyjątkową biegłością i
zręcznością w pracy intelektualnej. Nigdy nie dostrzegłem, ażeby tok myślenia
i rozumowania Profesora przebiegał według metody wishful thinking.
Z pewnością Profesor czuł
się człowiekiem szczęśliwym, z tytułu spełnienia swojej życiowej pasji,
aczkolwiek, jak sam mi w ostatnich naszych rozmowach mówił, to bardzo wielu
zamierzeń nie udało mu się już zrealizować. Jest to zresztą
los wielkich osobowości, które nigdy nie spoczywają na laurach.
Był też z pewnością
człowiekiem szczęśliwym tym rodzajem szczęścia, które daje satysfakcję
ze spełnienia się w zawodzie, który wybrał i umiłował, i któremu się poświęcił
dosłownie do ostatniego dnia swego życia. Osiągnął bowiem niezaprzeczalny
sukces w pracy. Sukces doceniony zarówno w Kraju, jak i zagranicą.
Pracy nie traktował nigdy
jako konieczność zarabiania pieniędzy, lecz jako pasję wypełniająca życie.
Pieniądze nigdy nie były ani celem, ani miarą sukcesu własnego. Nie
były też miarą wartości innych. Profesor w zasadzie nie dostrzegał też
bytowych problemów finansowych swoich współpracowników, ale gdyby je dostrzegł
to by z pewnością docenił.
Sam był Autorem własnego
sukcesu dokładnie przez siebie przemyślanego, zaplanowanego i z wielkim
poświęceniem osobistym, oraz z pełnym wykorzystaniem wszystkich swoich
talentów, uzdolnień i możliwości zrealizowanego.
W sposób niewątpliwy umiał
zorganizować i kierować pracą zespołową, co również przyczyniało się do
osiągnięcia zespołowego i Jego osobistego sukcesu. Miarą sukcesu
zawodowego była zawsze wartość praktyczna prowadzonych prac naukowych
znajdujących zastosowanie w chirurgicznej metodyce niesienia pomocy chorym.
Jak każdy człowiek, a zwłaszcza
jak każda wielka osobowość dążył do pozostawienia po sobie
trwałego śladu przy pełnej świadomości nieuniknionego procesu przemijania.
Pozostawił dla potomności bardzo dokładnie i w szczegółach opracowany wykaz
swych prac i dokonań. Jest to imponujący wykaz. Myślę, że dominującą
cechą osobowości Profesora była potęga rozumu i wyrażam wrażenie i opinię,
że nic się u Niego nie działo w sferze podświadomości. Na podświadomość
Profesor nie miał miejsca.
Każdy człowiek ma w swoim
życiu własne zadania do spełnienia. W każdym z tych zadań ma się rozegrać
życiowa próba wartości człowieka. Tą życiową próbę wartości człowieka jaka
przypadła, Profesorowi można z pewnością nazwać misją.
Życie należy też rozumieć
jako istnienie dla. Są bowiem takie wartości, dla których warto
jest życie poświęcać. Tymi wartościami dla Profesora były medycyna, nauką
i dydaktyka. Wartości te traktował jako równoważne. Ich wspólnym
mianownikiem była zawsze myśl.
Ożywiała Go zawsze pasja
poszukiwania. Był bezkompromisowy, a przy tym nigdy nie reagował
emocjonalnie - nic dziwnego, że nie musiał podobać się każdemu. Wielokrotnie
miałem wrażenie, że uzewnętrzniane emocje były jednak i tak myślowo sterowane.
Sylwetka Profesora pozostanie
w naszej pamięci jako symbol wielkiej świetności chirurgii polskiej.
Medycyny można się nauczyć
lekarzem trzeba się urodzić. I choć przekonany jestem, że gdyby Profesor
został np. prawnikiem , teologiem, historykiem, psychologiem
czy agronomem , to z pewnością również zostałby Profesorem i również
tworzyłby postęp w tych dziedzinach. Była to więc wielka umysłowość. Wybrał
jednak medycynę. Wybrał chirurgię. Profesor lekarzem się urodził. Był to
Medicus Magnus.
Powrót do spisu treści
Prof. dr. hab. Jerzy Szczerbań
Zmarł profesor Jan Nielubowicz
nauczyciel i przyjaciel wielu z nas. Miał niezwykle bezpośredni stosunek
do swoich współpracowników. Niezależnie od ich statusu w hierarchii akademickiej
oraz pozycji zawodowej. Interesował się postępem każdego z nich. Zdobywanie
wiedzy i doświadczenia, rozwój naukowy i zawodowy był najważniejszym miernikiem
oceny Jego asystentów. Obdarzał ich swoim zaufaniem i powierzał ambitne
zadania. Rozumiał, że dla rozwoju chirurga, dla samodzielnego rozwiązywania
klinicznych i operacyjnych problemów, niezbędna jest swoboda działania
i nieskrępowane myślenie. Dbał o to, aby chirurga przy stole operacyjnym
nie paraliżował strach przed sankcjami ze strony przełożonego. Zawsze w
trudnych sytuacjach, służył radą i pomocą i nigdy nie okazywał publicznie
swojego niezadowolenia. Nigdy nie lekceważył opinii swoich współpracowników.
Dzielił się z nimi swoimi wątpliwościami i nie udawał, że ich nie ma. Wzmacniało
to poczucie więzi i harmonii w zespole. Rozumiał, że siła działania
zdolność do dokonań w chirurgii, zależy od wysiłku zespołowego. Toteż
do konsolidacji zespołu przywiązywał bodaj największą wagę. I, być może,
w tym właśnie tkwił sekret sukcesu profesora Nielubowicza.
Wzajemne relacje ze swoimi
współpracownikami opierał na równości i szacunku. Jeśli zaś czynił uwagi,
a miał przecież taki obowiązek, by błędy lub uchybienia jednych były przestrogą
i nauką dla innych, to robił to w sposób taktowny i wyrozumiały.
Ów partnerski stosunek przełożonego do zespołu, jak i do każdego jego członka
z osobna tworzył atmosferę przyjaźni, zapału do pracy i rzetelności. Profesor
zjednywał ludzi, bo traktował ich poważnie. Wszyscy bardzo sobie cenili
ten nowy w polskiej tradycji akademickiej partnerski układ między profesorem
a asystentem. Nie było dystansu, ale nie było też demoralizującej poufałości.
Dyscyplina była świadoma, wynikająca z poczucia obowiązku, nie zaś wymuszona
rygorami i formalnymi nakazami.
Opisać Jana Nielubowicza
to zadanie nader skomplikowane. Osobowość wielowymiarowa, silna i zdeterminowana
w dążeniach i pokonująca własne ludzkie słabości. Miał ogromne poczucie
obowiązku wobec misji, którą sobie wyznaczył. Był bowiem jednym z tych,
którzy znaczą historię. Zapisał się w historii polskiej chirurgii jako
innowator i animator postępu. Przeniósł do polskiej chirurgii szereg osiągnięć
ówczesnej chirurgii światowej. Z równą pasją zajmował się chirurgią doświadczalną,
kliniczną, nowymi technikami operacyjnymi, diagnostyką wizualizacyjną,
zakażeniami wewnątrzszpitalnymi, jak i procesem nauczania i oceniania wiedzy.
Być może po wielu latach
od tamtych wydarzeń obraz ten jest nieco wyidealizowany. Pamięć o Zmarłym
człowieku wielkich dokonań - skłania do refleksji nad mechanizmami
sukcesu, który był jego udziałem. Ale liczni Jego kliniczni descendenci,
owi uczestnicy czy, jak zawsze to podkreślał, współtwórcy sukcesu szkoły
Nielubowicza również osiągnęli wymierny sukces w nauce i zawodzie. Toteż
poczucie wdzięczności tych, którzy po Nim zostali, także kształtuje obraz
tamtych lat i Jego samego.
Na czym polegał fenomen
Nielubowicza? Człowieka wielce zasłużonego, uznanego, ale i kontrowersyjnego.
Przez niektórych krytykowanego za gwiazdorstwo . Spektakularne osiągnięcia
kliniczne i naukowe, błyskotliwe, wykłady w po brzegi wypełnionych audytoriach
przysparzały Mu popularności, ale i rodziły oponentów. Tych, co, jak mawiał,
bardziej cieszą cudze niepowodzenia niż własne sukcesy. To
znane wśród osób publicznych zjawisko, wywodzące się z kompleksów, jest
jedynie dowodem na obiektywnie istniejące wartości. Do gwiazdorstwa
w chirurgii, tak na nie podatnej, miał jednoznacznie negatywny stosunek.
Uważał, że czas gwiazdorów, szybkich chirurgów rekordzistów minął wraz
z wprowadzeniem nowoczesnej anestezjologii czyniącej operację chirurgiczną
bezpieczną i umożliwiającej poszerzenie zakresu chirurgicznej interwencji
poza granice uznawane dotąd za niemożliwe. Pracę zespołową uważał
za znak czasu i sprawcę trwałego postępu. Możliwość podjęcia rozległej
operacji i zespołowe jej wykonanie otworzyło drogę nowym dziedzinom chirurgii,
w tym, bodaj najważniejszego Jego dzieła transplantologii.
Miałem zaszczyt w imieniu
licznych uczniów i współpracowników profesora Nielubowicza, na kilka
miesięcy przed Jego śmiercią, być promotorem Jego doktoratu honoris causa,
nadanego Mu przez jego własną Alma Mater - warszawską Akademię Medyczną.
Wśród wielu zaszczytów i godności, którymi Go za Jego osiągnięcia obdarowano,
tę nadaną mu przez swoich i ostatnią w jego pracowitym życiu, cenił szczególnie.
Nadanie najwyższej godności naukowej pozostającej w dyspozycji Uczelni
było wyrazem jej uznania dla zasług indywidualnych wybitnego uczonego polskiego,
sprawiedliwym złożeniem hołdu i źródłem satysfakcji dla środowiska
naukowego i bardzo licznych uczniów i kontynuatorów dzieła Profesora.
Uroczystość wręczenia dyplomu odbyła się w dn. 25 czerwca 1999 roku na
Zamku Królewskim w pełnej gali akademickiej. W obecnym, pośmiertnym wspomnieniu
o profesorze Nielubowiczu pozwolę sobie powołać się na laudację, którą
miałem zaszczyt wygłosić podczas tego doniosłego, a tak wysoko cenionego
przez Profesora aktu.
Bardzo wcześnie w swojej
karierze naukowej Prof. Nielubowicz zrozumiał, ze powojenna chirurgia polska,
wymaga wyrównania zapóźnień i, że postęp leży w jej szerokim otwarciu na
świat, w międzynarodowych kontaktach, w zorientowaniu jej na nowatorską
i wzbogacającą w nowe możliwości naukę chirurgiczną, reprezentowaną
zwłaszcza przez ośrodki anglosaskie. Był świadom faktu, że klinika chirurgiczna
w Polsce wymagała znacznego poszerzenia platformy naukowej o nauki podstawowe,
inspirujące nowe myślenie i wnoszące do klinicznych badań naukowych pozaempiryczny
rygor dowodu naukowego. Zgodnie z prawdą, że postęp rodzi się we współdziałaniu
różnych specjalności i dyscyplin i że pole dla innowacji leży na pograniczu
dyscyplin, skutecznie zabiegał o stworzenie międzydyscyplinarnej płaszczyzny
do rozwiązywania problemów patologii chirurgicznej. Angażował do wspólnych
dyskusji o kazuistyce i problemach współczesnej chirurgii wybitnych uczonych
i ekspertów z wielu (niekiedy pozornie odległych) dziedzin jak
bakteriologia, farmakologia, nefrologia, urologia, neurologia, radiologia
i, rzecz jasna, duża grupa specjalności chorób wewnętrznych. Samą zaś metodę
chirurgiczną, co zasługuje na szczególne podkreślenie, oparł o szeroko
zakrojone badania doświadczalne. Otworzył w ten sposób perspektywy dla
rozwoju wielu nowych obszarów chirurgii specjalistycznej.
Profesor Nielubowicz był
chirurgiem wielce wszechstronnym. Dziś fenomen prawie niespotykany. Zakres
problematyki, którą uprawiał jako chirurg i uczony jest imponujący. Dotyczyło
to takich dziedzin współczesnej medycyny jak: transplantologia -
(w roku 1966 dokonał pierwszego przeszczepienia nerki w Polsce); chirurgia
naczyniowa (wniósł wielki wkład w rozwój w Polsce chirurgii tętnic obwodowych,
tętniaków aorty brzusznej, chirurgia żył); chirurgia układu chłonnego (był
twórcą pierwszej na świecie pomysłowej operacji zespolenia węzła chłonnego
z żyłą w leczeniu obrzęku chłonnego); chirurgia rekonstrukcyjna (zwłaszcza
złożone operacje naprawcze w jatrogennym uszkodzeniu dróg żółciowych, tzw.
kalectwo dróg żółciowych); chirurgia wątroby (dotąd zona noli me tangere)
z resekcją tkanki wątrobowej i nowatorską pozaustrojową perfuzją wątroby
świni w leczeniu ostrej niewydolności wątroby). Wdrożył na dużą skalę chirurgię
nadciśnienia wrotnego (opracowywał szereg wariantów operacji zespolenia
żyły wrotnej z układem żyły głównej dolnej z wprowadzeniem szeregu
modyfikacji technicznych). Z pasją zajmował się nowoczesną chirurgią endokrynologiczną
(operując nadczynność przytarczyc, zespoły nadnerczowe, wyspiaki trzustki).
Szczególne miejsce w naukowej i klinicznej działalności profesora
zajmowało nadciśnienie naczyniowo-nerkowe. Zajmował się także chirurgią
klatki piersiowej ( nowotwory przełyku , guzy śródpiersia, np. tymektomia
w leczeniu myastenia gravis). Był też, w pewnym sensie, prekur sorem nowoczesnej
zaawansowanej anestezjologii (stosował w swojej klinice hipotermię
i hibernację).
Dorobek kariery akademickiej
Prof. Nielubowicza niech ilustrują niektóre liczby.
Opublikował 576 prac
naukowych z tego 98 w czasopismach zagranicznych.
Był promotorem 50 doktoratów i opiekunem 20 przewodów habilitacyjnych
(ponad połowa z habilitowanych przez profesora Nielubowicza jest
obecnie profesorami). Pięć uczelni nadało mu godność doktora honoris causa.
Był członkiem honorowym Royal College of Surgeons (England), członkiem
honorowym American College of Surgeons. Ponadto był członkiem 14 innych
zagranicznych towarzystwach naukowych. Był wielokrotnie zapraszany przez
renomowane ośrodki uniwersyteckie na świecie jako visiting professor. Wygłosił
137 wykładów zagranicą.
Posiadał liczne odznaczenia:
m.in. Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski, Papieski Order Komandorii
z Gwiazdą Orderu Św. Sylwestra, Medal Komisji Edukacji Narodowej
i szereg innych.
Swój ogromny dorobek naukowy,
zawodowy i aktywność społeczną prof. Nielubowicz zawdzięczał niezwykłej
pracowitości, dynamizmowi, stałemu sięganiu po nowe i poczuciu misji
wobec chorego, polskiej chirurgii i młodzieży medycznej.
Zespołowi swoich współpracowników
i uczniów zaszczepił wiele wartości moralnych, ogólnoludzkich i akademickich.
Zasiał ziarno nowoczesności, niestandardowego myślenia, dążenia do nowatorstwa
i nie spoczywania na laurach. W swojej dalekowzroczności, wszystkich swoich
uczniów zetknął z postępem współczesnej chirurgii na świecie. Dzięki jego
staraniom wszyscy odbyli długotrwałe staże szkoleniowe w renomowanych ośrodkach
zagranicznych. Wtedy, kiedy Polsce było to najbardziej potrzebne. Wreszcie
stworzył niepowtarzalny i, niestety, nie dość pielęgnowany dziś, nastrój
przyjaźni, entuzjazmu i wzajemnego respektu.
Prof. Nielubowicz
zawsze prezentował pogląd, że nowoczesna wielka chirurgia, której m.in.
był prekursorem w Polsce, wymaga odważnych decyzji, odpowiedzialności,
rozległej i odnawianej wiedzy, wysokich kompetencji technicznych.
Cenił mądrość. Na dowód
nad wejściem do starej I Kliniki Chirurgicznej w Szpitalu Dzieciątka Jezus,
gdzie spędził ogromną część swojego zawodowego życia zawiesił maksymę zapożyczoną
z portyku domu Długosza w Krakowie: Nil est in homine bona mente melius
.
W Jego gabinecie w mieszkaniu
na Saskiej Kępie, na miejscu honorowym na ścianie widniała inna mądrość
z dwunastowiecznego inkunabułu - modlitwa Majmonidesa, hebrajskiego filozofa,
teologa i lekarza z Kairu. Stanowiła ona, jak sądzę, kwintesencję filozofii
życia Profesora. Oto ona:
Boże, napełnij duszę
moją miłością dla mojej sztuki i dla wszystkich stworzeń.
Nie dopuść, aby pragnienie zarobku lub poszukiwanie sławy kierowały
sztuką moją
..........
Niechaj umysł mój przy
obcowaniu z chorymi pozostanie jasny, nie obarczony żadną myślą uboczną,
ażeby wyraźnie uprzytomnił sobie czego, nauczyło go doświadczenie i wiedza,
gdyż wielkie i wspaniałe są dociekania naukowe, których celem jest podtrzymywanie
życia i zdrowia wszystkich stworzeń.
Spraw, aby moi chorzy
mogli zaufać mnie i mojej sztuce.
Jeśli nieuki potępiają
mnie i wyśmiewają, spraw ażeby ukochanie mojego zawodu było puklerzem,
czyniącym mnie niewzruszonym, bym mógł wytrwać w prawdzie bez względu na
znaczenie, rozgłos lub wiek moich nieprzyjaciół.
Użycz mi Boże mój, wyrozumiałości
i cierpliwości wobec chorych upartych i grubiańskich.
Spraw, abym był we wszystkim
umiarkowany, lecz nienasycony w umiłowaniu wiedzy.
Oddal ode mnie przekonanie,
że wszystko potrafię.
Daj mi siłę, wolę i możność
rozszerzenia swych wiadomości, dzisiaj jeszcze bowiem mogę odkryć w świadomości
swej rzeczy, których istnienia wczoraj nie przypuszczałem, ponieważ wiedza
jest olbrzymia, a umysł ludzki sięga wciąż naprzód.
Sentencjom tym pozostał wierny do końca życia.
Prof. dr hab. Bogdan Michałowicz
Mówiąc do nas o sobie
często używał określenia Wasz Stary albo Nielub, nic więc też
dziwnego, że nie obrażał się słysząc, jak Jego asystenci rozmawiając między
sobą też Go tak nazywali. Nie tylko wiedział, ale wyraźnie o tym mówił,
że autorytetu nie buduje się na sztucznym stwarzaniu dystansu między szefem,
a podwładnymi. A to, że cieszył się w swojej drużynie ogromnym autorytetem,
nie budziło nigdy wątpliwości.
O osiągnięciach naukowych
Profesora Jana Nielubowicza, Jego dokonaniach na polu tworzenia nowoczesnej
chirurgii, talentach dydaktycznych itp. powiedziano już i napisano wiele,
nie chciałbym więc tego po raz kolejny powtarzać. Czuję natomiast potrzebę
podzielenia się swoimi refleksjami na temat fascynującej mnie osobowości
Człowieka, który umiał tak zintegrować grupę ludzi o różnych charakterach,
temperamentach i poglądach, że utożsamiali się ze swoją Kliniką, że potrafili
wspólnie, dobrowolnie i bez przymusu podejmować zarówno mrówczą pracę naukową,
jak herkulesowe wysiłki przy stole operacyjnym. Drużyna Nieluba przez
wiele lat wyróżniała się w swoim środowisku , a On sam uważał ją za wspaniały
zespół, bez którego nie byłby w stanie osiągnąć tylu sukcesów.
W swoim wykładzie wygłoszonym
na uroczystości wręczenia doktoratu honoris causa w czerwcu 1999
r. mówił Profesor Nielubowicz o tym, że swoich współpracowników traktował
jak przyjaciół, partnerów i doradców. Nie był to frazes, tak było naprawdę.
Od pierwszego kontaktu z Profesorem wyraźnie odczuwało się (także
wtedy, gdy mówił: jak Pan chce ze mną pracować, to wycisnę Pana, jak cytrynę),
że jest się traktowanym poważnie i ze zrozumieniem, jako potencjalny współautor
wielkiego dzieła, a nie jako wyrobnik niezbędny do realizacji wielkich
planów szefa. Często rozmawiał z nami o swoich planach dotyczących Kliniki,
jej organizacji, kierunków rozwoju, projektów prac naukowych itp. Choć
plany te były dokładnie przemyślane i sprecyzowane, nie przeszkadzało Mu
to radzić się swoich współpracowników, zasięgać ich opinii i wysłuchiwać
uwag (także krytycznych). Świadomy swojej wielkiej wiedzy, nie uważał się
za nieomylnego i nie głosił prawd objawionych. Dyskusję, w której ścierają
się różne, często sprzeczne ze sobą poglądy, uważał za niezbędny warunek
wszelkiego postępu. Dlatego też dbał o to, by na posiedzeniach klinicznych,
spotkaniach naukowych w zakładzie doświadczalnym, czy przy omawianiu leczonych
chorych, każdy miał możliwość wypowiedzieć swoje zdanie. Nie pamiętam,
by kiedykolwiek jakąś, nawet na pozór głupią, wypowiedź zlekceważył. Swoich
asystentów i studentów zachęcał do zadawania pytań. Wielokrotnie powtarzał:
pamiętajcie, że nie ma głupich pytań, żadnego nie należy lekceważyć, na
każde trzeba starać się mądrze odpowiedzieć. Wiedział, że sam nie jest
w stanie ani wszystkiego zrobić, ani wszystkiego umieć. Dlatego też wysyłał
swych asystentów do różnych ośrodków, wskazując każdemu, czego się ma nauczyć,
by później Profesor i koledzy mogli się tego nauczyć od niego. Nie martwił
się tym, że ktoś z Jego zespołu może w pewnej dziedzinie okazać się bardziej
kompetentnym od Niego.
Często wspominamy, jak Profesor
uczył nas nowoczesnej chirurgii i wprowadzał w arkana badań naukowych,
dzięki którym zespół I Kliniki Chirurgicznej mógł się poszczycić znaczącymi,
nie tylko w skali kraju, osiągnięciami. Pragnąłbym w tym miejscu przypomnieć
o tym, co dziś, w dobie technik multimedialnych, wydaje się bardzo odległe,
a co przed blisko 40 laty walnie przyczyniło się do sukcesów Kliniki. Profesor
uczył nas także nowoczesnej formy prezentacji referatów i doniesień naukowych,
wiedząc, że poza tym, co ma się do przedstawienia, ważne jest, jak
się to przedstawia.. W czasach, kiedy na posiedzeniach naukowych panował
obyczaj odczytywania z kartki przydługich referatów, swobodne i zwięzłe
wygłoszenie swojej kwestii pod przezrocza zdarzało się raczej rzadko.
Profesor akceptował tylko taką formę. Każdy zjazd czy sympozjum poprzedzone
więc były najpierw starannym przygotowaniem przezroczy, a następnie indywidualnymi
i publicznymi próbami wystąpień. Nieodłącznym rekwizytem tych prób stał
się stoper, gdyż czas trwania wystąpienia musiał co do minuty zgadzać się
z zaplanowanym. Główny Reżyser zwracał uwagę na wszystko: na jakość przygotowanych
przezroczy, sposób zachowania się prelegenta, wyraźną i zrozumiałą
wymowę, umiejętność zestrojenia wypowiedzi z przezroczami, a nade wszystko
na precyzję i zwięzłość w przedstawieniu problemu. Zasada maximum treści
przy minimalnej liczbie słów oznaczała w praktyce usunięcie z tekstu każdego
niepotrzebnego zdania i słowa (Profesor lubił przytaczać porównanie ze
statkiem kosmicznym, w którym w bardzo małej przestrzeni udało się zamknąć
bardzo wiele skomplikowanych urządzeń). Tę samą zasadę stosował korygując
teksty publikacji, artykułów, prac doktorskich itp. Jeżeli znajdował w
nich jakieś frazesy, ogólniki czy ozdobniki, wykreślał je bezlitośnie,
a autorowi doradzał: Pan się może zapisz do Związku Literatów i pisz Pan
wiersze. Z równą pasją tępił żargon medyczny, co wyszukane zwroty
typu dolegliwości bólowe (zamiast ból) czy chory zaprezentował epizod
zasłabnięcia (zamiast chory zemdlał).
Jeszcze staranniej trzeba
było przygotowywać wystąpienia w obcych językach. Fakt, że ktoś słabo znał
język, nie oznaczało, że nie miał w nim wygłaszać referatu - Profesor pomógł
przygotować tekst i skorygował wymowę, a dobre przezrocza służyły za ściągawkę.
Pamiętam jednego z kolegów, który kompletnie nie znając rosyjskiego, wkuwał
przed wyjazdem do Moskwy fonetycznie napisany tekst i wzdychał Boże,
żeby tylko Stary nie wpadł na pomysł wysłania nas z referatami do Chin
Zespół pracowników Kliniki
konsolidował się w osobliwym na owe czasy klimacie, który zawdzięczaliśmy
temu, że Profesor nie tylko tworzył nowoczesną chirurgię, ale także dbał
o stworzenie nowych obyczajów obcowania ze swoimi współpracownikami. Różniły
się one zdecydowanie od panującego dość powszechnie feudalnego modelu.
Już od pierwszych dni swych rządów w Klinice nie pozwalał zebranym na odprawę
wstawać, gdy wchodził na salę. Podobnie zresztą, nie pozwalał wstawać studentom,
gdy wchodził na salę wykładową. Mówił: to nie przedszkole, tu spotykają
się dorośli ludzie!. Pamiętam zdumienie przychodzących do nas na staż
kolegów z innych klinik, gdzie niepoderwanie się z krzesła na widok szefa
uznane byłoby za obrazę majestatu. Studentów spóźniających się na wykład
nie karcił, lecz dziękował im za to, że pomimo przeszkód jakoś dotarli,
bo widać im na tym zależało.
Poza wyjątkowymi sytuacjami,
gdy musiał coś pilnie napisać, czy przygotować wykład, Jego gabinet był
dla wszystkich otwarty, nie było antyszambrowania i zapisywania się na
audiencję. O każdej porze nawet najmłodsi mogli do Niego przyjść ze swoimi
problemami. Jeżeli był bardzo zajęty, przepraszał, ale nigdy nie dawał
odczuć, że ktoś mu przeszkadza. Nie przywiązywał też wagi do tytułów, wykpiwał
zamiłowanie do zdobywania zaszczytów, za którymi nie kryły się prawdziwe
zasługi. Lubił cytować rosyjską fraszkę: zasiedajet Graf Dumduk Akadiemik
wsiech nauk; ot czewo takaja czest? ot towo, czto żopa jast! Speszonemu
interesantowi, który przepraszał, że zamiast Panie Profesorze wymknęło
mu się Proszę Pana, mówił: ważne jest to, co Pan masz mi do powiedzenia,
a nie to, jak Pan się do mnie zwracasz, możesz Pan mówić Panie Janku i
też zrozumiem, że to o mnie chodzi. Starał się być primus inter
pares i naprawdę mu to wychodziło.
Tak więc, choć zwykle musieliśmy
ciężko pracować, była to praca w naprawdę dobrej atmosferze, a nie była
to nigdy atmosfera śmiertelnej powagi. Nie brakowało w niej elementów humoru,
który pozwalał odreagowywać liczne stresy. Profesor rzadko opowiadał anegdoty,
ale miał wyczucie humoru sytuacyjnego oraz rzadką tolerancję żartów, których
sam bywał często przedmiotem. I chociaż z udanym gniewem gromił lożę szyderców,
to nigdy naprawdę się nie obrażał. Żartowano z Jego powiedzeń i pomysłów,
z Jego umiejętności świeżo upieczonego kierowcy, z Jego nieodłącznej muszki
itd., itd. Imieniny i różne uroczystości kliniczne były okazją do
wymyślania różnych dowcipów. W pierwsze imieniny po rozpoczęciu użytkowania
samochodu marki Syrena, przyszedłszy rano do pracy, zastał Profesor siedzącą
w swoim fotelu okropną kukłę zapiętą w pasy bezpieczeństwa (zakupione jako
prezent imieninowy) i trzymającą kartkę z napisem: abyś bezpiecznie mógł
siedzieć w fotelu, dobrze się zapnij, drogi Przyjacielu. Przy różnych
okazjach otrzymywał od nas zabawne fotomontaże. Sam zawiesił w pokoju lekarskim
reprodukcję ilustracji przedstawiającej Guliwera unieruchomionego przez
Liliputów tysiącami cienkich nitek i dodał do niej napis: taka ma być
twoja chirurgia. Miało to wszystkim uświadamiać, że powodzenie operacji
nie zależy od grubości użytych nici, ale od staranności w używaniu dużej
liczby cienkich szwów. Podczas operacji przypominał: szyj pamiętając o
zasadzie Guliwera!. Specjalnie dla Profesora skonstruowana długa końcówka
ssaka do odsysania treści jelitowej natychmiast nazwana została żądłem
Nieluba, a zalecanych przez Niego szwów przez wszystkie warstwy nikt nie
nazywał inaczej, jak kadzidełka (bo to Szef lubi, jak Pan Bóg kadzidło,
a to tak pomaga, jak umarłemu kadzidło). Sam zresztą nadawał narzędziom
różne zabawne nazwy, co lubiliśmy, bo przecież sympatyczniej jest podczas
operacji prosić o Panią Docent niż o podważkę pętlową. Posiedzenie
kliniczne nazywało się świnką od glinianej świnki-skarbonki, do której
wrzucało się karny pieniążek, jeżeli nie przygotowało się prezentacji chorego.
Na świnkę zwoływał wszystkich głos kościelnego dzwonka, którym zdążający
na salę wykładową Profesor energicznie potrząsał, wołając przy tym: wszyscy
na pokład!. Studentów odbywających internat zachęcał do wpisywania się
do założonej z Jego inicjatywy Złotej Księgi. Raz w tygodniu odbywało
się publiczne odczytywanie nowych elaboratów. Czegóż tam nie było! Od sentymentalnych
wierszyków chwalących sympatycznych asystentów poprzez różne sentencje
typu lepiej obciąć zdrową nogę, niż zostawić chorą do złośliwych fraszek
wykpiwających przywary i słabostki nauczycieli. Ten kącik humoru i satyry
przez długi czas stanowił stałą atrakcję w życiu Kliniki.
Humor towarzyszył Profesorowi
nawet wtedy, gdy musiał interweniować w przypadkach rozminięcia się któregoś
z asystentów z obowiązującym porządkiem. Pamiętam, jak podczas ogólnoklinicznego
obchodu zapytał znienacka i podstępnie jednego z nas: Kolego, jakie ten
chory ma OB? Kolega, oczywiście, nie wiedział. Profesor na
to: Proszę otworzyć historię choroby i sprawdzić! No, niech Pan czyta,
co tam jest napisane!. I musiał biedak głośno wobec wszystkich odczytać:
Kolego, przykro mi, że przez dwa dni nie znalazł Pan czasu na opisanie
chorego. Pański Profesor. Notorycznie spóźniający się z opisywaniem operacji
karani byli nakazem odręcznego przepisania tekstu po 10 lub więcej razy.
Wielokrotnie wzywał nas
Profesor, byśmy pilnie baczyli, czy nie pojawiają się u niego objawy starzenia,
a gdybyśmy takowe zauważyli, mieliśmy Mu o tym natychmiast powiedzieć.
Odróżniał trzy typy starzenia się: na Harpagona (zamknięty w sobie, nieufny
i nieżyczliwy skąpiec), na Pana Jowialskiego (wesołkowaty staruszek -
facecjonista) i na Strasznego Dziadunia (nie zważający na racje innych
despota, przekonany o własnej doskonałości). Pierwszym objawem starości
miała być, według Niego, nieufność i niechęć do tego, co nowe. Ten objaw
nigdy u Niego nie wystąpił. Do końca życia pasjonował Go postęp w medycynie,
z entuzjazmem przyjmował nowe osiągnięcia, których był już tylko obserwatorem
: chirurgię laparoskopową, endoskopię zabiegową, radiologię interwencyjną,
nowe techniki diagnostyczne itp. Nie przestawał śledzić najnowszych doniesień
w literaturze i z entuzjazmem na ich temat dyskutować, miał ciągle nowe
pomysły tematów badań naukowych. Uważałem go za najmłodszego duchem ze
wszystkich profesorów. W swojej typologii starzenia się nie uwzględnił
czwartego typu: mądrego, starego Mistrza, służącego młodszym kolegom swym
doświadczeniem, swymi przemyśleniami, swą dobrą radą. A tak się właśnie
pięknie zestarzał, i taki od nas odszedł. Nasz Stary.
Powrót do spisu treści
NAGRODY JUBILEUSZOWE
DLA NAUCZYCIELI AKADEMICKICH (I KWARTAŁ 2000)
| 45 lat pracy
Prof. Wojciech Sawicki 40 lat pracy
35 lat pracy
|
30 lat pracy
Dr Ewa Cichocka-Piekacz Dr Jadwiga Janicha Dr Hanna Olędzka Dr Hanna Żarnowska-Prymek 25 lat pracy
20 lat pracy
|
NAGRODY JUBILEUSZOWE DLA PRACOWNIKÓW NIE BĘDĄCYCH NAUCZYCIELAMI AKADEMICKIMI
(I KWARTAŁ 2000)
| 45 lat pracy
Dr Bronisław Pokrzycki 40 lat pracy
35 lat pracy
30 lat pracy
|
25 lat pracy
Mgr inż. Grażyna Andrzejewska Izabella Bramińska Barbara Lothamer Mgr Halina Ziemba 20 lat pracy
|
Powrót do spisu treści
Co nowego w programie SOKRATES-ERASMUS ?
Prof. nadzw. dr hab. Anna Barańczyk-Kuźma
Uczelniany Koordynator Programu ERASMUS
Jak już pisałam (Z życia
Akademii Medycznej w Warszawie, nr. 5, 1999) nasza Uczelnia, na podstawie
złożonego w 1998 roku Kontraktu Uczelnianego została przyjęta do grona
szkół wyższych uczestniczących w europejskim programie SOKRATES-ERASMUS.
Przystąpiliśmy do tego programu jako jedna z pierwszych polskich Akademii
Medycznych. Głównym celem programu ERASMUS jest integracja kształcenia
na poziomie uniwersyteckim. W listopadzie 1999 r. złożyliśmy do Komisji
Europejskiej w Brukseli kolejny Kontrakt Uczelniany (na rok akad. 2000/2001),
w którym przedstawiliśmy chęć wymiany większej liczby studentów i nauczycieli
akademickich.
W bieżącym roku akademickim
(pierwszym roku naszego uczestnictwa w Programie) wysłaliśmy na studia
zagraniczne w sumie 20 studentów, do 10 uniwersytetów europejskich, w tym
18 studentów medycyny i 2 studentki farmacji. Nasi studenci uczą się w
Niemczech,
gdzie na Uniw. w Kolonii przebywa 2 studentów Wydziałów Lekarskich, na
Uniw. w Düsseldorfie - 2 studentów, na Uniw. w Berlinie - 2 studentów,
na Uniw. w Bonn - 2 studentki Wydziału Farmaceutycznego, w Austrii
na Uniw. w Wiedniu - 2 studentów, w Belgii na Uniw. w Brukseli -
1 student, w Hiszpanii na Uniw. Alcala i Uniw. Lleida po 2
studentów, we Włoszech na Uniw. w Perugii - 3 studentów i na Uniw.
w Mediolanie - 2 studentów obu Wydziałów Lekarskich. Wszyscy odbywają zajęcia
zgodnie z wcześniej uzgodnionym przez koordynatorów programu ERASMUS i
zatwierdzonym przez władze dziekańskie obu stron (uczelni wysyłającej i
przyjmującej) programem studiów, niezbędnym do zaliczenia semestru lub
roku. Od studentów, a także koordynatorów uczelnianych wiemy, że nasi studenci
uzyskują niezbędne zaliczenia i przystępują do egzaminów z których oceny,
zgodnie z założeniem programu SOKRATES-ERASMUS są uznawane przez władze
dziekańskie. Prawie wszyscy nasi studenci mieszkają w domach akademickich,
co znacznie ułatwia im nie tylko zawieranie znajomości, ale i naukę.
Jeżeli chodzi o studentów
przyjeżdżających do nas w ramach programu ERASMUS, to do chwili obecnej
przyjechało ich mniej, niż zostało to uzgodnione w kontraktach międzyuczelnianych:
semestr zimowy zaliczyła studentka trzeciego roku z Berlina, a na semestr
letni przyjedzie dwoje studentów z Mediolanu i druga studentka z
Berlina. Studiują oni na Oddziale Angielskojęzycznym.
Poza studentami, w tym roku
akad. w ramach programu ERASMUS wyjadą (i przyjadą) również nauczyciele
akademiccy - po jednym do każdej uczelni, na której studiują nasi studenci.
W chwili obecnej trwają uzgodnienia terminów wyjazdów i programów nauczania
dla poszczególnych osób.
W następnym, 2000/2001 roku
akademickim wyślemy więcej, bo 28 studentów do 15 uczelni europejskich.
Poza uniwersytetami, na których obecnie studiują nasi studenci, zawarliśmy
porozumienia na wymianę studentów i nauczycieli akademickich z uniwersytetami
w Granadzie (Hiszpania - 1 student medycyny), Sienie (Włochy - 2 studentów),
Kuopio (Finlandia - 2 studentów, studia w języku angielskim), Giesen
(Niemcy - 2 studentów), Saarlandes (Niemcy - 1 student stomatologii).
Zainteresowanie studentów
naszej Uczelni programem ERASMUS jest bardzo duże i komisja kwalifikacyjna,
która zebrała się 17 stycznia 2000 spędziła wiele godzin, aby przydzielić
miejsca tym, którzy zgłosili chęć wyjazdu. W skład Komisji weszli Koordynatorzy
Wydziałowi: prof. R. Felczak-Chazan (prodziekan I WL), prof. M.
Karolczak (prodziekan II WL), prof. H. Wanyura (prodziekan Oddz.
Stomatol.), prof. W. Kołodziejski (prodziekan Wydz. Farm.), dwie
studentki, przedstawicielki samorządu studenckiego (z I i II WL), przedstawiciel
administracji ds. programu Erasmus i ja, Uczelniany Koordynator Programu
Sokrates-Erasmus. Kwalifikując studentów Komisja brała pod uwagę przede
wszystkim średnią ocen z egzaminów, osiągnięcia w pracy naukowej i znajomość
języka kraju studiów, a także innych języków obcych. Kierowała się też
zawartymi z uczelniami partnerskimi porozumieniami co do zaawansowania
studiów (undergraduate/postgraduate student).
Wcześniej, w listopadzie
minionego roku Komisja zakwalifikowała do wyjazdu nauczycieli akademickich,
którzy podobnie jak i studenci licznie zgłosili chęć wyjazdu.
Biuro programu ERASMUS do
tej pory prowadziła anglistka z wykształcenia, pani Dorota Kozień, której
zdolność prowadzenia korespondencji z uczelniami zagranicznymi, umiejętność
poruszania się w internecie, a także kultura osobista budzą najwyższe
uznanie. Kilka miesięcy temu dołączyła do niej mgr Agnieszka Janas, która
obecnie przejmuje całość spraw związanych z prowadzeniem Programu. Pani
Agnieszka skutecznie i z dużym zaangażowaniem zajmuje się wszelkimi sprawami
związanymi z wyjazdami i przyjazdami studentów, a także nauczycieli akademickich.
Na zakończenie chciałabym
przypomnieć, że w ramach programu ERASMUS poza obecnie realizowanymi akcjami
czyli: OMS - wysyłanie/przyjmowanie studentów, TS - wyjazdy/przyjazdy nauczycieli,
wykładowców i ECTS - European Credit Transfer System, istnieje możliwość
włączenia do kolejnego Kontraktu Uczelnianego (na rok akademicki 2001/2002)
pozostałych akcji takich jak: IP - intensywne kursy, ETF - wyjazdy wybitnych
profesorów i CDJ - opracowanie nowych programów. Ponieważ Kontrakt
musi być wysłany do Brukseli do 1. 11. br., a akcje uzgodnione odpowiednio
wcześniej z właściwymi uczelniami partnerskimi, osoby zainteresowane proszę
o zgłaszanie propozycji do biura programu ERASMUS, do końca marca.
Informacje nt. programu
ERASMUS w naszej Uczelni mogą Państwo znaleźć na stronie internetowej AM,
bądź uzyskać bezpośrednio w biurze: ul. Filtrowa 30, p. 114 A, tel. 825-00-51
w. 294, lub za pomocą poczty elektronicznej - nowy adres e-mail: erasmus@akamed.
waw.pl
I WARSZAWSKO-GRODNIEŃSKIE WARSZTATY ANATOMICZNE
Prof.dr hab. Bogdan Ciszek - Zakład Anatomii Prawidłowej
W dniach 1-12. 02. 2000 r.
ośmioosobowy zespół Zakładu Anatomii Naukowej (asystenci i studenci koła
naukowego : dr n.med. Justyna Klimkiewicz, lek.lek. Agnieszka Andrzejczak,
Rafał Zdun, Stanisław Nitek, studenci: Leopold Bakoń, Paweł Kreczmański,
Jacek Kunicki) przebywał w Grodnie na zaproszenie władz tamtejszego Instytutu
Medycznego. Wizyta ta była owocem kontaktów, jakie nawiązały się pomiędzy
ośrodkami anatomicznymi Warszawy i Grodna w czasie Konferencji Anatomii
Klinicznej w Warszawie w 1998 r. Docent Jerzy Kisielewski z Grodna był
wtedy gościem konferencji.
W organizacji wizyty
ogromną rolę odegrała pomoc udzielona przez Konsula Generalnego RP w Grodnie
Sylwestra Szostaka oraz redaktora Roberta Rzeźnickiego z Radia dla Ciebie.
Na miejscu niezwykle skomplikowane formalności wizowe załatwiał pan docent
Kisielewski.
W Grodnie znajdują się dwa
ośrodki anatomiczne. Katedra Anatomii, którą kieruje prof. Sergiusz
Usojew prowadzi nauczanie na pierwszych dwóch latach studiów medycznych.
Wykładana jest anatomia opisowa. Warto wspomnieć, że Katedra mieści się
w blisko 500 lat liczącym budynku dawnej kancelarii Stefana Batorego,
skąd pochodzi jej potoczna nazwa Batorówka.
W katedrze Anatomii Topograficznej
i Chirurgii Operacyjnej ( doc. Walery Jurczenko) prowadzone są zajęcia
z anatomii klinicznej. Studenci ćwiczą praktycznie podstawowe elementy
techniki chirurgicznej (szycie warstwowe ran , otwarcie i zamknięcie jam
ciała itd.) na zwłokach oraz pod koniec studiów na psach.
Po przyjeździe zorganizowaliśmy
dwa stanowiska badawcze w obu Katedrach. W Katedrze Anatomii w pracowni
doc. J.Kisielewskiego prowadziliśmy badania z zakresu miologii i
artrologii kończyny dolnej, układu nerwowego kończyny górnej oraz anatomii
rdzenia kręgowego. W katedrze Anatomii Topograficznej przeprowadziliśmy
badania dotyczące anatomii kąta mostowo-móżdżkowego, dostępów operacyjnych
do tylnej jamy czaszki oraz dostępów operacyjnych do kanału kręgowego.
Zgromadzona została bogata dokumentacja fotograficzna i filmowa, również
o znaczeniu dydaktycznym. Koledzy z Grodna szkolili się w badaniach endoskopowych
i w komputerowej rejestracji obrazu.
Poza częścią naukową mieliśmy
okazję zwiedzić historyczne zabytki Grodna, w tym wiele związanych z Polską.
Odwiedziliśmy także siedzibę Związku Polaków na Białorusi.
10.02.2000 r. pod wysokim
patronatem Konsula Generalnego RP Sylwestra Szostaka i Rektora Instytutu
Medycznego w Grodnie prof. Piotra Garelika odbyła się Pierwsza Polsko-Białoruska
Konferencja Anatomiczna będąca okazją do podsumowania Warsztatów. Komitet
naukowy konferencji stanowili prof. Sergiusz Usojew - kierownik Katedry
Anatomii, doc. Walery Jurczenko - kierownik Katedry Anatomii Topograficznej
i Chirurgii Operacyjnej, doc. Jerzy Kisielewski z-ca kierownika Katedry
Anatomii Człowieka, prof. dr hab. Bogdan Ciszek -kierownik Zakładu Anatomii
Prawidłowej Akademii Medycznej w Warszawie. Na konferencji przedstawiono
20 minutowe wykłady dotyczące głównych kierunków badawczych realizowanych
w poszczególnych ośrodkach:
Warsztaty i konferencja
spotkały się z dużym zainteresowaniem środowiska medycznego i naukowego
w Grodnie. Podkreślić należy życzliwe i ciepłe przyjęcie, jakie spotkało
nasz zespół ze strony władz rektorskich uczelni grodzieńskiej.
Sądzę, że tak pomyślnie
rozpoczętą wymianę naukową będziemy dalej kontynuować z pożytkiem dla obu
ośrodków akademickich.
Powrót do spisu treści
DR HAB. PIOTR PRUSZCZYK
LAUREAT NAGRODY PREZESA RADY MINISTRÓW ZA ROZPRAWĘ HABILITACYJNĄ
Mgr Mirosława Kurpeta
Dr hab. n. med. Piotr
PRUSZCZYK został wyróżniony indywidualną nagrodą Prezesa Rady Ministrów
za rozprawę habilitacyjną Echokardiografia przezprzełykowa w diagnostyce
istotnej hemodynamicznie zatorowości płucnej. W pracy dr Pruszczyk wykazał,
że echokardiografia przezprzełykowa jest wiarygodną i bezpieczną metodą
szybkiej diagnostyki u chorych z klinicznym podejrzeniem zatorowości płucnej
i cechami przeciążenia prawej komory serca, cechującą się 80% czułością
i 97% swoistością. Wyniki pracy były publikowane w wielu prestiżowych czasopismach,
m.in. European Heart Journal (IF 3,631) i Chest (IF 2,246).
Dr Piotr Pruszczyk od 1988
r. pracuje w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych i Nadciśnienia Tętniczego
AM. Stopień doktora nauk medycznych uzyskał w 1994 roku. Zainteresowania
naukowe koncentruje wokół diagnostyki i leczenia zatorowości płucnej
oraz powikłań nadciśnienia tętniczego. Jest autorem lub współautorem 40
publikacji, m.in. 14 artykułów w czasopismach zagranicznych i 4 rozdziałów
w zagranicznych monografiach. Ostatnio, wspólnie z prof. dr Adamem Torbickim
opracował rozdział pt. Pulmonary embolism w Cardiology pod red.
S. Dalla Volta i E. Braunwalda. McGraw-Hill, 1999.
Dr Pruszczyk jest aktywnym
członkiem Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i członkiem Komisji
Zagranicznej Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Jest żonaty i ma troje dzieci.
Powrót do spisu treści
Komentarz własny do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym
Dr Henryk Rebandel Wiceprzewodniczący ZZP AM
Mało kto wie, że w dniu 20
stycznia b.r., jedynie na stronie internetowej MEN została zaprezentowna
nowa (druga) wersja projektu, którego tekst pierwotny był środowiskom akademickim
przedstawiony do zaopiniowania w czerwcu ubiegłego roku. Dziwnym zbiegiem
przypadków oba terminy pokrywały się z sesją egzaminacyjną w uczelniach
oraz okresem wakacyjno-urlopowym studentów i nauczycieli. Tym razem jednak
autorzy projektu najwyraźniej już nie oczekiwali opinii środowisk akademickich.
Świadczy o tym chociażby brak pisma przewodniego, skierowanego do tych
środowisk. Niesłusznie. Nie wchodząc w szczegółowe porównania, obie wersje
projektu różnią się na tyle, że należało by traktować je jako dwa różne
projekty, a więc, choćby z formalnych powodów, drugi z nich także powinien
być konsultowany. Ponadto, już wielokrotnie brak otwartości do konsultacji
ze strony władz okazał się przyczyną uzasadnionej nieufności.
Mamy świadomość, że trudno
zadowolić wszystkich oraz uniknąć drobnych potknięć, jednak przedstawiony
dokument ma poważne ułomności konstrukcyjne i zawiera wiele rozwiązań niebezpiecznych.
Jest monstrualnych rozmiarów (215 artykułów w sześciu działach), jednak
niespójny. Wobec wielu zagadnień, mających dotychczas (i słusznie)
minimalne gwarancje ustawowe (płace, warunki zatrudnienia, autonomia i
działalność szkoły), projekt wprowadza regulacje poza ustawowe (rozporządzenia
ministra lub władz uczelni). Projekt uprawnia zastępowanie rozwiązań
uzgodnieniowych siłowymi w relacjach: ministerwładze uczelni, władze uczelnipracownicy,
władze uczelnistudenci.
Projekt ten, obok nowatorskich
rozwiązań wartościowych, zawiera wiele istotnych zagrożeń (grupowych i
indywidualnych) dla członków społeczności uczelnianych, zagrożeń dla przyszłości
uczelni państwowych (zwłaszcza medycznych), a w wyniku - zagrożeń dla przyszłego
poziomu wykształcenia polskiej elity intelektualnej.
Warto wymienione cechy projektu
dostrzec i docenić choćby dlatego, że ich główny autor tak bardzo chce
zostać również naszym zwierzchnikiem (usilne dążenie do bezpośredniego
podporządkowania uczelni medycznych MEN), a w środkach masowego przekazu
prezentowane są (tendencyjnie?) jedynie wybrane, jako niekontrowersyjne,
fragmenty oraz rozwiązania szczegółowe.
Z uwagi na konieczną zwięzłość
tego tekstu, zasadność powyższej opinii zostanie przedstawiona na
wybranych przykładach zagrożeń i niejasności.
Przepisy projektu ustawiają nauczyciela szkoły wyższej (B) w pozycji bytowo-zawodowej gorszej niż pozycja nauczyciela kształcenia przedmaturalnego (A), to znaczy:
Przepisy projektu nie uwzględniają specyfiki i potrzeb uczelni medycznych.
Dają prawo uczelniom
medycznym do posiadania szpitala klinicznego, ale tylko jednego, natomiast
nie określają zakresu uprawnień rektora uczelni wobec działalności szpitala
i jego dyrektora oraz obowiązków szpitala wynikających z wpisanego w nazwę,
klinicznego statusu. W takim przypadku, posiadanie to sprowadza się
jedynie do własności gruntu i budynków. Wydaje się, że ustawowe uprawnienie
szpitala do używania tytułu kliniczny, bez ustawowego wpisania
zadań dydaktycznych w zakres jego działalności podstawowej, ma cechy ustawowego
przyzwolenia dla nadużycia. Ponadto, w takich warunkach wywiązanie
się uczelni z klinicznych zadań dydaktycznych staje się problematyczne.
Wprowadzają możliwość
kształcenia na tzw. bazie obcej jednak nie gwarantują środków na
pokrycie kosztów tego kształcenia, przez co ustawiają uczelnię wobec takiego
obcego szpitala w roli uciążliwego i niechcianego petenta.
Wielkość dotacji budżetowej
dla wszystkich uczelni ma być określana (nie wiadomo przez kogo i na
jakich podstawach) dla grupy kierunków studiów (brak zasad grupowania).
W takim przypadku, wobec malejących środków, staje się możliwe urzędnicze,
oszczędnościowe grupowanie, np. kierunku lekarskiego z weterynarią i psychologią,
stomatologii ze sztukami pięknymi i mechaniką precyzyjną oraz farmacji
z chemią i inżynierią sanitarną. Tak jak w całym cywilizowanym
świecie, studia medyczne są w Polsce najdroższe, a wielkość dotacji wyznacza
limity przyjęć na studia. Już dziś liczba lekarzy kształconych w
ramach dotacji budżetowej nie zapewnia utrzymania poziomu liczebności tej
grupy zawodowej. Dalsze ograniczanie dotacji dla uczelni medycznych
może spowodować lukę pokoleniową. Wydaje się, że liczba fachowców
w każdej dziedzinie, kształconych na koszt budżetu państwa, powinna mieć
charakter zamówienia rządowego wynikającego z prospektywnej analizy potrzeb.
Zabrakło w projekcie zapisów świadczących o takim sposobie myślenia.
Przepisy projektu ingerują
destrukcyjnie w zasady życia i pracy szkoły wyższej.
Dają ministrowi tytuł
do wydawania zarządzeń sprzecznych z uchwałami senatu i znoszących
je nawet wtedy, gdy uchwały te są zgodne z obowiązującym prawem.
Nakazują konsultować
regulamin studiów z samorządem studenckim dopiero po jego uchwaleniu przez
senat uczelni, chyba jedynie po to, by następnie, wobec niemożności
uzyskania konsensusu, uprawnić senat do siłowego wprowadzenia tego regulaminu,
niezależnie od restrykcyjności jego treści. Taki zapis obniża znaczenie
opiniodawcze studenckich struktur samorządowych, obniża również powagę
senatu jako najwyższego w uczelni organu uchwałodawczego.
Dają studentowi prawo
do odwoływania się (do komisji dyscyplinarnej lub sądu koleżeńskiego) od
upomnienia nałożonego nań za drobne przewinienie przez rektora, któremu
wcześniej nakazują wysłuchanie obrońcy obwinionego. Jaka będzie w
takim przypadku powaga urzędu rektora uczelni, jeżeli jego decyzja będzie
zaskarżalna do podległego mu organu, a student, nawet przy drobnym wykroczeniu,
będzie miał prawo powołać obrońcę?
Określają że, jedynym
przypadkiem niesubordynacji nauczyciela akademickiego wobec zarządzeń rektora,
dającym rektorowi prawo do jednostronnego rozwiązania stosunku pracy jest
dwukrotne nieusprawiedliwione niezgłoszenie się nauczyciela na badania
lekarskie. Przewinienie to jest w projekcie traktowane jako cięższe
od plagiatu stwierdzonego prawomocnym wyrokiem sądu, skoro występuje wcześniej
w wyliczeniu.
W uczelniach innych niż
zawodowe, starsi wykładowcy mają być jedyną kategorią nauczycieli, w przypadku
zatrudniania których przepisy projektu, obok tytułu lub stopnia naukowego,
odnoszą się do posiadanego doświadczenia. Ma to być jednak doświadczenie
inne niż dydaktyczne, natomiast nabycie doświadczenia dydaktycznego może
być podstawą do rozwiązania stosunku pracy. Projekt nie określa warunków,
jakie powinna spełnić osoba zatrudniana jako wykładowca.
Przepisy projektu są niepokojąco
niejasne w zakresie zasad przyjęć na studia i odpłatności.
Przenoszą do rozporządzeń
ministra EN określenie wykazu dokumentów, które kandydat musi złożyć w
uczelni, czyniąc ten wykaz podatnym na wpływy koniunkturalne.
Nie odnoszą się w ogóle
do lekarskich badań wstępnych które, zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem
Ministra Zdrowia dotyczą wszystkich kandydatów na studia i ich prowadzenie
jest zasadne, a limitujący zapis ustawowy uprawniony, zwłaszcza w przypadku
negatywnej opinii lekarza o przydatności danej osoby do studiów (i zawodu),
finansowanych z budżetu państwa, na kierunkach kosztownych i związanych
z zagrożeniami.
Znoszą wymagalność od
kandydatów świadectwa maturalnego. Kontekst ...może być
dopuszczona osoba, która posiada świadectwo maturalne... wobec uprawnień
dla Ministra EN do bezterminowego określania ogólnych zasad, uzasadnia
obawę o dążenie do dopuszczenia do studiowania w szkole wyższej osób nie
posiadających matury.
Niejasność odpowiednich
sformułowań sugeruje możliwość otwarcia drogi dla zaistnienia w przyszłości
różnych kategorii matur wydawanych przez różne komisje, w miejsce dotychczasowego,
jednolitego waloru tego dokumentu jako matury państwowej.
Co prawda, przepisy projektu
wprowadzają odpłatność za studiowanie na kolejnym kierunku studiów
(to znaczy: drugim, trzecim ...), jednak równocześnie przyznają ministrowi
EN prawo do odebrania uczelni uprawnień do pobierania tych opłat bez określenia
warunków dla podjęcia takiej decyzji. W takim przypadku, uruchomienie
studiów odpłatnych, o liczebności nawet znacznie niższej od dozwolonej
przepisami projektu, grozi uczelni możliwością utraty wypłacalności i w
konsekwencji - likwidacją.
Wprowadzenie przez MEN
dwa lata temu urzędowych odpisów świadectw maturalnych oraz brak
określenia ich znaczenia (wobec oryginału tego dokumentu) w przepisach
projektu, daje obywatelowi ustawowe prawo do nieuczciwości umożliwiając
mu nie ujawnienie wcześniejszych lub równoległych, innych studiów podczas
kolejnej rekrutacji, czyli oszustwo dla uniknięcia płatności. Oczywiste
i przyzwolone w projekcie ustawy, dążenie studentów do minimalizowania
ponoszonych kosztów spowoduje, że właśnie uczelnie medyczne, w których
studiowanie musi być kosztowne, nie uzyskają przychodu z tytułu studiów
płatnych.
W sprawie opłat z tytułu
wpisowego, projekt umożliwia, jednak wyłącznie poprzez niejasność zapisu,
wymaganie tej opłaty za każdy rok studiów. Nawet w takim przypadku
i przy podanej zasadzie naliczania wysokości opłaty (5% od średniego, miesięcznego
wynagrodzenia w sferze budżetowej), mały wobec ponoszonych kosztów przychód
uczelni z tego tytułu nie załatwi żadnych jej problemów (obecnie opłata
wyniosłaby ok. 60zł rocznie od studenta).
Poza wymienionymi, różnorodnych
innych zagrożeń w tekście projektu jest znacznie więcej. Ogólnie, zagrożenia
o których mowa, są, w części przypadków, efektem jednoznacznie sformułowanych
artykułów projektu, w części natomiast wynikają z ich niejasności, pokrętności
lub braku spójności. Łącznie, wyznaczają na przyszłość wsteczny (pro
feudalny) kierunek przemian w szkolnictwie wyższym oraz są sprzeczne z
oczekiwanym promowaniem wysokiej jakości nauczania w szkołach wyższych.
Ustawa sejmowa obowiązuje
przez wiele lat, a jej przepisy są zwykle drobiazgowo interpretowane celem
pełnego wykorzystania przez zainteresowanych przyznanych im uprawnień i
swobód. Dlatego też powinna być jasna, jednoznaczna. Powinna
mieć także wyrównany poziom szczegółowości. Wiele zagadnień
szczegółowych można przesunąć do współistniejących z nią załączników co,
zachowując ustawowy poziom ich regulowania, równocześnie uczyniło
by główny tekst dokumentu spójnym i jednoznacznym. Tego zabrakło
w omawianym projekcie, niezależnie od przedstawionych zagrożeń.
Powyższy tekst zawiera oceny
przedstawione przez dr J. Siemińską oraz autora tekstu podczas posiedzenia
Senatu AM w Warszawie, w lutym b.r.
Powrót do spisu treści
Opinia Rady Krajowej Sekcji Nauki
o projekcie ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym" z dnia 18
stycznia 2000 r.
przygotowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej
Uwagi ogólne
Projekt MEN największą wagę przywiązuje do uporządkowania zapisów dotyczących nadzoru ministra nad uczelniami oraz zmiany zasad zatrudniania nauczycieli akademickich. Poważne przesunięcie kompetencji i możliwości wpływu na system szkolnictwa wyższego zaprojektowano wprowadzając Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) jako ciało mocno osadzone ustawowo i w rezultacie zastępujące obecną Radę Główną, a Radzie Głównej powierzono funkcje akredytacyjne. Nie ma w tym projekcie ani jednego zapisu zmieniającego wyraźnie źle funkcjonujący model kariery akademickiej, przy jednoczesnym pozbawieniu stabilizacji w zawodzie większości nauczycieli akademickich. Propozycje, by ponadzakładowy układ zbiorowy zawierał minister odpowiadający za sprawy szkolnictwa wyższego sam ze sobą oraz by uczelniane układy zbiorowe pracy ustalał rektor w uzgodnieniu z senatem, należy uznać za konfrontacyjne wobec związków zawodowych oraz sprzeczne z założeniami i obowiązującym systemem prawnym III Rzeczypospolitej.
I. Struktura systemu
Projekt MEN, w założeniach ogólnej struktury szkolnictwa wyższego w Polsce jest zgodny z propozycją uporządkowania tej struktury w Projekcie KSN. Różnice są jednak wyraźne w takich sprawach, jak utworzenie, przekształcenie i zniesienie szkoły wyższej. Projekt MEN wprowadza dualizm rozwiązań - odmienne dla szkół publicznych, odmienne dla niepublicznych. Inne jest też podejście do rozwiązań prawnych w sferze wolności akademickich i autonomii szkół wyższych. Projekt MEN przekształca obecną Radę Główną w Radę Główną Akredytacyjną. Zamienia więc Radę Główną w element systemu wprawdzie potrzebny i ważny w zakresie akredytacji, ale nie sprzyjający realizacji zasady autonomii środowiska akademickiego w Polsce. Nie likwidując innej instytucji akredytacyjnej, tj. Centralnej Komisji do Spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych i praktycznie znosząc Radę Główną jako najwyższe forum wyrażania opinii w imieniu całego środowiska akademickiego. Projekt MEN wprowadza do systemu zamieszanie kompetencyjne i usuwa najważniejszy element jego autonomii. Umocowana w systemie zapisami Projektu MEN Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) stanowi, zgodnie z jej dotychczasowym statutem, zgromadzenie rektorów. Tego rodzaju ciało nie wymaga umocowania w ustawie - jest stowarzyszeniem. Jego autorytet jest pochodną autorytetu jego członków i waga głosu KRASPu jest mierzona nie umocowaniem w ustawie, ale wagą przedkładanych argumentów i racji. W ustawie jest bytem zbędnym i odbieranym jako namiastka Rady Głównej. Zapisy lokujące KRASP jako partnera w negocjowaniu ponadzakładowych zbiorowych układów pracy wskazują, że MEN widzi w KRASPie raczej organizację pracodawców niż samorządową reprezentację środowiska. W regulacjach dotyczących administracji uczelni Projekt MEN wprowadza zapis o możliwości odwołania dyrektora administracyjnego uczelni publicznej przez ministra. Widać tu wyraźne zwiększenie roli administracji w działalności uczelni. Jest ona ważna, ale należy unikać przesady. Odpowiedzialność za całość spraw dziejących się na uczelni powinna spoczywać na barkach rektora, a tego rodzaju rozwiązanie tę dość oczywistą zasadę podważa.
II. Studia i studenci
Zapisy Projektu MEN są w tym "filarze" w dużej części zbieżne z zapisami Projektu KSN. Ale są też i pewne dość istotne różnice. Najważniejsza z nich, to wprowadzenie w Projekcie MEN podziału studiów na stacjonarne i niestacjonarne ze wskazaniem stacjonarnych jako podstawowej formy studiów i limitowaniem liczby przyjęć na studia niestacjonarne do wysokości liczby studentów studiów stacjonarnych. Jest to utrwalenie przyzwolenia na utrzymanie studiów odpłatnych w szkołach publicznych na stałe. Trudności z definicją studiów stacjonarnych w dobie powszechnie wkraczającego także do szkół wyższych internetu wskazują na niecelowość wprowadzania takiej terminologii. Ponadto wprowadza to zróżnicowanie statusu studenta - z samego faktu, że jeden student sam płaci za studia (niestacjonarny), a drugi student ma studia bezpłatne (stacjonarny), może wynikać zróżnicowanie ich praw i obowiązków. Podobnie ma się sprawa z dokładnym zapisywaniem w Projekcie MEN liczby lat studiów licencjackich, magisterskich, czy doktoranckich. Np. w niektórych krajach upowszechnia się praktyka studiów trymestralnych (trzy trymestry w roku). Nie ma wprawdzie wtedy wakacji, ale można studia dotąd trzyletnie ukończyć w dwa lata. W Polsce już co najmniej jedna ze szkół prywatnych prowadzi studia w tym trybie.
III. Finansowanie szkół wyższych
W ogólnej koncepcji rozwiązania
konstytucyjnego zapisu o bezpłatnych studiach w szkołach publicznych wszystkie
projekty są zgodne: granicę bezpłatności wyznaczają możliwości budżetu
państwa. Projekt MEN nie wprowadza jednak ostrej granicy studia odpłatne
- studia bezpłatne. Wykorzystując konstytucyjne dopuszczenie świadczenia
niektórych usług edukacyjnych za odpłatnością, wpisano do owych usług zadania
objęte programem studiów, ale wykraczające poza zakres finansowany z dotacji
budżetowej.
Projekt MEN nie daje podstaw
do określenia kierunku zmian w finansowaniu szkolnictwa wyższego z budżetu
państwa. Wprawdzie wprowadzono zapis o dolnej granicy wynagrodzenia miesięcznego
nauczyciela akademickiego zatrudnionego na stanowisku asystenta (nie może
być niższe od przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej
prognozowanego w ustawie budżetowej na dany rok), co dałoby wyraźny wzrost
poziomu finansowania. W oszacowaniu skutków finansowych brak jest jednak
pozycji "oszczędności z tytułu wprowadzenia 30 godzinnego tygodnia pracy
nauczyciela akademickiego". Ponadto brak jest wskazania zakresu obowiązku
dydaktycznego (pensum), jaki każdy nauczyciel powinien wykonać za wynagrodzenie
z dotacji dydaktycznej, a więc ze środków z budżetu państwa przeznaczonych
na edukację. Tak nieostry zapis może (i będzie) powodować nierównomierne
obciążenie nauczycieli, a nawet przerzucanie obowiązków dydaktycznych przede
wszystkim na pracowników dydaktycznych. Jakby zapomniano, że nauczyciela
akademickiego zatrudnia się do wykonania zadań dydaktycznych szkoły, ale
jest on zatrudniany właśnie dlatego, że uprawia naukę. Trudno tu podejrzewać
autorów projektu o przeoczenie.
IV. Ocena jakości kształcenia i akredytacja
Projekt MEN zakłada, że zadania akredytacyjne przejmie obecna Rada Główna, co jednocześ- nie oznacza dość istotne przesunięcie kompetencyjne. Za zmianą zadań idą zmiany w strukturze wewnętrznej Rady, typowe dla instytucji akredytującej. Zakres zadań Rady Głównej Akredytacyjnej pokrywa się mniej więcej z zakresem zadań Komisji Akredytacyjnej wg Projektu KSN, pomniejszonym o ocenę i akredytację jednostek prowadzących przewody doktorskie. Tym, wg koncepcji przyjętej przez MEN, nadal będzie zajmować się Centralna Komisja do Spraw Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych działająca przy Prezesie Rady Ministrów.
V. Model kariery zawodowej nauczyciela akademickiego
Projekt MEN utrzymuje dotychczasowy
model kariery nauczyciela akademickiego w zasadzie bez zmian. "Fundamentem"
gmachu szkolnictwa wyższego w Polsce są instytucje doktora habilitowanego
i profesora tytularnego. Bez nich nie może powstać ani istnieć żaden wydział,
ani żadna uczelnia. Tymczasem w państwach najbardziej efektywnych na
świecie, pod względem uzyskanych wyników badań i skolaryzacji na poziomie
wyższym, habilitacja i tytuł są to byty kompletnie nieznane, co dowodzi,
że są to byty w nauce niekoniecznie. Projekt MEN podtrzymuje tę sztuczną
i wielokrotnie skompromitowaną formułę, uzależniającą tworzenie i rangę
uczelni od liczby tytułów i habilitacji, a nie od efektów badań i nauczania.
Takie rozwiązanie wyklucza jakąkolwiek możliwość konkurencji (a to podstawa
rozwoju nauki) z uczelniami o renomie światowej. Projekt ten, świadomie
rezygnując z przeobrażeń obowiązującego dotąd w Polsce modelu kariery akademickiej,
utrwala strukturę coraz wyraźniej przybierającą postać swoistego skansenu.
Istotne" zmiany w modelu proponowanym przez MEN polegają na pozbawieniu
stabilizacji w zawodzie (związanej z mianowaniem) adiunktów i pracowników
zwanych dydaktycznymi (ok. 55% nauczycieli akademickich). Ale to przecież
na barkach tej grupy pracowniczej leży podstawowa część zajęć dydaktycznych
w laboratoriach i salach ćwiczeń. Gdyby komuś zależało, by poważnie pogłębić
kryzysową sytuację uczelni publicznych, to właśnie takie zmiany należałoby
mu podsunąć. Zasada stabilizacji zawodowej nauczycieli akademickich jest
wpisana do katalogu zasad ugruntowujących wolność akademicką. Reprezentujący
Polskę na Konferencji UNESCO "Academic Freedom and University Autonomy
- Sinaia 1992" prof. August Chełkowski w referacie "Freedom of learning
in Poland" mówił: Nauka, rozumiana jako rozwój ku prawdzie, wymaga wolności.
Bez wolności nauka nie może istnieć. Ulega degeneracji przekształcając
się w pseudo-naukę". Tej fundamentalnej prawdy Projekt MEN wydaje się nie
dostrzegać. Inną korektą o podobnym charakterze jest np. wprowadzenie uczelnianego
systemu wynagradzania ustalanego przez rektora w uzgodnieniu z senatem.
Ponadzakładowy układ zbiorowy - w zapisie Projektu MEN - minister zawiera
sam ze sobą, porozumiewając się przy tym z Konferencją Rektorów (KRASPem)
i związkami zawodowymi.
Do wad Projektu MEN należy
zaliczyć również lekceważenie spraw bibliotecznych i konserwatyzm w podejściu
do struktury zawodu bibliotekarza akademickiego. W szczególności przejawia
się to w przekazaniu wszystkich spraw związanych z funkcjonowaniem bibliotek
uczelnianych do statutów. Zbyt często poziom funkcjonowania biblioteki
traktowany jest w uczelniach jako sprawa drugorzędna. W ustawie powinny
być uwzględnione więc czynniki decydujące o jakości kierowania biblioteką
(np. sposób powoływania dyrektora i rady bibliotecznej, jako ciała opiniującego
bieżące funkcjonowanie biblioteki). Zachowano też stary, nieuzasadniony
i w niczym nie podnoszący poziomu działalności bibliotek, podział bibliotekarzy
na służbę biblioteczną" i pracowników dyplomowanych. Jest to przejaw
konserwatywnego podejścia do struktury zawodowej, która wymaga reformy.
Bibliotekarzy dyplomowanych zaliczono - tak jak do roku 1990 - do nauczycieli
akademickich, pomijając jednak - też jak wtedy - kwestię zakresu ich obowiązków.
Podsumowanie
Projektowi ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym" przedstawionemu przez Ministerstwo Edukacji Narodowej brak jest ujęcia systemowego. Podejmując próbę rozwiązania jedynie części istotnych problemów szkolnictwa wyższego nie tworzy systemu spójnego. W najważniejszych sprawach, projekt petryfikuje stan obecny, bliski zapaści w sferze wyższych szkół publicznych. Przyjęcie projektu nie rozwiąże głównych problemów uczelni, natomiast tworzy zarzewie nowych konfliktów. Nie przyczyni się do rozwoju kadr naukowych i likwidacji luki pokoleniowej w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym. Nie przyczyni się też do większego zaangażowania środowiska uczelnianego i naukowego w rozwiązywanie problemów istotnych dla kraju. Jest marnowaniem ważnej szansy przyspieszenie rozwoju Polski. Projekt wymaga zasadniczych zmian i w obecnym kształcie jest nie do przyjęcia.
Powrót do spisu treści
Opinia związków zawodowych działających w Akademii Medycznej w Warszawie w sprawie nowej wersji projektu ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym autorstwa MEN
Troską Ministra Edukacji Narodowej powinno być podniesienie rangi szkolnictwa wyższego w społeczeństwie, tak aby najlepsi chcieli podejmować i zachowywać pracę w uczelniach, tymczasem projekt zakłada:
Wobec powyższego, projekt Ministerstwa Edukacji Narodowej jest w opinii obu Związków Zawodowych sprzeczny z oczekiwaniem dobrego prawa, jako podstawy dobrego państwa.
Dbałość o dobre
wykształcenie społeczeństwa jest w Polsce
szczególnie ważnym nakazem. Oczekujemy na takie zmiany prawa
o szkolnictwie wyższym, które by sprzyjały upowszechnianiu studiów,
osiąganiu wysokiej jakości kształcenia i badań naukowych.
Rada Krajowej
Sekcji Nauki NSZZ Solidarność uważa, że
opracowany przez MEN projekt ustawy oczekiwań tych nie spełnia.
Projekt MEN:
Projekt MEN jest dostępny w internecie pod adresem: www.men.waw.pl
Projekt KSN jest dostępny pod adresem: www.pk.edu.pl/~nszz-s
Adres poczty elektronicznej KSN: ksn@ee.pw.edu.pl
Powrót do spisu treści
W dniu 20.03.2000r. w Uniwersytecie
Warszawskim odbyło się posiedzenie Konferencji Rektorów Uczelni Warszawskich.
Posiedzeniu przewodniczył
przewodniczący Konferencji Rektor Politechniki Warszawskiej prof. dr
hab. Jerzy Woźnicki.
Zebrani zostali zapoznani
z przebiegiem obrad Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Wyższych.
Odbyła się dyskusja nad najbardziej aktualnymi problemami szkolnictwa wyższego,
w tym nad projektem ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Przewodniczący
obrad zaprosił rektorów na spotkanie z Premierem Rządu RP, które
będzie poświęcone problematyce związanej z projektem ustawy o szkolnictwie
wyższym.
Konferencja Rektorów Uczelni
Warszawskich podjęła uchwały:
1/ W sprawie działań władz Warszawy na rzecz rozwoju akademickości miasta, w której z zadowoleniem przyjmuje uchwalenie Strategii rozwoju Warszawy do roku 2010, oraz Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego do roku 2020. Konferencja Rektorów wyraża nadzieję, że w ślad za korzystnymi dla Uczelni decyzjami planistycznymi, pójdą decyzje administracyjne pozwalające na przejęcie przez Uczelnie wybranych terenów pod konkretne inwestycje.
2/ Rektorzy, członkowie KRUW zwrócili się do władz WOT z propozycją utworzenia cyklicznego programu publicystycznego, poświęconego problemom szkół wyższych Warszawy.
3/ Konferencja wyraziła poparcie dla rządowego projektu ustawy Prawo
o Szkolnictwie Wyższym, podkreślając znaczenie utrzymania zasadniczych
założeń i rozwiązań systemowych, przyjętych przy opracowaniu tego
projektu.
Otwarcie zmodernizowanego Oddziału Niemowlęco - Noworodkowego w Szpitalu przy Litewskiej
W dniu 10 lutego b.r.,
Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny im. Prof. dr M. Michałowicza przy
ul. Litewskiej ponownie uruchomił, po kilkumiesięcznym remoncie kapitalnym,
Oddział Niemowlęco - Noworodkowy.
Przeprowadzona modernizacja
stawia ten Oddział wśród najlepszych tego typu w Europie, spełniając przy
tym kryteria najwyższych standardów klinicznych i epidemiologicznych wymaganych
w oddziałach niemowlęco-noworodkowych.
Oddział dysponuje 24 łóżkami
dla małych pacjentów i - co niezwykle ważne -
umożliwia on pobyt rodziców w trakcie hospitalizacji. W koniecznych
przypadkach istnieje też możliwość izolacji pacjentów. W nowych warunkach,
znacznie zmniejszone zostało ryzyko zakażeń, skróceniu ulegnie przeciętny
pobyt dziecka w Szpitalu.
Każda sala chorych jest
klimatyzowana i posiada dostęp do gazów medycznych.
Specjalistyczny sprzęt medyczny, który znalazł się w wyposażeniu zmodernizowanego
Oddziału to m.in.: otwarte inkubatory, inhalatory, pompy infuzyjne, wagi
elektroniczne, specjalne lampy do fototerapii, stanowiska z termostatami
do pielęgnacji niemowląt, urządzenia do badania ucha i nosa oraz lampy
nagrzewające - zapobiegające oziębieniu noworodka podczas zabiegu pielęgnacyjnego.
Oddział funkcjonuje w ramach
Katedry i Kliniki Pediatrii i Nefrologii warszawskiej AM, kierowanej przez
doc. dr hab. Marię Roszkowską-Blaim, ordynatorem Oddziału jest dr Izabela
Frącka.
Zgodnie z informacją Dyrektora
Szpitala mgr Małgorzaty Kalińskiej, pacjenci Oddziału przybywają z różnych
stron kraju, najwięcej jednak pochodzi z Mazowieckiej i Branżowej Kasy
Chorych.
Remont został sfinansowany
w 80% przez Ministerstwo Zdrowia, pozostałe środki finansowe pochodziły
z własnych zasobów szpitala. Kosztowny sprzęt medyczny zakupiony
dla potrzeb Oddziału został sfinansowany dzięki Fundacji
''Przyjaciele Szpitala Dziecięcego przy Litewskiej". W gronie darczyńców,
którzy zasilili konto Fundacji znalazły się zarówno osoby prywatne jak
i firmy: Citibank, ING Barings, Mc Donald's, Fiat, PKO BP, UPC, BMF, Gerling
Polska Życie, Hotel Sheraton, Kepler, McCann-Erikson, Polski Koncern Naftowy,
oraz Janet Choynowski, Zbigniew P. Kiszczak, Bp Tadeusz R. Majewski.
Symbolicznym wyrazem wdzięczności dla wszystkich darczyńców jest pamiątkowa
tablica, którą umieszczono przy wejściu na Oddział. /M.F./
Powrót do spisu treści
Spotkania w ramach programu badawczego Unii Europejskiej
-
5-ego Programu Ramowego Badań, Rozwoju Techniki i Prezentacji.
W dniach 20 - 22 lutego b.r.
wizytę w naszym Kraju złożył dr Manuel Hallen - Dyrektor Komisji
Europejskiej '' Life Sciences II DG RTD.B.II.3; Generic Research ".
Organizatorem pobytu dr Hallena był Krajowy Punkt Kontaktowy 5. PR, a głównym
punktem programu wizyty było spotkanie informacyjne w ramach " Dni Zdrowia
" ( Health Info Days ). Spotkanie, które odbyło się w Instytucie Podstawowych
Problemów Techniki PAN, poświęcone było prezentacji akcji badawczych, z
zakresu medycyny, biomedycyny oraz infrastruktury badawczej. Przewidziano
także czas na merytoryczną dyskusję i bezpośrednie konsultacje z Dyrektorem
Komisji Europejskiej.
Ze strony polskiej Spotkanie
prowadzili: dr Andrzej Siemaszko - Dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego
i mgr Anna Pytko - koordynator I Programu Tematycznego " Poprawa
jakości życia i gospodarowania żywymi zasobami" (Quality of Life and Management
of Living Resources).
Zapraszając do uczestnictwa,
Dyrektor A. Siemaszko podkreślił, że polscy naukowcy już od roku są pełnoprawnymi
uczestnikami największego wspólnego programu badawczego Unii Europejskiej.
"Integracja nauki polskiej z systemem europejskim otwiera polskim podmiotom
nie tylko możliwość uczestnictwa we wspólnych projektach badawczo - rozwojowych,
ale także dostęp do najlepszych laboratoriów europejskich, zapewnia środki
na szeroki program stypendialny "Maria Curie", pozwala budować europejskie
sieci naukowe i finansować eurokonferencje."
Krajowy Punkt Kontaktowy
5 Programu Ramowego UE powstał po to, aby informować, doradzać oraz wspomagać
polskie instytucje badawcze i przedsiębiorstwa w uczestnictwie w 5 PR.
Cele programów ramowych koncentrują się m.in. na:
Natomiast wśród akcji ogólnych ( 483 mld euro ) znajdujemy:
Warszawska AM, wspólnie
z Profesorem Maciejem J. Nałęczem - dyrektorem Instytutu Biologii
Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, była współorganizatorem kameralnego
spotkania z udziałem dr Manuela Hallena,
w dniu 22.02.b.r.
Obok organizatorów, w spotkaniu
uczestniczyli dyrektorzy Instytutów PAN, Instytutów Resortowych, przedstawiciele
Ministerstwa Zdrowia, Komitetu Badań Naukowych, oraz Ambasady RFN.
Trzygodzinne spotkanie stworzyło okazję do zapoznania naszego Gościa z
potencjałem naukowym naszych jednostek, a także zwiedzenia kilku pracowni
naukowych.
W rozmowie z Prof.
dr hab. Andrzejem Członkowskim, Prorektorem ds. Nauki i Współpracy
Naukowej z Zagranicą AM, dr M. Hallen przyznał, iż nie doceniał możliwości,
jakimi dysponują niektóre nasze jednostki badawcze.
Przedstawiciele strony polskiej
wyrazili nadzieję, że efektem spotkań i nawiązanych - w ich toku - kontaktów
będzie zwiększenie udziału nauki polskiej w programach badawczych Unii
Europejskiej. /M.F./
Powrót do spisu treści
20 marca 2000 r.
zmarła
PROF.DR HAB. WANDA STODOLNIK-BARAŃSKA
Kierownik Zakładu Mikroskopii Elektronowej
Centrum Biostruktury I Wydziału Lekarskiego AM
Wieloletni nauczyciel akademicki,
zasłużony wychowawca wielu pokoleń młodzieży akademickiej oraz
młodej kadry naukowej.
Wybitny specjalista w dziedzinie mikroskopii elektronowej, a zwłaszcza
morfometrii.
Autor licznych publikacji naukowych i dydaktycznych.
Członek wielu towarzystw naukowych krajowych i zagranicznych.
Za osiągnięcia dydaktyczne i naukowe wielokrotnie nagradzana.
Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
i Złotym Krzyżem Zasługi.
Człowiek niezwykłej kultury i prawości.
Szanowana i niezwykle lubiana przez studentów i współpracowników.
Wzór lekarza i nauczyciela dla wielu pokoleń nauczycieli akademickich.
Powrót do spisu treści